Między normą a nawykiem. Nowe zasady ortografii, obowiązujące od 1 stycznia 2026 r., wymusiły zmiany nie tylko w sposobie pisania, ale także w praktyce działania wielu instytucji. Szkoły, redakcje i urzędy musiały dostosować materiały, dokumenty i narzędzia do nowych reguł, co wywołało falę pytań, komentarzy i ocen. Jakie skutki przyniosło wprowadzenie nowych zasad pisowni? Pierwszy raz o zmianach w ortografii dowiedziałem się podczas dyktanda w Dąbrowie Górniczej (tak, są również dyktanda dla dorosłych), w którym brałem udział w połowie 2023 r. Zaproszona na wydarzenie językoznawczyni poinformowała, że Rada Języka Polskiego pracuje nad zmianami zasad pisowni. Doktor nauk humanistycznych określiła je jako rewolucyjne i użyła sformułowania „będzie można pisać dowolnie”.Ta informacja bardzo zaciekawiła uczestników dyktanda, w tym także mnie. Co właściwie znaczy „pisać dowolnie”? Czy oznacza to, że formy takie jak „wziąść” i „poszłem” będą uznawane za poprawne? Jeśli rzeczywiście wszystko będzie dozwolone, sens straci samo organizowanie dyktand. A może będziemy pisać tak, jak proponowali polscy futuryści w 1921 r., postulując m.in. usunięcie z języka polskiego „ó”, „rz” i „ch”? Mijały jednak kolejne miesiące i nikt nie informował o tym, że rzeczywiście planowane są zmiany. W efekcie uznałem, że zapowiedź reformy to tylko plotki.10 maja 2024 r. Rada Języka Polskiego opublikowała komunikat o przyjęciu zmian zasad pisowni, informując, że mają one obowiązywać od 1 stycznia 2026 r. Reforma obejmuje 11 zmian, dotyczących m.in. pisowni łącznej i rozdzielnej, użycia wielkich i małych liter oraz dopuszczalnej wariantowości zapisu.„Nowe zasady mają uprościć i ujednolicić zapis, co przyczyni się do zmniejszenia liczby błędów językowych oraz – być może – umożliwi piszącym skupienie się na innych niż ortograficzne aspektach poprawności tekstu” – tłumaczyła w komunikacie Rada Języka Polskiego.Pełna dowolność jednak nie obowiązuje – także po wprowadzeniu zmian nadal funkcjonują określone zasady pisowni.Nowe zasady pisowniCo ciekawe, Rada Języka Polskiego wycofała się z jednej z wcześniej zapowiadanych zmian. Początkowo RJP planowała zmienić sposób zapisu wielowyrazowych nazw geograficznych, w których pierwszy wyraz oznacza rodzaj obiektu (np. „wyspa”, „półwysep”, „cieśnina”), a drugi jest nazwą własną. Wstępna propozycja zakładała pisanie wszystkich członów wielką literą – np. Wyspa Uznam, Półwysep Hel czy Cieśnina Bosfor – jako pełnych nazw własnych. Pod koniec 2025 r. RJP zdecydowała się jednak z tej zmiany wycofać. W efekcie pozostawiono dotychczasowy sposób zapisu: pierwszy człon małą literą, a drugi – wielką (np. wyspa Uznam, półwysep Hel, cieśnina Bosfor).Zmiany pisowni objęły m.in. zapis nazw mieszkańców miast, wsi i dzielnic. Od 2026 r. formy tego typu zapisywane są wielką literą, co oznacza odejście od dotychczasowej zasady stosowania małej litery. Reforma zmieniła również zasady pisowni cząstki „nie” z przymiotnikami i przysłówkami w stopniu wyższym i najwyższym – od 2026 r. formy te zapisuje się łącznie.Przed wejściem w życie reformy jedynym poprawnym zapisem był np. „stuk-puk”, natomiast „puk, puk” zapisywano według innych zasad. Obecnie piszący mogą wybierać spośród trzech form: „stuk-puk”, „stuk, puk” albo „stuk puk”. Reforma objęła także nazwy instytucji – w wielu przypadkach pojawiały się wątpliwości co do użycia wielkich i małych liter. Po zmianach obowiązuje jedna, ujednolicona forma zapisu, np. „Teatr Komedia”, w której oba człony zapisywane są wielką literą.