Premiera w lutym. Sandra, modelka przed dwudziestką, której wydawało się, że ma świat u stóp, straciła wszystko, gdy wpadła w sidła bezwzględnego manipulatora. Zamiast blasku fleszy pozostały jej blizny, gniew i pragnienie zemsty. Tymczasem w Warszawie co kilka dni mordowane są młode dziewczyny. Coś je wszystkie łączy. Publikujemy fragment „Czorta”, nowej książki naszego redakcyjnego kolegi. „Czort” Karola Górskiego ukaże się nakładem wydawnictwa Harde. Premiera 11 lutego. Poniżej możecie przeczytać fragment tej książki. „Czort”, Karol Górski [FRAGMENT] Jak siódemka nie skończy w top trzy, to już naprawdę Boga nie ma i zostaje pętla. Paweł był pewny, że tym razem się uda. Na trzech poprzednich gonitwach przegrał cztery kafle. Nawet pewniaczka na podparcie za dwie stówki ch** strzelił. Ale dobra, nie z takiej muki się wymykało suchą stopą. Paweł ustawił się przy barierce, tuż obok linii mety. Waliło koniem. Przez chwilę wziął ten odór za ponurą symbolikę. Ogarnął się prędko. Bez takich. Piekło jest w nas, znaków nie ma. Jest za to flota do zrobienia. W Pawle buzowała wolność. Był kompletnie pusty. Przed chwilą postawił na siódemkę ostatnie dwa koła. Mógł rozbijać na drobnicę, ale nie ma co. Wiedział, że się uda. Nie udało się. Siódemka długo była w czubie, przewaliła na ostatniej prostej. Oswojenie się z porażką przyszło zaskakująco łatwo. Paweł wygrzebał jeszcze parę ziko z portfela, zjadł hot doga na Orlenie przy Wyścigach. W ogóle nie rozkminiał. W myślach kleił bety na Ligę Mistrzów. Swoje położenie analizować zaczął dopiero w kabanie. Szukał początku tej smętnej opowieści. Posypało się wszystko gdzieś tak rok temu. Kasyno to była git fucha. Trochę ryła łeb i zegar biologiczny, ale chociaż oddawała. Dobrze sobie radził. Nieprzypadkowo po pół roku tyry zrobili z niego kierownika zmiany. Piętnastaka wyciągał luźno. Początkowo szło z tego wyżyć. Nawet coś się odłożyć udawało. Tylko że apetyt rośnie w miarę jedzenia, co nie? Swoje Paweł przebimbał, swoje poinwestował. Raczej nieudanie. Nie jego wina. Skąd miał, k****, wiedzieć, że jak bańka na bitcoinie pęknie, to od razu na łeb, na szyję pójdzie? Kumple kupowali na górkach, przychodził dołek, a potem odbicie i to the moon. A jak on wszedł grubiej w krypto, to od razu krach. Klątwa jakaś normalnie. Nie było wyjścia. Musiał zacząć przycinać na krupierce. W jaki sposób? Nie interesuj się, dzieciak, bo kociej mordy dostaniesz. Mniej wiesz, lepiej śpisz.Zobacz też: Pytania o samotność i komunikację. Ważna sztuka w Teatrze TelewizjiRączki zawsze miał lepkie. Zaczęło się pięknie. Klienci nawet specjalnie się nie sapali. Paweł odkrył, że monitoring działa wybiórczo. Przytulał trochę grosza na lewo. Pierwszy miesiąc takiej działalności zakręcił we łbie. Trzy dychy zrobił! Święty by nie zszedł z tak skutecznej drogi. W drugim miesiącu Paweł przebił ten wynik – czterdzieści! Trzeba było szybko zmaterializować szemrane zyski. Przechodzona corolla błagała o zezłomowanie. Koleżka miał na zbyciu kilkuletnią audiolę piątkę. Chciał ją opchnąć za pięćdziesiąt patoli. Trochę bita, ale ch** tam, się wyklepie. Pięć dych to jak w k*** splunąć. Przy okazji transakcji Paweł rozkminił z koleżką biznes. Tamten miał do ożenienia sporo mąki, a w kasynie kręciła się potencjalna klientela. Okazja nie do przepuszczenia. Paweł zaczął gonić tynk pod stołem. Drugiej pensji z tego nie było, ale