Syn bez pardonu zaatakował na rodziców. Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu – głosi dobrze wszystkim znane powiedzenie. Brooklyn Peltz Beckham, najstarszy syn jednej z najsłynniejszych par showbiznesu, jaką tworzą Victoria i David Beckhamowie, pomógł to określenie rozszerzyć. Po jego najnowszych rewelacjach można śmiało napisać, że z rodziną najlepiej wychodzi się i zarabia na dobrze wyreżyserowanym zdjęciu. Losy rodziny Beckhamów od lat śledzą jej fani i media plotkarskie z całego świata. W Wielkiej Brytanii, skąd pochodzą David – znakomity na przełomie wieku piłkarz m.in. Manchesteru United i Realu Madryt – oraz Victoria – członkini popularnego kilka dekad temu girlsbandu Spice Girls, mówi się o nich, że to druga najważniejsza rodzina po rodzinie królewskiej.Przedsiębiorstwo Beckham jest warte 500 mln funtówI nie jest to przypadek, bo Victoria i David rzadko kiedy robili coś w nieprzemyślany sposób w kwestii ich publicznego wizerunku. Czuwały nad nimi także dziesiątki specjalistów od PR i marketingu.Tak powstało przedsiębiorstwo, którego fundamentem jest marka Beckham. W tym świecie nie ma miejsca na fałszywy ruch, gest, zaskoczenie czy improwizację. Efekt jest taki, że obecnie markę Beckhamów wycenia się na pół miliarda funtów.Czytaj także: Wiek nie musi dzielić pokoleń. „Możemy się wzajemnie inspirować”Na sprzedaż było i – jak się właśnie dowiadujemy – wciąż jest wiele. Począwszy od relacji ze swojego ślubu do mediów, po pierwsze zdjęcia narodzonego dziecka. Nawiasem mówiąc, prawa do relacjonowania tego pierwszego wydarzenia magazyn „OK!” kupił przed laty za milion funtów. Dziennik „Guardian” wspomniał, że gdy weselni goście wciąż się bawili, para młoda, już w piżamach, wybierała zdjęcia, które miały pójść do druku.Do 2019 r. ich sprawy prowadziła firma 19 Entertainment, przekształcona później w XIX, a założona przez byłego menedżera Spice Girls Simona Fulera. Ale od sześciu lat swoimi PR-owymi i marketingowymi sprawami Beckhamowie zajmują się w stworzonym przez siebie zespole w ramach firmy David Beckham Ventures, choć trzeba zaznaczyć, że komunikację dla marki modowej Victorii sprawuje firma zewnętrzna.Droga od pionierów do weteranów w monetyzowaniu sławyNa co dzień dział prasowy rodziny prowadzi Nicola Howson, była szefowa firmy PR Freuds i eksdyrektorka komunikacji w ITV.Beckhamowie od 30 lat kroczą więc szlakiem najpierw przecieranym w prasie, skąd skręcili do mediów społecznościowych, stając się influencerami. Przeszli w tym interesie drogę od pionierów do weteranów. A „socjale” stały się wręcz wymarzonym narzędziem w prowadzeniu interesu.300 tys. funtów od posta na InstagramieDavida obserwuje 88,5 mln osób tylko na Instagramie. Victoria ma 33,6 mln followersów. Beckham, poza tym, że jest współwłaścicielem klubu piłkarskiego Inter Miami, ma liczne zobowiązania marketingowe. Od lat kojarzony jest z Adidasem i promuje tę markę swoim nazwiskiem. Jak podał „Guardian”, reklamował też ekspresy do kawy, odzież Boss, targi sztuki Art Basel Qatar czy piwo, a jeden jego post ma podobno kosztować 300 tys. funtów.Czytaj także: Matka biologiczna i matka społeczna. Jedna ma pełnię praw, druga żadnychAle na tym pieczołowicie budowanym idealnym wizerunku Beckhamów właśnie pojawiła się poważnych rozmiarów rysa. Nie jest też tak, że pęknięcie to wystąpiło nagle. O tym, że między najstarszym synem Brooklynem a rodzicami nie jest najlepiej, serwisy plotkarskie rozpisywały się od dłuższego czasu, choćby przy okazji nieobecności Brooklyna na 50. urodzinach ojca w maju ubiegłego roku.Oświadczenie Brooklyna i bezpardonowy atak na rodzicówWewnątrz musiało się jednak gotować znacznie mocniej niż ktokolwiek zakładał, bo nie da się inaczej wytłumaczyć oświadczenia, jakie Brooklyn opublikował na Instagramie, atakując bezpardonowo rodziców. Serwisy plotkarskie napisały o „bombie atomowej”, jaką na Davida i Victorię zrzuciło ich najstarsze dziecko.Część zarzutów wobec matki, dotycząca projektowani sukni ślubnej dla wybranki Brooklyna Nicoli Peltz czy „przechwycenia” pierwszego tańca na weselu, co miało być traumatyczne – co tu dużo mówić – jest memogenna, jednak w tym publicznym oskarżeniu są też sprawy znacznie smutniejsze, gdy spojrzy się na nie z perspektywy dziecka.