Dowódcy o przyszłości Sojuszu Północnoatlantyckiego. Funkcjonowanie Sojuszu Północnoatlantyckiego stanęło pod znakiem zapytania. Dla wszystkich stało się już jasne, że nie będzie on dalej działał na dotychczasowych zasadach. Donald Trump marginalizuje poświęcenie i dokonania aliantów w Afganistanie czy Iraku, planuje też zajęcie Grenlandii, terytorium zależnego swego sojusznika – Danii. Takie ruchy wywołały szok, choć nie u wszystkich. Kontradmirał Mirosław Mordel przewidział „sypiące się” NATO w rozmowie z portalem TVP.Info już w listopadzie ub. roku. Pamiętajmy tylko, że sojusze są nietrwałe i nie wiadomo, kiedy coś się zmieni. Popatrzmy, w jakim świecie teraz żyjemy. A to nieprzewidywalna polityka Stanów Zjednoczonych czy Węgier, a to napięcia między sojusznikami. A to postrzeganie Rosji, które na wschodniej flance wygląda zupełnie inaczej niż na zachodniej. Owszem patrzymy teraz również pod kątem wymagań NATO-wskich, ale bierzmy też pod uwagę to, że może się okazać w którymś momencie, iż musimy być samowystarczalni – powiedział w listopadzie ub. roku, w rozmowie z portalem TVP.Info kontradmirał Mirosław Mordel.Trzy warianty przyszłości NATOJego słowa szybko się sprawdziły nie tylko w kontekście Polski, ale też całej Europy. Po ostatnich działaniach Donalda Trumpa nikt już nie ma wątpliwości, że NATO czekają historyczne zmiany, bo Amerykanie nie będą już gwarantować sojusznikom bezpieczeństwa na dotychczasowych zasadach. Zmiany są szczególnie istotne dla Polski, bo tuż za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. Wszyscy już zdali sobie sprawę, że zagrożenie ze strony Federacji Rosyjskiej jest bardzo realne i żaden europejski kraj, w pojedynkę, nie powstrzyma Kremla przed realizacją jej imperialnych planów. Może to zrobić tylko NATO, które… jest w głębokim kryzysie. Jak będzie wyglądała przyszłość Sojuszu Północnoatlantyckiego? Generał Stanisław Koziej widzi trzy możliwe warianty rozwoju wypadków w najbliższym czasie.– Najbardziej prawdopodobny jest scenariusz europeizacji NATO, tzn. państwa europejskie będą przejmować coraz więcej zadań od Amerykanów. Wynika to z faktu, że strategia obronna amerykańska wyraźnie wskazuje, iż Amerykanie przekazują wszelkie zadania obrony konwencjonalnej wojskom europejskim, a sami ograniczają się do odstraszania nuklearnego, do dostarczania strategicznych danych wywiadowczych, do takich działań, których zdolności Europejczycy nie mają. Drugi scenariusz, to jest NATO sparaliżowane np. poprzez całkowite wojskowe wycofanie się ze struktur Sojuszu, ale pozostanie w nim na poziomie politycznym. Opcja, że Amerykanie, poprzez decyzję polityczną, wychodzą zupełnie z NATO, jest najmniej prawdopodobna. To byłby trzeci, czarny, scenariusz. To pierwsze rozwiązanie wydaje się najbardziej realne – mówi portalowi TVP.Info generał Koziej.Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (za czasów prezydenta Bronisława Komorowskiego) podkreśla, że najbardziej prawdopodobny jest pierwszy wariant, któremu daje „ponad 50 procent szans” powodzenia, prawdopodobieństwo drugiego szacuje na „kilkanaście procent”, a najgorsza trzecia opcja ma „kilka procent szans”. W przypadku przeniesienia głównego ciężaru funkcjonowania NATO na europejskie kraje Sojuszu, niezbędny jest okres „ochronny”, bo Europa musi też przejąć całe zarządzanie, które dotychczas było domeną Amerykanów. Zobacz także: Ameryka ma jasne żądanie wobec członków NATO. I nie chce „histerii”– Ważne jest, żeby wynegocjować z Amerykanami ten okres przejściowy, dopóki Europejczycy nie