dodatek solidny. Sam pudrował kinol. Nie robił tego od lat. Bez wspomagaczy za długo by nie pociągnął na takim trybie. Raz przeholował z białym. Pech chciał, że akurat jakiś klient się spultał. Chyba wyczuł przekręt. Dostał dwa strzały na beret, a potem przekopę od ochrony. Szefowie coś tam popytali, ale chyba nic nie podejrzewali. Przez parę dni Paweł nie wziął ani grosza na lewo. Na koniec miesiąca dostał z d*** premię. Czyli gitarka. Następnego dnia wrócił do szpontów.Eldorado trwało pół roku. Paweł planował, że przejedzie tak jeszcze drugie tyle, a potem odejdzie z kasyna. Miał poważne plany. Z tym spólasem od audicy i prochów chcieli rozkręcić coś większego. Niekoniecznie dragi. Był pomysł, żeby iść w legal, branża do dogadania. Któregoś dnia szef zawołał Pawła na parking. Siedział w swoim czarnym bentleyu, zaprosił do środka. Kiedy Paweł otwierał drzwi, dostał pałką w potylicę. Przeczuwał, że tak się stanie. Doprawili paralizatorem, wrzucili go na pakę. Pojechali do jakiegoś lasu. Szefu odwalił szopkę rodem z gangsterskich filmów – kazał kopać sobie grób, przyłożył spluwę do skroni, strzelił obok ucha. Twierdził, że o przekrętach wiedział od początku. W to akurat Paweł wątpił. Bo niby czemu miałby wiedzieć i patrzeć, jak go młody doi?Szef oznajmił, że oszczędzi Pawła, jeśli ten mu odda całą kasę. Zawieźli go na Dolną, gdzie wynajmował wtedy kwadrat. Szef i dwóch byków weszło z nim do mieszkania. Nie było jak się ukręcić. Oddał im ponad dwieście koła w gotówce. Wszystko, co miał, ale i tak nie uwierzyli. Przewrócili chatę do góry nogami. Znaleźli trochę białego, powinęli. Kazali zaprowadzić się do fury. Tam nie było żadnego hajsu. Szef oznajmił, że rekwiruje auto w ramach rekompensaty. Cała akcja trwała dwie godziny. Tyle wystarczyło, by Paweł wrócił do punktu wyjścia. Kilka lat życia ch** trzasnął. I wtedy jeszcze taka rura, z którą spiknął się parę razy na wiadomo co, wyskoczyła mu z dwiema kreskami na teście. Ledwie pamiętał imię, a ona mu, że za osiem miechów rodzi. Raczej nie kantowała. Nigdy nie lubił w gumce. Do spólasa nie miał nawet po co się odzywać. To był tylko kumpel od interesów. A w jaki niby interes teraz by mieli wejść? Co najwyżej dałby Pawłowi trochę towaru do opchnięcia pod klatką. Bez sensu pchać się w takie tematy za drobnicę. Parę dni później Paweł śmigał już z wózkiem na giełdzie kwiatowej. Podła tyra. Na zmianach ludzie po kryminale. Poznał starego recedensa, co odsiedział piętnastaka za głowę. Ten mu wyskoczył od razu z propozycją biznesową. Chciał wysadzać bankomaty. Paweł nie miał siły na takie gadki. Słuchawki na łeb i pchamy dalej roślinki. Pizga, łapy fioletowe, zawierucha, że szluga nie idzie odpalić. Jeszcze zapłacili z opóźnieniem. Paweł wytrzymał tam dwa miesiące. Potem znalazł jakąś agencję, która wysyłała ludzi na arbajt do Holandii. Miał pracować na magazynie. Stawka cztery razy taka jak przy pchaniu donic. Na miejscu w zasadzie zero wydatków. Może parę razy się kopnie do kofika. Opcja jak znalazł na wstępne odkucie. Tak sobie to wszystko w głowie kleił. A wyszło, jak wyszło. (...) Karol Górski Rówieśnik Google’a, Żabki i filmu „Big Lebowski”. Jako autor debiutował w 2023 roku powieścią „Aniołek”, która z „Czortem”, wbrew tytułowi, nie jest w żaden sposób połączona. Zawodowo związany z mediami.Czytaj także: Netflix odkrywa kolejne karty. Ci aktorzy zagrają w serialu „Lalka”