Śmierć księdza wstrząsnęła miastem. Wydarzenia z 6 stycznia w Choroszczy wstrząsnęły lokalną społecznością. Podczas przerwy między nabożeństwami w parafii nagle zasłabł 78-letni ksiądz. W kościele natychmiast rozpoczęto akcję ratunkową. Obecni na miejscu ratownicy sięgnęli po ogólnodostępny defibrylator znajdujący się na Rynku 11 Listopada. Urządzenie okazało się jednak bezużyteczne – po otwarciu kapsuły brakowało baterii i elektrod.Ratownicy próbowali skorzystać z kolejnego defibrylatora, zamontowanego przy budynku na placu Brodowicza. Ten również był niekompletny. Sprzęt, który miał ratować życie, zawiódł w kluczowym momencie. Duchowny trafił do szpitala, gdzie po trzech tygodniach zmarł.Mieszkańcy: to nie była zwykła kradzieżSprawa wywołała ogromne emocje wśród mieszkańców Choroszczy. Wielu z nich nie kryje oburzenia.– To nie było zwykłe złodziejstwo. Ktoś odebrał człowiekowi szansę na przeżycie. Gdyby defibrylatory były sprawne, być może dziś ta historia miałaby inne zakończenie – mówi jedna z mieszkanek.Parafia reaguje: zbiórka i nowy defibrylatorO tragedii mówiono także podczas nabożeństw. Proboszcz poinformował wiernych o dramatycznych okolicznościach i zainicjował zbiórkę na zakup defibrylatora dla kościoła.– Kupiliśmy kompletny, nowy zestaw. Nie chcemy robić z tej sprawy sensacji. Ten defibrylator ma służyć każdemu, kto będzie potrzebował pomocy, bez względu na wyznanie – podkreśla proboszcz parafii w Choroszczy, ks. Leszek Struk.Czytaj także: Nowe zasady 800 plus dla obywateli Ukrainy. ZUS stawia warunek pracy„Chamskie złodziejstwo” i precyzyjna kradzieżSprawa spotkała się z ostrą reakcją władz samorządowych. Burmistrz Choroszczy Robert Wardziński nie ukrywa emocji. – To było chamskie złodziejstwo, ale też działanie bardzo precyzyjne. Skradziono wyłącznie baterie i elektrody, nie całe urządzenia – mówi.Jego zdaniem sprawca wiedział, co robi. Same defibrylatory są wyposażone w lokalizatory GPS, dlatego ich kradzież byłaby ryzykowna.Jak wyjaśnia burmistrz, otwarcie kapsuły defibrylatora uruchamia głośny alarm, który działa przez cały czas manipulowania przy urządzeniu. Aby wyjąć elementy, trzeba najpierw odblokować zabezpieczenie. – To nie jest czynność, którą można wykonać niezauważenie. Wszystko wskazuje na to, że brały w niej udział co najmniej dwie osoby – dodaje.Kiedy doszło do kradzieży? Tego nie wiadomoKoszt jednej baterii to blisko tysiąc złotych, elektrody to wydatek rzędu kilkuset złotych. Baterie mają przy tym żywotność sięgającą nawet sześciu lat.Nie wiadomo, kiedy dokładnie doszło do kradzieży. Jesienią, podczas akcji „Zdrowie na rynku”, ratownicy sprawdzali oba defibrylatory i potwierdzili ich pełną sprawność. Monitoring z okolic urządzeń trafił do policji, jednak nie udało się ustalić, czy elementy zniknęły kilka dni czy tygodni przed tragedią.Czytaj także: Wirus Nipah atakuje. Specjaliści radzą, jak się chronićApel policji– Sprawa jest prowadzona jako akt wandalizmu. Apelujemy do mieszkańców o przekazywanie wszelkich informacji, które mogą pomóc w ustaleniu sprawców – informuje Tomasz Krupa, rzecznik podlaskiej policji.Funkcjonariusze nie wykluczają również zmiany kwalifikacji prawnej na narażenie zdrowia lub życia, ponieważ próbowano użyć sprzętu ratującego życie, który okazał się niesprawny.Nowe zabezpieczenia i apel ekspertówOba defibrylatory trafiły do urzędu gminy i czekają na dostawę nowych baterii. Burmistrz zapowiada wprowadzenie dodatkowych zabezpieczeń, które mają umożliwić szybką reakcję w przypadku ingerencji w sprzęt. Szczegóły nie są ujawniane.Do sprawy odniósł się także Mirosław Rybałtowski, dyrektor ds. medycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku. – Baterie i elektrody nie posiadają lokalizacji, w przeciwieństwie do samych defibrylatorów. To tłumaczy, dlaczego sprawca zabrał tylko te elementy – wyjaśnia.Ekspert podkreśla też, że właściciele takich urządzeń powinni regularnie kontrolować ich stan. – Do niedawna mało kto brał pod uwagę kradzież części defibrylatorów. Ta sprawa pokazuje, że takie kontrole są konieczne – dodaje.Czytaj także: Akcja służb w Warszawie. Rozbito gang handlujący ludźmi