Ściany w mieszkaniu były oszronione. Prokuratura ustala przyczyny śmierci dwumiesięcznego dziecka, które zmarło w mieszkaniu w kamienicy w centrum Radomia. Nieoddychające niemowlę znalazła rano matka. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. Śledczy sprawdzają, czy do zgonu doszło z powodu niskiej temperatury w mieszkaniu. Śledztwo zostało wszczęte w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci niemowlęcia. Nikt nie usłyszał zarzutów. We wtorek została przeprowadzona sekcja zwłok. Na razie nie wiadomo, co było jednoznaczną przyczyną śmierci – poinformował szef Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód Cezary Ołtarzewski.Przyczyna śmierci dziecka jest nieznana– Nie można jednoznacznie wskazać, co przyczyniło się do śmierci dziecka. Można rozważać, czy to była niska temperatura panująca w mieszkaniu, czy może u dziecka wystąpiły jakieś zmiany chorobowe, o których matka nie wiedziała – powiedział prok. Ołtarzewski.Śledczy mają otrzymać opinię biegłego w ciągu kilku tygodni. Policjanci zabezpieczyli butelkę z mlekiem, które matka podawała dziecku, a także dokumentację medyczną niemowlęcia.W niedzielę służby zostały poinformowane, że w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Sienkiewicza matka znalazła niemowlę, które nie oddychało i było sine. Na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Mimo podjętej reanimacji dziecka nie udało się uratować.Czytaj także: Po tragedii w Chełmnie. Właścicielka domu usłyszała zarzutyPrzedstawiciele służb zanotowali, że w mieszkaniu panował nieporządek i było bardzo zimno. – Okna były przymarznięte, na ścianach był szron. Woda w butelkach, które stały na jednym z regałów, również była zamarznięta – powiedział prok. Ołtarzewski.W środku przebywały trzy kobiety: 37-letnia matka z niemowlęciem, jej siostra i babcia dziecka. Kobiety były trzeźwe.– Powiedziały policjantom, że ostatni raz paliły w piecu kaflowym w godzinach wieczornych poprzedniego dnia, ale mimo to w mieszkaniu było bardzo zimno.Okoliczności śmierci niemowlęciaDziecko znajdowało się w gondoli od wózka. Było przykryte pokrowcem, kocykiem, włożone w ocieplacz, kombinezon. Miało spodenki, skarpetki, koszulki, dwie pary śpioszków, czapkę i rękawiczki.Dzień wcześniej 37-latka przyjechała z niemowlęciem pociągiem z Krakowa w odwiedziny do matki w Radomiu. Jak powiedziała policji, nie zdawała sobie sprawy z warunków, jakie były w mieszkaniu. Według niej dziecko było zdrowe, nie było na nic leczone.Matka karmiła je naprzemiennie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym. Ostatnio dziecko dostało jeść o godz. 3.00. Trzy godziny później kobieta chciała je ponownie nakarmić i wtedy odkryła, że jest sine i nie oddycha. Czytaj również: Koszmarny wypadek na Placu Szembeka. Dotarliśmy do nagrania