Rywalki się jej obawiają. Zna już smak medali mistrzostw świata. Ma 35 lat, ale w sporcie na najwyższym poziomie nadal jej mało. Celem jest podium igrzysk olimpijskich. Snowboardzistka Aleksandra Król-Walas jest jedną z największych medalowych szans z grona Biało-Czerwonych. – Zrobię wszystko, żeby medal znalazł się w mojej prywatnej kolekcji – mówi w rozmowie z TVP.Info. FILIP KOŁODZIEJSKI: – Niektórzy żartują, że jest pani przyspawana do podium w trakcie kluczowych imprez w ostatnich miesiącach.ALEKSANDRA KRÓL: – Chciałabym być również we Włoszech. Nie obraziłabym się. Jest coraz lepiej. Oby tak dalej.Wysoka forma znów pojawia się w dobrym momencie?Myślę, że wysoka była od początku sezonu. Różnie bywa w trakcie zawodów. Niekiedy podróże wybijają mnie z rytmu. Nie znoszę ich tak dobrze, jakbym chciała. Na przykład wyjazd do Chin mnie rozregulował. Nie zniechęcam się. Robiliśmy wszystko w taki sposób, żeby najlepsza dyspozycja pojawiła się w trakcie olimpijskich zmagań.Czyli dla pani dobrze, że igrzyska są w Europie?I to bardzo! Dosyć, że blisko domu, to jeszcze będzie dobre jedzenie. To naprawdę ważna kwestia w życiu zawodowego sportowca. Poza tym we Włoszech było już wiele polskich sukcesów. Dobry prognostyk. Nie zmieniamy też strefy czasowej, co bywa dla mnie bardzo męczące. Nie mam obaw przed przyjazdem na miejsce. Dużo więcej nerwów było cztery lata temu przed wylotem do Azji.Kiedy pojawiliście się we Włoszech?Jesteśmy od 3 lutego. Starty zaplanowano pięć dni później. Będzie wystarczająco czasu, by się zaaklimatyzować.Czy w głowie wizualizuje już pani olimpijskie starty?Nie. Przez ostatnie tygodnie skupiałam się wyłącznie na występach w Pucharze Świata. Myśleć o występie olimpijskim będę tuż przed startem. Nie chcę się nakręcać przed. Nie ukrywam jednak, że nerwy są u mnie zawsze. Pani psycholog powiedziała mi kiedyś, że jeśli się stresuję to dobry znak. Nadal zależy mi na tym, co robię. Inaczej miałabym wszystko w nosie i skupiałabym się na innych kwestiach.Czytaj też: Ceremonia otwarcia igrzysk w TVP. Na słynnym stadionie największe gwiazdyKibice oczekują od was powrotu do kraju z medalem na szyi. Pojawienie się na podium jest pani głównym celem?Proste, że tak! Byłoby to spełnienie najskrytszych marzeń. Sportowcy trenują wiele lat, by zdobyć właśnie ten medal. Zrobię wszystko, żeby znalazł się w prywatnej kolekcji. Nie czytam bieżących informacji ze sportowego środowiska, nie oglądam telewizji. Nie docierają do mnie te oczekiwania. W domu odkładam telefon na bok. Na wyjazdach wolę czytać książki. Nie chcę się rozpraszać wieściami z sieci.W 2022 roku w trakcie igrzysk w Chinach zajęła pani 8. lokatę. Nadal czuć niedosyt?Nie myślę o tamtych chwilach. Wyrzuciłam je z głowy. Minęły cztery lata. Po drodze miałam dużo innych sukcesów. Z tego jestem dumna.Światowa czołówka obawia się pani występów?Rywalki na pewno czują respekt. Systematycznie pojawiam się na podium. W stawce jest 7-8 dziewczyn, które często zajmują miejsca w czołowej „3”. Szanujemy się nawzajem. Nie ma między nami złej krwi. Ile medali zdobędą Polacy?Nie chcę wyjść na obojętną i na ignorantkę, ale naprawdę nie śledzę innych dyscyplin. Od czasu do czasu mam kontakt z łyżwiarką Kają Ziomek-Nogal. Ona też ma córkę, dlatego zerkam, co u niej słychać. Życzę naszej kadrze jak najwięcej krążków. Im więcej, tym lepiej. Na pewno każdy da z siebie wszystko. To najważniejsze.Czytaj też: PKOl zatwierdził skład kadry na zimowe igrzyskaZmienię nieco temat i podpytam o życie na co dzień. Czy ciągłe funkcjonowanie „na walizkach” wybija Was z rytmu przygotowań?Do tego jesteśmy już przyzwyczajeni. Żyję tak od wielu lat. Nie zmienia to jednak faktu, że w moim przypadku jest coraz trudniej tak funkcjonować. W domu czekają na mnie mąż i córka. Nie da się załatwić wszystkiego w trakcie krótkich półtoradniowych odwiedzin. Gdy córka zobaczyła, że ponownie zabieram torbę, mówiła do mnie: „Mama, nie! To nie. Zostaw”. Zaczęła rozumieć, że po raz kolejny mnie nie będzie. Dlatego teraz jest trudniej wyjechać z domu.Rozłąka jest najtrudniejszym wyzwaniem?Zdecydowanie. Na szczęście córka szybko zapomina, co się dzieje. Chwilę później się uspokaja i wszystko wraca do normy. Momentami jednak nie potrafi szybko zasnąć albo chce za wszelką cenę wypakować mi ciuchy z torby. Na szczęście mam wokół bardzo dobre osoby, które mnie wspierają. Dodatkowo niewiele zostało do zakończenia sezonu. Potem będzie chwila, by nadrobić czas z rodziną.Co da się załatwić w te półtora dnia w Polsce?Można wyprać rzeczy, wysuszyć je i ponownie spakować. Bardzo doceniam każdą chwilę spędzoną z córką i mężem. Łapię każdy moment. Śmiałam się, że na dobrą sprawę ledwo przekroczyłam próg i już musiałam wyjeżdżać. Ważne, że od czasu do czasu mogę spędzić kilka nocy we własnym łóżku i się wyspać!Kobiety powtarzają w komentarzach pod postami na Instagramie, że jest pani inspiracją dla wielu z nich.Bardzo mnie to cieszy. Dostaję wiele pozytywnych prywatnych wiadomości. Jedni piszą mi, że zapisali dziecko na snowboard. Drudzy informują, że biorą się za siebie i zaczynają uprawiać rekreacyjnie sport. Im więcej ludzi uda mi się zainspirować do działania tym lepiej.Po sukcesach pani i Oskara Kwiatkowskiego więcej osób zainteresowało się snowboardem. Wy też widzicie zmiany?Zainteresowanie mediów jest większe. Przed igrzyskami dobija się do mnie wielu dziennikarzy. Nie wiem, jak to jest w innych częściach kraju, ale w moich rodzinnych stronach snowboardziści są jeszcze bardziej rozpoznawalni niż wcześniej. Ostatnio byłam na pizzy i pani, która nas obsługiwała, dała nam mały rabat. Przyznała też, że oglądała moje występy. Bywają bardzo miłe momenty. Chcemy po raz kolejny sprawić radość polskim kibicom.Czytaj też: Wielka forma przed igrzyskami. Żurek znów na podium