Wiązano z nim wielkie nadzieje. Żadnego cackania się, biernego obserwowania i powtórki z ruchów „Black Lives Matter”. Greg Bovino miał przylecieć do Minneapolis, zrobić porządek, trafić na okładki gazet, a potem sprawić, by wszyscy wszędzie bali się jego wizyt. Udało się tylko to ostatnie. Przez pół roku Gregory Bovino był ostrzem administracji Donalda Trumpa w deportacyjnej wojnie. Charakterystyczny agent Straży Granicznej, którego każde słowo i gest sugerują, że preferuje szkołę „twardej ręki”, dowodził nalotami migracyjnymi w Los Angeles, Chicago i innych miastach rządzonych przez Demokratów. Tysiące zatrzymań szły w parze z narastającą falą krytyki, protestów i strachu w społecznościach imigranckich. Ale Trumpowi się to podobało. Kulminacja miała nastąpić w Minneapolis. Operacja Metro Surge była ambitnym przedsięwzięciem – nowym modelem miejskiej ofensywy federalnych służb. W powietrzu jednego z najbardziej progresywnych miast amerykańskiego Środkowego Zachodu rozpylano nieustannie gaz łzawiący i pieprzowy, by rozpędzać coraz liczniejsze grupy protestujących. Operacja zakończyła się dramatycznie w sobotę, gdy od kul federalnych agentów zginął Alex Pretti. To wydarzenie wstrząsnęło opinią publiczną w całym kraju i uruchomiło otwarty spór w samym Białym Domu o przyszłość kluczowej polityki Trumpa.Od bohatera do…Dla części administracji odsunięcie Bovino oznaczało – przynajmniej chwilowe – odejście od maksymalnie agresywnej strategii egzekwowania prawa imigracyjnego, którą forsował razem ze swoją przełożoną, sekretarz bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem. Zamiast precyzyjnych działań wobec znanych przestępców stawiali na szerokie obławy i efektowne „pokazówki”, by wyłapać jak najwięcej osób przebywających w USA nielegalnie.W Minneapolis decyzję przyjęto z ulgą. Czołowi demokraci określali Bovino mianem „kreskówkowego złoczyńcy”. Jednym z najbardziej zapamiętanych obrazów Metro Surge był moment, gdy Bovino wysiadł z SUV-a w sam środek zimowego chaosu – niczym generał wchodzący na pole bitwy – i rzucił granat z zielonym dymem w stronę protestujących. Sam Bovino odmawia wywiadów. Rzeczniczka Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Tricia McLaughlin zapewniała jednak, że pozostaje on „kluczową częścią zespołu prezydenta i wspaniałym Amerykaninem”.Donald Trump komentował sprawę w Fox News: – Bovino jest bardzo dobry, ale to facet dość… ekstremalny. Czasem to zaleta. Tu najwyraźniej nie była.Czytaj też: Nocny incydent przy granicy. Do Polski wleciały obiekty z BiałorusiW Minnesocie reakcje były jednoznaczne. – Dobrze, że odszedł – powiedział prokurator generalny stanu Keith Ellison. Protestujący trzymali transparenty z napisami w stylu „Bovino, ciao”.Mitologia twardzielaUsunięcie Bovino oznaczało odsunięcie – przynajmniej na razie – funkcjonariusza, który z anonimowego agenta Straży Granicznej wyrósł na jedną z ikon obozu MAGA. Pomogły w tym media społecznościowe, autopromocja i świadome budowanie własnej legendy.Jeszcze jako szef sektora Straży Granicznej w Kalifornii publikował zdjęcia na koniu, w pełnym rynsztunku bojowym. Produkował krótkie filmy gloryfikujące działania agentów. Jeden z nich – „The Gotaway” – opowiadał fikcyjną historię migranta, który po przekroczeniu granicy zabija pierwszą napotkaną osobę. Hasło