Ania miała wtedy 10 lat. – Wierzę, że Ania nadal jest taką czułą, ciepłą i fajną siostrą. I po prostu liczę na to, że będzie nam dane się jeszcze spotkać – mówi w rozmowie z portalem TVP.Info Dominik Jałowiczor, brat zaginionej 31 lat temu Ani. Dzielili razem niewielki pokój, Ania czytała młodszemu bratu na głos bajki, czasem pomagała mu w lekcjach. Lubiła rysować, szczególnie zwierzęta, chciała kiedyś nauczyć się jeździć konno. Z koleżankami grała w gumę na podwórku, w domu bawiły się lalkami.– Ze sobą też spędzaliśmy dużo czasu. Mieszkaliśmy na dużym osiedlu, mieliśmy wspólnych kolegów i koleżanki, bawiliśmy się, jak to dzieci – pamięta Dominik Jałowiczor, dziś 40-latek. Gdy jego starsza o niespełna dwa lata siostra Ania zaginęła, miała raptem 10 lat.24 stycznia minęło dokładnie 31 lat, odkąd widział ją po raz ostatni. Prokuratura wraca do sprawy Ani JałowiczorPrzez trzy dekady rodzinie nie udało się dowiedzieć, co się stało z Anią. Jednak sprawa nie jest jeszcze zamknięta. W styczniu brat zaginionej poinformował, że wydarzeniom sprzed ponad trzech dekad postanowiła przyjrzeć się Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej. Jej rzecznik Paweł Nikiel, pytany o decyzję, nie chciał mówić o szczegółach. Przyznał jedynie, że do sprawy śledczy wrócili już kilka miesięcy temu.Brat Ani nie ukrywa zadowolenia tym faktem. – Bardzo mnie to cieszy – komentuje krótko w rozmowie z nami Dominik Jałowiczor. On również nie może mówić o szczegółach śledztwa. – Co pani mogę powiedzieć? Że teraz jest chyba ten dobry moment. Nie chcę mówić, że ostatni, ale dobry moment na to, żeby poznać prawdę.Nieoficjalnie wiemy, że kolejne osoby wzywane są na przesłuchania.Czytaj także: Zaginął 23-letni Kamil Wenta. Wyszedł od znajomych i nie dotarł do domu– Dla nas to ogromna nadzieja – dodaje brat Ani – mówię „nas”, bo mam na myśli także rodziców, na których zdrowiu cała ta sprawa odcisnęła wielkie piętno. Mówię w ich imieniu, ale to na siebie biorę kontakty z prokuraturą czy mediami.Nadzieja i nagroda za prawdęŻeby zwiększyć szanse na rozwiązanie sprawy, rodzina zaginionej dziewczynki wyznaczyła nagrodę pieniężną w wysokości 150 tysięcy złotych dla osoby, która się do tego przyczyni.Ania Jałowiczor zaginęła 24 stycznia 1995 roku w Simoradzu w powiecie cieszyńskim. Dziewczynka wybrała się wówczas na zabawę karnawałową do szkoły. Z budynku wyszła z kolegą tuż przed godziną 20:00. Początkowo szli razem, końcowy odcinek trasy miała pokonać sama, ale nigdy nie dotarła do domu.Służby zawiadomiła zaniepokojona babcia. Poszukiwania ruszyły błyskawicznie. Przeczesano lasy, pola i drogi w promieniu 12 km, przesłuchano świadków. Teraz prokuratura przyjrzy się, czy wszystko to, co przekazali wówczas policji, faktycznie miało miejsce. Choć zadanie to może być utrudnione, bo część z osób zeznających w 1995 roku już nie żyje.– Chciałbym, żeby śledztwo przyniosło efekty. Bardzo na to liczę. I wierzę w to, że Ania nadal jest taką czułą, ciepłą, fajną siostrą i liczę na to, że będzie nam dane jeszcze spotkać – mówi na koniec Dominik Jałowiczor.Czytaj także: Tajemnicze zaginięcie 27-latki. Ślad urywa się na lotnisku