„Wyzywano językoznawców od kretynów”Skala i zakres wprowadzonych modyfikacji sprawiły, że reforma szybko zaczęła być oceniana jako jedna z najpoważniejszych zmian w polskiej ortografii od dziesięcioleci.„To chyba największa reforma ortografii w czasach powojennych. Trzeba się będzie uczyć wielu rzeczy od nowa” – napisał na Facebooku Instytut Języka Polskiego UW.W dyskusji o reformie wróciły także odniesienia do wcześniejszych zmian zasad pisowni. Językoznawca dr Artur Czesak, przypominając poprzednie reformy ortografii, pisał:„Czyżby się zanosiło na polemiki, jak w roku 1936, kiedy wyzywano językoznawców reformujących pisownię od kretynów, albo jak w roku 1963, kiedy to po artykule Walerego Pisarka w „Przekroju” oddano na przemiał nowe wydanie „Pisowni polskiej”?”. Do reformy z 1936 r. nawiązał w rozmowie z portalem TVP.Info prof. Piotr Żmigrodzki, stojący na czele Zespołu ds. Reformy Ortografii Rady Języka Polskiego, który odpowiadał za przygotowanie obecnych zmian w zasadach pisowni.– Szczególnie brutalny charakter miały reakcje po ogłoszeniu reformy z 1936 r., a nawet jeszcze w trakcie prac nad nią. Czołowych językoznawców atakowano wówczas, zarzucając im działanie dla zysku, jaki miał płynąć ze sprzedaży nowych słowników ortograficznych, a nawet zaprzeczano ich polskości, wytykając im „obco brzmiące nazwiska” (głównymi architektami reformy byli Kazimierz Nitsch i Stanisław Szober – red.) – powiedział prof. Żmigrodzki.Pytany o reakcje Polaków na wejście w życie reformy w 2026 r., językoznawca zaznaczył, że „dostaje przede wszystkim pytania o wyjaśnienia czy interpretację określonych przepisów”. – Były także jednostkowe protesty przeciwko wprowadzanym zmianom. Inne reakcje, o jakich mi wiadomo, np. w mediach elektronicznych, są generalnie pozytywne, choć oczywiście, jak to w dzisiejszych czasach dzieje się powszechnie, na platformach społecznościowych spotyka się komentarze nieodnoszące się w ogóle do kwestii merytorycznych, ale mieszczące się w kategorii hejtu – dodał.Będzie nowy słownikRada Języka Polskiego opracowała „Mały słownik ortograficzny. Nowe reguły pisowni 2026”, dostępny w internecie, który porządkuje przyjęte reguły. Jak poinformował prof. Żmigrodzki, trwają prace nad kolejną, obszerniejszą publikacją.– Powstanie „Słownik ortograficzny Rady Języka Polskiego”. Publikacja ma się ukazać pod koniec 2026 roku. Będzie to duży słownik, ma liczyć około 100 tysięcy haseł. Obejmie on nie tylko wyrazy i połączenia, w których pisowni wprowadziliśmy zmiany, ale także pozostałą część słownictwa ogólnego języka polskiego, w której występują trudności ortograficzne. Słownik będzie dostępny bezpłatnie w postaci witryny internetowej i aplikacji na urządzenia mobilne, a także będzie wydrukowana pewna liczba egzemplarzy papierowych – powiedział portalowi TVP.Info językoznawca.– Prace nad słownikiem toczą się dzięki dotacji celowej Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które uznało – bez wątpienia słusznie – że każdy piszący po polsku powinien mieć bezpłatny dostęp do informacji o obowiązującej normie językowej. Prace te koordynuje Instytut Języka Polskiego PAN w Krakowie, a biorą w nich udział pracownicy tegoż instytutu, członkowie Zespołu ds. Reformy Ortografii Rady Języka Polskiego oraz osoby z innych placówek naukowych – poinformował prof. Żmigrodzki.