brzmiało: „Każde zatrzymanie ma znaczenie”. W innym nagraniu Darth Vader występował jako agent polujący na „miasta-sanktuaria”. Był też płaszcz. W mroźnym Minneapolis Bovino pojawiał się w długim, oliwkowym okryciu z szerokim kołnierzem, które – zdaniem krytyków – przywodziło na myśl garderobę Hermanna Göringa. – Wyglądało, jakby kupił mundur SS na eBayu – kpił gubernator Kalifornii Gavin Newsom. Bovino odpowiadał, że płaszcz ma od 25 lat i że to standardowe wyposażenie Straży Granicznej.Kim jest Greg Bovino?55-letni Bovino pochodzi z małego miasteczka w Karolinie Północnej. Jest synem właściciela baru, absolwentem Western Carolina University i Appalachian State University. Do Straży Granicznej wstąpił w 1996 roku, służąc od Kalifornii aż po Zatokę Meksykańską.W 2013 roku dał się poznać także z bardziej empatycznej strony, pomagając w ponownym połączeniu matki z synem porwanym w dzieciństwie do Meksyku. – Na co dzień mierzymy się z przemocą, narkotykami i przemytem. Ta historia była wytchnieniem – mówił wtedy.W 2020 roku objął dowództwo w El Centro – spokojnym, mało uczęszczanym odcinku granicy. Przez całą kadencję Joe Bidena jego kariera zdawała się stać w miejscu. – Nie chcemy agentów bezczynnych. Chcemy ich w walce – mówił w 2024 roku „The Wall Street Journal”. – Pytałem więc: a może ruszyć na północ?Po zwycięstwie Trumpa w wyborach w 2024 roku Bovino wykonał ruch, który na zawsze zmienił jego karierę. Wysłał agentów setki kilometrów w głąb Kalifornii, by prowadzili naloty na farmach i parkingach pod marketami. Operację nazwał „Return to Sender” (po polsku: „Zwrot do nadawcy”). Społeczności lokalne były wstrząśnięte – rodzice przestawali wysyłać dzieci do szkół, robotnicy bali się wyjść do pracy.Pozwy ACLU zarzucały agentom Bovino zakrywanie twarzy, brak identyfikatorów, zatrzymania bez nakazów i stosowanie siły. Z 78 zatrzymanych osób aż 77 nie miało wcześniej znanej historii kryminalnej. Sędzia federalna orzekła wprost: nie wolno zatrzymywać ludzi tylko dlatego, że mają ciemniejszą skórę.Punkt zwrotnySekretarz Noem i jej doradcy uznali jednak, że właśnie taki styl jest tym, czego potrzebuje teraz Ameryka. Bovino dostał zielone światło na działania w Los Angeles, potem w Chicago. Jego gwiazda lśniła coraz jaśniej. Sam Trump, z którym rozmawiał krótko, miał powiedzieć mu: „dobra robota”. Minneapolis miało być finałem. Do miasta liczącego 430 tys. mieszkańców skierowano około 3 tys. agentów – więcej niż liczyła lokalna policja. Władze federalne mówiły o „największej operacji imigracyjnej w historii”.Miasto było jednak przygotowane. Mieszkańcy organizowali się w sieci, ostrzegali się gwizdkami i aplikacjami, filmowali każdy ruch agentów. Protesty narastały, ale – paradoksalnie – Minneapolis, wciąż naznaczone śmiercią George’a Floyda, odzyskało poczucie wspólnoty.MorderstwaPotem padły strzały. Najpierw zginęła Renee Good. Kilka dni później – Alex Pretti, filmujący agentów i posiadający legalnie broń. Bovino mówił o „próbie masakry służb”. Analizy nagrań i wstępne ustalenia wewnętrznych służb federalnych podważyły tę wersję.Wtedy Trump zdecydował się zmienić kurs. Bovino został odesłany do domu, a w ogień wydarzeń posłano innego zaufanego człowieka prezydenta – Toma Homana.Czytaj też: ICE ma nową twarz. Bullterrier Trumpa już w Minneapolis