„Marka Beckham idzie jako pierwsza”Brooklyn – chcący czy niechcący – poruszył ważną kwestię dorastania w świecie bez prywatności, gdzie dzieciństwo może zostać przehandlowane. Jest to istotna kwestia, bo dotyka rzesze dzieci nie tylko celebrytów czy influenserów, które od urodzenia – z wyboru rodziców, a nie własnego – zostały wystawione na publiczny widok i osąd w mediach społecznościowych.Czytaj także: Ferie do reformy. O tych rodzicach nikt nie myśli„Marka Beckham idzie jako pierwsza” – wypalił Brooklyn, który po ślubie dołożył do już posiadanego także nazwisko żony, notabene, córki amerykańskiego miliardera Nelsona Peltza. 26-latek stwierdził też, że jego rodzina ceni „promocję i aprobatę w przestrzeni publicznej ponad wszystko”, a „miłość rodzinna zależy od tego, ile postów publikujesz w mediach społecznościowych”.„Byłem kontrolowany przez rodziców przez większość mojego życia. Dorastałem w stanie ogromnego niepokoju. Po raz pierwszy w życiu, odkąd odszedłem od rodziny, ten niepokój zniknął” – napisał Brooklyn.Imiona zarejestrowane jako znaki towarowe, mama właścicielkąJego słowa nabierają jeszcze mocniejszego wydźwięku, kiedy uświadomimy sobie, że imiona czworga dzieci Davida i Victorii zostały zarejestrowane jako znaki towarowe, a mama figuruje jako właścicielka w charakterze rodzica i opiekuna. Imię Brooklyna zarejestrowano jako znak towarowy w Wielkiej Brytanii w 2016 roku, kiedy miał 17 lat.Można się tylko domyślać, czy zarzewiem wojny domowej była kwestia własności do zastrzeżonej przez matkę marki Brooklyna. W swoim oświadczeniu chłopak napisał, że przed planowanym na 2022 rok ślubem z Nicolą Peltz, jego rodzice wywierali na niego presję, „aby zrzekł się praw do swojego nazwiska”. Brooklyn nie sprecyzował, o jakie prawa chodzi.W lutym tamtego roku, co może być istotne w tej historii, firma Authentic Brands Group rozpoczęła strategiczną współpracę z marką Davida Beckhama i została jej współwłaścicielem. Nie jest jasne, czy znak towarowy Brooklyna był w to wliczony.Czytaj także: Scrolluj, lajkuj, powtórz. Media społecznościowe zmieniły nasze życieBeckhamowie nie odnieśli się do oświadczenia syna. David rzucił tylko lakonicznie do dziennikarzy podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, że dzieci popełniają błędy i trzema im pozwalać je robić.Dzieci w postach i na pokazachDo tej pory wszystkie dzieci Beckhamów – Brooklyn, Romeo, Cruz i Harper Seven – często pojawiały się na pokazach mody Victoria’s Fashion Show i w postach w internecie. Brooklyn i Romeo współpracowali z kolei różnymi reklamodawcami.Mark Engelman, prawnik zajmujący się własnością intelektualną w kancelarii Burnell Chambers, powiedział agencji Reutera, że rejestracja znaku towarowego nie jest szczególnie droga. W Wielkiej Brytanii kosztuje od 170 funtów plus 50 za każdą dodatkową klasę i obowiązuje przez 10 lat. W Stanach Zjednoczonych opłaty zaczynają się od około 350 dolarów.