będą mieli zdolności do samodzielnego funkcjonowania. Mniej chodzi tu o kwestie materialne, a bardziej o system dowodzenia. Wyobraźmy sobie, że Amerykanie nie są zainteresowani pewnymi działaniami, to jak bez generałów i oficerów USA w poszczególnych dowództwach miałby ten system działać? Trzeba go zreformować – mówi generał Stanisław Koziej, były wiceminister obrony.Trump o sojusznikach: nigdy ich nie potrzebowaliśmyEuropa ma problem, bo jej system bezpieczeństwa legł w gruzach, ale jak przekonuje komandor por. Maksymilian Dura, Ameryka także – poprzez zachowania Donalda Trumpa (a wcześniej także wiceprezydenta USA J.D. Vance’a i sekretarza obrony Pete’a Hegsetha) – sama wpędza się w poważne kłopoty.– W tej chwili to Amerykanie mają problem, bo tracą sojuszników, którzy by im zaufali. Myślę, że prędzej czy później oni się wreszcie obudzą, bo to co wyprawia Donald Trump, sprawia, że my nie jesteśmy już tak bardzo gotowi, by stawać u boku Amerykanów. Największy problem, jaki Amerykanie mają, to jest problem w okolicach Azji. Myślę, że tam dojdzie do poważnego konfliktu, a wtedy Amerykanie będą potrzebowali pomocy. NATO odmówi, bo jaki będziemy mieli interes, by uczestniczyć w jakimkolwiek konflikcie i wspierać Amerykanów? – przekonywał 23 stycznia na antenie TVP Info kmdr Dura, ekspert Defence24. Tego samego dnia (23 stycznia) Donald Trump po raz kolejny zaszokował świat, wypowiadając się lekceważąco o amerykańskich sojusznikach (w tym Polakach) na misjach w Afganistanie i uderzając integrację NATO.– Nigdy ich nie potrzebowaliśmy. Nigdy nie musieliśmy ich o nic prosić. Mówią, że wysłali wojska do Afganistanu. I tak rzeczywiście zrobili. Ale stali tam trochę z tyłu, trochę poza linią frontu – stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych w wywiadzie telewizyjnym dla Fox News.Wypowiedź ta wywołała stanowczy protest m.in. premiera Kanady, Wielkiej Brytanii i Polski oraz prezydenta Francji. W Afganistanie byli żołnierze z ponad 50 krajów, z czego największe kontyngenty wystawiły Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania, Kanada, Niemcy, Francja, Włochy, Polska, Dania, Estonia, Turcja, Grecja, Norwegia, a także kraje bałtyckie. Misja miała charakter koalicji międzynarodowej pod przywództwem NATO. – Są dwa typy ludzi. Pierwszy, który uzyskuje uwagę poprzez mądre wypowiedzi. Donald Trump jest tego przeciwnością. Stara się wzbudzić uwagę wypowiedziami, które budzą kontrowersje. Takie wypowiedzi pojawiają się wtedy, kiedy zbliża się spotkanie z Władimirem Putinem, albo kiedy do tego spotkania już doszło. To sygnał dla nas, że Donald Trump jest pod ogromnym wpływem prezydenta Federacji Rosyjskiej. Musimy być przygotowani, że takie wypowiedzi będą cały czas. Natomiast nie miejmy wątpliwości: Ameryka jest dobrym sojusznikiem. Walczyliśmy u boku Amerykanów w Iraku oraz Afganistanie i o tym nie należy zapominać – powiedział na antenie TVP Info komandor Maksymilian Dura.Zobacz także: Szef MON reaguje na słowa Trumpa: Jesteśmy gotowi zapłacić najwyższą cenę– Pojedyncze zdanie nawet prezydenta Stanów Zjednoczonych niczego nie zmienia. Żołnierze wykonują rozkazy przełożonych w swoim państwie – uspokajał też w TVP Info generał Mieczysław Pacek.Generał Grynkewich prostuje wypowiedź prezydenta USATrump 21 stycznia podczas swego wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos po raz kolejny potwierdził, że ścieżki USA i NATO się rozeszły – zażądał zgody na przejęcie przez Stany Zjednoczone Grenlandii (choć zapewnił też, że nie chce używać siły). Wyspa jest terytorium zależnym Danii – innego członka Sojuszu Północnoatlantyckiego. Prezydent USA wspomniał przy tym o wynegocjowanych „gwarancjach bezpieczeństwa” dla Arktyki i Grenlandii, ale takich negocjacji nigdy nie było. Prawda wyszła na jaw dzień później. Podczas konferencji prasowej w kwaterze głównej NATO w Brukseli, zapytała o szczegóły tych negocjacji Lara Jakes z „New York Timesa”.