„To mnie niepokoi”Zapytany, czy językoznawcy mają dziś wystarczającą przestrzeń, by spokojnie i rzeczowo tłumaczyć zmiany w ortografii w debacie publicznej, odpowiedział, że „jako członkowie Rady Języka Polskiego zawsze pozytywnie reagujemy na zaproszenia mediów, abyśmy wypowiadali się na temat wprowadzanych zmian, także na inne powiązane z tym tematy”.– To, co niepokoi, to fakt, że niektóre redakcje zapraszają do udzielania wywiadów i komentowania reformy inne osoby, na przykład twórców internetowych prowadzących blogi czy kanały popularyzujące polszczyznę. Osoby te są na ogół dobrze obeznane z zasadami pisowni i kwestie te komentują rzetelnie, ale nie mają jednak pewnych informacji albo też – chcę wierzyć, że nie – je zatajają z jakichś względów. Chodzi mi na przykład o informację, że na egzaminach szkolnych do 2030 r. włącznie będzie obowiązywać zarówno dotychczasowa, jak i zmieniona norma. Zapytana w wywiadzie o kwestię ortografii w szkole jedna z takich osób nie podała tej informacji, powtarzała za to truizmy o „niepewności” uczniów i nauczycieli – dodał językoznawca.Wiele rodzajów reakcji na reformęOdnosząc się do pytania o to, czy większa wariantywność zapisu jest realnym ułatwieniem, czy raczej źródłem niepewności, zaznaczył, że „stosunek społeczeństwa do normy językowej od dawna jest stabilny”.– Istnieje pewna – dość wąska – grupa językowych rygorystów, którzy oczekują jednoznacznego uregulowania wszelkich spraw związanych z użyciem języka, zarówno w piśmie, jak i w mowie. Tacy często w przeszłości, a często również i dziś, krytykują językoznawców, że wprowadzając na przykład różne poziomy normy językowej czy też wariantywność, „psują język” oraz ułatwiają życie dyletantom niezdolnym do nauczenia się skomplikowanych przepisów. Znaczna jednak większość ludzi używa języka spontanicznie, nie zastanawia się specjalnie nad tym, „jak się powinno” pisać czy mówić, i dla tych wariantywność normy z pewnością jest korzystna. Zresztą wprowadzone przez nas zapisy wariantywne już od dawna były powszechnie stosowane w tekstach pisanych, tylko mało kto na to zwracał uwagę – powiedział prof. Żmigrodzki.– Było kilka rodzajów reakcji na wejście w życie reformy, które mnie zaskoczyły. Być może nie doceniałem różnorodności sposobów myślenia moich współrodaków. Najbardziej mnie zdziwiła nerwowa reakcja osób prywatnych, a także części mediów, na dopuszczenie pisowni wielką literą „nieoficjalnych nazw etnicznych”, takich jak „Angol”, „Kitajec”, „Szkop”. Był to jeden z głównych kierunków ataków na Radę w pierwszym okresie po upowszechnieniu komunikatu o zmianach. Tymczasem ten sposób zapisu był już wcześniej szeroko praktykowany, a nawet był pewien stopień jego akceptacji w uważanych wcześniej za podstawowe zasadach pisowni dołączanych do słowników jednego z wydawnictw – poinformował.Zapytany, czy planowane są kolejne zmiany zasad ortografii, odparł, że „nikt z obecnych członków Rady nie bierze aktualnie pod uwagę wprowadzania dalszych zmian. Co przyniesie przyszłość, oczywiście trudno wyrokować”.„RJP nie będzie tu niczego narzucać”W rozmowie pojawiła się także kwestia zmian w podręcznikach i zapisach urzędowych.– Generalna zasada jest taka, że wszystkie teksty powstałe, opublikowane i wydane do końca 2025 r. zachowały dotychczasową ortografię i mogą w tej postaci trwać. Publikacje z datą wydania 2026 powinny już posługiwać się nową ortografią i z czasem w sposób naturalny wyprą one z obiegu publikacje z ortografią starszą – powiedział prof. Żmigrodzki.