– Jeśli (dzieci) osiągną sukces, mogą zarabiać pieniądze na sprzedaży produktów lub udzielaniu licencji na nazwę stronom trzecim – przyznał ekspert. A Brooklyn potencjalne grono odbiorców ma i to nie należące do najmniejszych, bo na Instagramie obserwuje go 17 mln osób. Rejestrowanie nazwisk dzieci rzadkie, ale nie bezprecedensoweJames Corlett, partner zarządzający w kancelarii prawnej Beyond Corporate Law, zwrócił uwagę, że rejestrowanie nazwisk dzieci jako znaków towarowych do przyszłego wykorzystania komercyjnego jest rzadkością, ale nie jest bezprecedensowe.Czytaj także: Mika Urbaniak: Tacie zawdzięczam wiarę w marzenia– Mówimy tu o dwóch bardzo znanych osobach, szczególnie w latach 90. i 2000., które połączyły siły, aby stworzyć potężną markę, która oczywiście została chroniona poprzez użycie znaków towarowych – powiedział.Rejestracja imienia Brooklyna przedłużeniem długoletniej strategii rodziców– Byli bardzo sprytni i bystrzy w korzystaniu ze znaków towarowych. Myślę, że rejestracja imienia Brooklyna jest jedynie przedłużeniem tej strategii – dodał.Corlett zaznaczył, że Brooklyn może sprzeciwić się ponownej rejestracji lub przedłużeniu znaku towarowego rodziny, dotyczącego jego imienia, gdy nadejdzie termin odnowienia.Gdyby nazwisko nie było aktywnie używane, mógłby on zakwestionować przedłużenie rejestracji lub złożyć wniosek o rejestrację znaku towarowego, z którego mógłby korzystać niezależnie.Potencjalny spór o możliwość używania nazwiska jako znaku towarowego– W tym momencie sprawa może stać się bardzo interesująca. Kluczowym elementem u Brooklyna jest nazwisko „Beckham”, co potencjalnie mogłaby kolidować z istniejącymi rejestracjami Beckhamów. Wszelkie spory można ostatecznie rozwiązać w drodze negocjacji, potencjalnie ograniczając wykorzystanie nazwiska Brooklyna w podstawowych kategoriach „Marki Beckham”, takich jak moda lub perfumy – ocenił Corlett.Czytaj także: Adwokaci diabła. Tak mistrzowie wizerunku sprzedawali choroby i truciznęBrooklyn zasygnalizował już zmianę, dodając po ślubie do swojego nazwiska także nazwisko żony. Wykorzystuje to w marketingu swojego ostrego sosu Cloud23, podpisując się inicjałami „BPB”.Beckhamowie są zbudowani z mocnego materiałuTymczasem media oraz fani jednej i drugiej strony konfliktu zastanawiają się nad potencjalnymi skutkami rodzinnego konfliktu.– Beckhamowie są zbudowani z mocnego materiału – stwierdził w „Guardianie” Julian Henry, który zajmował się PR-em marki Beckham w latach 2003–2019. – Są przyzwyczajeni do wywoływania dram, przesady i różnych odcieni histerii – zaznaczył i stwierdził, że „to kolejny rozdział w księdze Beckhamów”.Rodzina przeżywała już w przeszłości kilka trudnych momentów jak domniemane romanse Davida, kompromitujące wycieki e-maili w sprawie opóźnienia nadania tytułu szlacheckiego czy kontrowersje związane z rolą Beckhama jako ambasadora mundialu w Katarze w 2022 r.Pojednanie Beckhamów zostanie sprzedane za ogromne pieniądzeJakkolwiek śmiało można powiedzieć, że awantura na linii Brooklyn-rodzice jest najgłośniejszą w historii rodziny, to według Juliana Henry’ego, David i Victoria wyjdą z niej raczej bez większego szwanku, bo są doświadczonymi graczami w świecie mediów, nigdy nie działali pochopnie, byli ostrożni w komentowaniu i tak samo postępują teraz.Czytaj także: Rodzimy za mało dzieci. I zapłacimy za to wysoką cenęByły PR-owiec Beckhamów przyznał w rozmowie z angielskim dziennikiem, że mają oni „naturalny instynkt do cichego pozowania w świetle reflektorów i lubią bawić się aparatem sławy. Doskonale rozumieją różnicę między własną rzeczywistością a tym, co projektuje na nich świat zewnętrzny”.Na pytanie „Guardiana” o to, jak sytuacja może się rozwinąć, Henry odpowiedział: „Więcej dramy, więcej ponurych spojrzeń ze strony rodziny, aż w końcu dojdzie do pocałunku i pojednania, a cała ta wzruszająca historia zostanie sprzedana serwisowi Netflix za ogromne pieniądze”.