– Nie rozmawialiśmy o tych ramach bezpieczeństwa. Dowiedzieliśmy się o tym wczoraj, kiedy pojawiła się informacja w mediach. Tak więc, pomimo przekazu, że odbyliśmy rozmowy na poziomie wojskowym, nie jest to prawdą – powiedział generał (czterogwiazdkowy) Alexus G. Grynkewich, szef Dowództwa Sił Zbrojnych USA w Europie (EUCOM) oraz Naczelny Dowódca Połączonych Sił NATO w Europie (SACEUR). Konstytucja Stanów Zjednoczonych zabrania atakowania obcego państwa (jeśli nie stanowi ono bezpośredniego zagrożenia dla USA) bez zgody Kongresu, ale…Zobacz także: Nieodwracalne szkody dla NATO. Tak oddziałuje polityka Trumpa na sojusz– Trump, jeżeli będzie chciał wysłać wojska na Grenlandię, to na pewno wyśle, niekoniecznie oglądając się na zgodę Kongresu. Nie sądzę jednak, że się na to zdecyduje, bo to oznaczałoby całkowitą kompromitację. Groziłaby mu izolacja nie tylko na scenie międzynarodowej, ale też w kraju – mówi portalowi TVP.Info generał Koziej.Amerykańska broń za miliardy z ograniczonym użytkowaniem– To koniec NATO, tak, z definicji. Nie pójdziemy na wojnę ze Stanami Zjednoczonymi, bo nie mamy na to środków. Jak dziecko w obliczu toksycznego rodzica, jesteśmy zaskoczeni, to pewne. Z drugiej strony, chcą Grenlandii, więc wykopiemy ich z Rammstein i Neapolu (bazy USA-red.). Wracasz do domu, nie masz nic, tylko kij. Kto się denerwuje? My? […] Jeśli NATO się skończy, a Trump będzie z nami tak rozmawiał, czas skontaktować się z prawnikami i porozmawiać o rozwodzie – powiedział 5 stycznia we francuskim kanale telewizyjnym LCI (grupa medialna TF1), generał (w stanie spoczynku) Michel Yakovleff.Rozwody zwykle mają to do siebie, że wymagają spełnienia wielu formalności i ciągną się latami. Według generała Stanisława Kozieja podobnie będzie i tym razem, a wcale nie wynika to ze wspomnianej wcześniej konieczności wymiany całej kadry dowódczej. – Jest jeszcze jedno potężne ryzyko, które należy brać pod uwagę, szczególnie w obliczu amerykańskiej strategii obronnej. Amerykanie z pewnością zechcą uruchomić proces rewizji i nowelizacji planów obronnych, operacyjnych NATO, zgodnie z zamiarem przekazywania Europejczykom odpowiedzialności za obronę konwencjonalną Starego Kontynentu. Do tej pory pozatwierdzane są plany operacyjne, których przewidziane jest działanie wojsk amerykańskich. Nam potrzebny jest na to okres przejściowy. Musimy się w tym względzie z Amerykanami dogadać. Moim zdaniem to minimum 2-3 lata. Dopiero po tym czasie Europa sama będzie w stanie się skutecznie bronić – mówi portalowi TVP.Info były szef BBN i wiceminister obrony narodowej.Niemal wszyscy eksperci zgonie twierdzą, że w przypadku „zmiany formatu” NATO, powinno się także zrewidować koncepcje zakupu uzbrojenia od Amerykanów. Od dawna krążą legendy o „kill swtich’ach”, które miałyby posiadać m.in. samoloty F-35 – systemach unieruchamiających te myśliwce na „życzenie” władz USA. To raczej plotka, ale pewne jest, że nabycie zaawansowanego amerykańskiego uzbrojenia obwarowane jest wieloma klauzulami niekoniecznie korzystnymi dla kupującego. Mówiąc krótko, właściciel uzbrojenia za miliardy dolarów może mieć w umowie zapis, że np. nie wolno mu