– W przypadku nazw ulic, placów i innych elementów przestrzeni publicznej o zalecanej formie zapisu decydują kompetentne instytucje. W wielu miastach tablice z nazwami ulic czy placów są i tak wymieniane co kilka lat. Dopiero w sytuacji, gdy tabliczka musi zostać wymieniona z innych powodów – na przykład w wyniku zmiany nazwy danego obiektu albo jej zniszczenia – nowe oznakowanie powinno już być wykonane zgodnie z zasadami pisowni obowiązującymi od 2026 r. Rada nie będzie w tej kwestii niczego proponować ani tym bardziej narzucać. Jako ciekawostkę mogę dodać, że tabliczki z nazwami ulic zapisanymi według zasad sprzed 1936 r. można jeszcze dziś znaleźć na budynkach w starszych i bardziej zaniedbanych dzielnicach niektórych miast – poinformował.Redakcje aktualizują zasady pisowniNowa ortografia wymusiła konkretne działania organizacyjne w redakcjach mediów, m.in. aktualizację ksiąg stylu i zasad korekty. Część redakcji zdecydowała się na łagodny okres przejściowy, akceptując starsze formy tam, gdzie nowe reguły dopuszczają wariantywność lub gdzie zmiana mogłaby wprowadzać chaos u odbiorców. W praktyce oznacza to stopniowe wdrażanie nowych zasad w bieżących publikacjach, przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowej pisowni w materiałach archiwalnych.Szkoły w okresie przejściowymMimo że informacja o reformie pojawiała się w mediach i komunikatach już w 2024 r., wydawnictwa edukacyjne nie były zobowiązane do wymiany podręczników drukowanych w 2026 r. Otrzymały czas na stopniowe wprowadzanie zmian w nowych wydaniach i materiałach cyfrowych, dlatego w wielu obecnych podręcznikach papierowych treści zapisane „po staremu” nadal funkcjonują.Okres przejściowy w szkołach trwa do końca 2030 r. W tym czasie w pracach egzaminacyjnych (ósmoklasisty, maturalnych i eksternistycznych) będą akceptowane zarówno stare, jak i nowe zasady pisowni, pod warunkiem konsekwencji w zapisie. Od 2031 r. obowiązywać będą już wyłącznie nowe zasady.W praktyce nauczyciele stopniowo wprowadzają nową pisownię, by uczniowie mogli się do niej przyzwyczaić. Część z nich zwraca uwagę, że reforma została wprowadzona w trakcie roku szkolnego, a nie od 1 września. Podkreślają, że uczniowie uczą się dziś zasad, które jeszcze niedawno były uznawane za błędne.Jednak, jak powiedziała portalowi TVP.Info nauczycielka języka polskiego ze szkoły podstawowej z małej miejscowości, jej uczniowie „byli poinformowani o zmianach w pisowni dużo wcześniej, przyjęli je bez większych emocji”. – Wiedzą, że jest okres przejściowy, lecz jeśli w danym przypadku dopuszczalne są różne warianty zapisu, muszą konsekwentnie trzymać się jednego z nich – dodała.– Mnie samej trudno jest przyzwyczaić się do niektórych zmian, np. łącznej pisowni „nie” z przymiotnikami i przysłówkami w stopniu wyższym i najwyższym – oczy i mózg protestują. To zapewne kwestia czasu potrzebnego na oswojenie się z nową zasadą. Nauczyciele dokonują stosownych modyfikacji w sposobie realizacji materiału dydaktycznego, na przykład w klasie piątej zagadnienie pisowni „nie” z przymiotnikami i przysłówkami omawiane jest w ramach dwóch odrębnych tematów – poinformowała nauczycielka.Co z autokorektą?Autokorekta – np. w Wordzie, Google Docs, systemach telefonów, przeglądarkach – nie została „przełączona” automatycznie 1 stycznia 2026 r. Programy i edytory muszą osobno zaktualizować swoje słowniki i reguły, a takie zmiany wprowadzane są stopniowo. Zwykle aktualizacje pojawiają się w kolejnych wersjach oprogramowania, stopniowo w ciągu miesięcy lub nawet lat. Nie należy więc bezkrytycznie sugerować się autokorektą, ponieważ w wielu przypadkach nadal podpowiada ona zapisy zgodne ze starą ortografią.