tego sprzętu używać przeciwko konkretnym państwom, albo wbrew interesom USA (co, gdyby Stany Zjednoczone niebawem zacieśniły współpracę np. z Rosją?).Zobacz także: Szef NATO o współpracy z USA. „Nie da się tego zrobić”– Jesteśmy uzależnieni od Amerykanów w bardzo wielu dziedzinach. Np. łączności, kryptografii. Ponieważ to Amerykanie dyktowali warunki, jak ma być zbudowany Sojusz Północnoatlantycki. Pamiętajmy np. o tym, że system identyfikacji „swój-obcy” został zbudowany według koncepcji amerykańskiej. Kupujemy pewne elementy systemu dlatego, że Amerykanie powiedzieli, iż będą się tym zajmowali. Teraz musimy przejąć to na siebie. Musimy powoli eliminować amerykańskie uzbrojenie z naszego arsenału po to, abyśmy byli bezpieczni. Bo Ameryka nie są już teraz takim pewnym sojusznikiem. Liczę, że zaprotestuje przemysł amerykański i to może nam pomóc trochę w uspokojeniu Donalda Trumpa. Pieniądze, to jest jedyna rzecz, która działa na tego człowieka – powiedział 23 stycznia na antenie TVP Info kmdr por. Maksymilian Dura.Z wojskowego punktu widzenia na razie się nic nie zmieniaW podobnym tonie wypowiada się generał Stanisław Koziej. Ekspert Defence24 zwraca też uwagę, że ta transformacja zbrojeniowa może być dużą szansą na rozwój dla rodzimego przemysłu obronnego.– Ja się liczę z takimi ograniczeniami nakładanymi na państwa, które kupują tę wysoce zinformatyzowaną broń, bo o tym segmencie mówię. To samoloty F-35 czy wyrzutnie rakietowe HIMARS itp. Ich działanie zależy od różnego rodzaju kodów i programów informatycznych. Amerykanie mogą mieć ogromny wpływ na sposób wykorzystania tego sprzętu. To jest duże uzależnienie. Dlatego dla nas jest też bardzo ważne, abyśmy stosowali strategię dywersyfikacji zewnętrznych źródeł zakupów uzbrojenia. Trzeba uważać, żebyśmy nie stali się jakimś kolejnym stanem amerykańskim. Najlepiej kupować broń u polskich producentów, ale wiadomo, że nie będziemy w stanie wyprodukować pełnego potrzebnego asortymentu. Można natomiast rozwijać kooperacje, być współproducentem i udziałowcem – przekonuje były szef BBN.Dla kilku krajów NATO Stany Zjednoczone przestały być wiarygodnym sojusznikiem już dawno temu. W październiku ub. roku zarządzający holenderskim cywilnym wywiadem AIVD Peter Reesink i dyrektor wojskowego MIVD Erik Akerboom stwierdzili we wspólnym wywiadzie dla „de Volkskrant”, że mają ograniczone zaufanie do amerykańskich odpowiedników. Efektem tego było ograniczenie wymiany informacji wywiadowczych. Oficjalny powód – „upolitycznienie amerykańskich służb i brak poszanowania praw człowieka w USA”. Podobne kroki podjął (wg. „The Telegraph” już we wrześniu) brytyjski wywiad, a więc jeden z najbardziej zaufanych natowskich partnerów Amerykanów. Dotychczasowe działania Trumpa wprowadzają na arenie międzynarodowej wiele chaosu, ale mają też jeden bardzo pozytywny wymiar – to zmuszenie natowskich państw europejskich do podniesienia wydatków na zbrojenia swych armii i zmianę postrzegania formatu NATO. Dzięki temu w najbliższych latach może powstać blok, który w Europie będzie realną przeciwwagą militarną dla Federacji Rosyjskiej.Zobacz także: Amerykańskie pociski AIM-120D-3 AMRAAM trafią do Polski. Światowy top– Z wojskowego punktu widzenia na razie się nic nie zmienia. NATO istnieje, żołnierze amerykańscy są na wschodniej granicy, natomiast bardzo dobrze się stało, że Unia Europejska zrozumiała, iż musimy być przygotowani do samodzielnej obrony. I to się w tej chwili dzieje. Dzięki Donaldowi Trumpowi – podsumował na antenie TVP Info kmdr Maksymilian Dura.