„Trudno mi się z tym pogodzić”Małgorzata Denys, mistrzyni ortografii polskiej 2006 i korektorka z wieloletnim stażem, ocenia zmiany pozytywnie.– Upraszczają i tak trudną polską ortografię, np. wprowadzają rozdzielną pisownię cząstki „by” ze spójnikami i partykułami – „czy by”, „to by”, zamiast dziwacznych, dotąd jedynie poprawnych, „czyby” czy „toby” – powiedziała portalowi TVP.Info.– Podoba mi się też dopuszczenie trzech wersji pisowni par wyrazów równorzędnych, podobnie lub identycznie brzmiących, występujących zwykle razem, np. „mowa-trawa” i „gadka szmatka”. Do tej pory nie bardzo było wiadomo, dlaczego jedno pisze się tak, a drugie tak. Ułatwieniem jest pisownia tylko wielką literą nazw firm, marek i modeli wyrobów przemysłowych, a także pojedynczych egzemplarzy tych wyrobów, bo do tej pory często była to kwestia bardzo problematyczna, np. jechać „BMW” czy „bmw” – dodała.– Ale bardzo trudno jest mi pogodzić się z łączną pisownią „nie” z przymiotnikami w stopniu wyższym i najwyższym, np. niemniejszy, nienajmniejszy. Gdy czytam tekst, trudno jest mi to nawet zauważyć, bo tyle lat była poprawna pisownia rozdzielna i jest ona dla mnie oczywista, a teraz jest błędem – przyznała.Nowa ortografia w urzędachZmiany objęły także dokumenty urzędowe oraz oznakowanie w przestrzeni publicznej. Skontaktowaliśmy się z Urzędem m.st. Warszawy z pytaniem, czy po 1 stycznia 2026 r. wprowadzono tam zmiany wynikające z nowych zasad ortografii oraz jakiego rodzaju dokumentów one dotyczyły.„Poradnia prostego języka UM zaktualizowała blankiety korespondencyjne, na których przygotowywane są m.in. pisma. Nagłówki blankietów zawierają dane teleadresowe, więc poradnia zmieniła w nich pisownię adresów, np. plac Bankowy na Plac Bankowy. Zmiana nie wygenerowała żadnych kosztów, ponieważ przygotowali ją pracownicy urzędu” – poinformował Wydział Prasowy Urzędu m. st. Warszawy.„Jednocześnie dla pracowników Urzędu m.st. Warszawy poradnia przygotowała materiał z podsumowaniem najważniejszych zmian wprowadzonych przez Radę Języka Polskiego. Został on opublikowany w intranecie. Opisuje on szerzej zmiany, które są potrzebne na co dzień urzędnikom (np. nazwy ulic i obiektów czy określenia mieszkańców), i podaje warszawskie przykłady. Dyrektor Biura Organizacji Urzędu wysłał również pismo z informacją o zmianach zasad pisowni po 1 stycznia 2026 r. i przygotowanym poradniku. W piśmie zawarta była również prośba o poprawienie wszystkich adresów na miejskich stronach internetowych” – przekazano.Zmiany na tablicachZwróciliśmy się także do Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie, pytając, czy wprowadzenie nowych zasad ortografii wymusiło zmianę lub korektę dotychczasowego oznakowania w przestrzeni miejskiej.„W chwili obecnej na wszystkich tablicach Miejskiego Systemu Informacji (MSI) zarządzanych przez Zarząd Dróg Miejskich większość typów obiektów miejskich, takich jak Plac, Skwer, Aleje, Aleja itp., jest zapisana zgodnie z najnowszą pisownią, tj. wielką literą. Wyjątek stanowi zapis typu obiektu „ulica”, który obecnie występuje zarówno pisany wielką, jak i małą literą. Rozbieżność w zapisie wyrazu „ulica” wynika z tego, że na etapie projektowania MSI zostały przyjęte zasady zapisu opracowane przez prof. Kwirynę Handke, a po wprowadzeniu „Katalogu nazw obiektów miejskich” zaczęto stosować zasady pisowni w nim ujęte” – czytamy w odpowiedzi Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie.„Obecnie wszystkie nowe tablice z nazwami ulic są produkowane zgodnie z nową pisownią. Tablice wykonane przed wprowadzeniem „katalogu”, z wyrazem „ulica” pisane wielką literą, będą systematycznie wymieniane w miarę ich zużycia (korozja, zniszczenie)” – napisano.ZDM zwrócił także uwagę na tablice, które nie znajdują się w jego gestii, czyli tablice adresowe nieruchomości. Za ich prawidłowe oznakowanie, zgodnie z obowiązującymi przepisami, odpowiadają zarządcy lub właściciele posesji. Część takich tablic została zamontowana jeszcze na etapie wprowadzania Miejskiego Systemu Informacji przez ówczesną Gminę Centrum i do dziś pozostaje własnością zarządców nieruchomości, co oznacza, że decyzja o ewentualnej aktualizacji ich treści należy do nich.„W celu prawidłowego oznakowania posesji Wydział IMS (to wydział w ZDM, który zajmuje się oznakowaniem MSI) wydaje szczegółowo opracowaną dokumentację techniczną, wraz z opracowaną dokładną treścią, na podstawie której należy wykonać tablicę z adresem. Treść jest projektowana na podstawie aktualnie obowiązującego „katalogu nazw ulic”. Niestety nie wszyscy zarządcy występują o takie wytyczne i sami wykonują tabliczki z treścią, za którą ZDM nie ponosi odpowiedzialności” – poinformował Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie.„Naczelnik wydziału IMS konsultował z Biurem Geodezji i Katastru oraz Biurem Kultury m.st. Warszawy, czy wprowadzenie nowych zasad ortografii będzie miało wpływ na pisownię zastosowaną w „Katalogu nazw obiektów miejskich”. Z informacji, jakie uzyskał, wynikało, że zmiany nie wpłyną na „katalog”. Tym niemniej czekamy na opublikowanie aktualnego katalogu, który posłuży do weryfikacji treści oznakowań” – dodano.Scrabble po reformie ortografiiNowe zasady pisowni wymusiły zmiany także w... grze scrabble.– Reforma ortografii niewątpliwie wpłynęła na zasób słów notowanych w Oficjalnym Słowniku Polskiego Scrabblisty (OSPS). Dla graczy kluczowe okazały się zmiany dotyczące pisowni łącznej i rozdzielnej oraz użycia wielkich i małych liter – powiedział portalowi TVP.Info Miłosz Wrzałek, przewodniczący Komisji Językowej Polskiej Federacji Scrabble i jednocześnie zagorzały scrabblista.– W wyniku reformy ze słownika scrabblistów usunięto około 2 tysięcy leksemów oznaczających mieszkańca lub mieszkankę miasta, wsi czy osiedla. Z drugiej strony wprowadzono ponad tysiąc zanegowanych form przymiotników i przysłówków w stopniu wyższym i najwyższym. Choć bilans słów – zwłaszcza tych grywalnych, czyli od 2 do 9 liter – uległ zmniejszeniu, oceniam te zmiany pozytywnie, ponieważ upraszczają one zasady zapisu – dodał. – Cieszy mnie również fakt, że nazwy produktów marek zapisywane są wyłącznie wielką literą. Komisja Językowa Polskiej Federacji Scrabble wprowadziła taki zapis w zasadach dopuszczalności słów już w 2017 r. Choć obecne zasady dopuszczają zapisywanie małą literą przymiotników od imion i zdrobnień – niezależnie od tego, czy mają one charakter dzierżawczy – nie uwzględniliśmy tej zmiany w OSPS-ie, ponieważ zasób takich słów jest praktycznie nieograniczony – podkreślił.Czytaj też: Pięknie brzmiące słowa zapamiętujemy szybciej