Abonament na uniknięcie poboru. Ukraińska policja rozbiła gang „demobilizatorów”, który pod przykrywką przynależności do organizacji wspierającej armię, oferował uniknięcie poboru. Za dwa tysiące dolarów można było liczyć na specjalną usługę – siłowe odbicie z rąk pracowników centrów rekrutacyjnych. Po „klientów” przyjeżdżano karawanem lub karetką. Ukraina ma bardzo poważny problem z werbunkiem chętnych do obrony ojczyzny. W wielu miastach dochodzi do prawdziwego polowania na rekrutów. Normą są starcia, w tym krwawe, z policjantami i żołnierzami z Terytorialnych Centrów Poboru i Pomocy Społecznej (TCK – odpowiadających za mobilizację). „Na początku 2025 roku szacowano, że Ukraina potrzebuje około 300 tys. nowych rekrutów, aby uzupełnić jednostki i przywrócić siłę bojową, ale od tego czasu udało się zwerbować tylko około 200 tys. osób – liczba ta jest niewystarczająca, aby zrekompensować straty spowodowane ofiarami śmiertelnymi i dezercjami. Tymczasem miesięczna rekrutacja wynosi od 17 tys. do 24 tys. osób, podczas gdy Rosja rekrutuje około 30 tys. osób miesięcznie” – tak o problemie pisał portal Nowa Europa Wschodnia. Normą są także liczne przypadki załatwienia zwolnienia z mobilizacji za łapówki. W proceder ten zaangażowani są często wojskowi, wysocy rangą policjanci oraz lekarze. Do tego dochodzi cała rzesza innych cwaniaków, żerujących na tych, którzy chcą uniknąć powołania do wojska. Czytaj także: Mobilizacja Ukrainek do armii nieunikniona. „To nic zaskakującego”Karetką i karawanem po poborowego Wyjątkowe usługi oferowała szajka z Winnicy, rozbita w ostatnich dniach przez Narodową Policję Ukrainy (NPU) i Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Założyli ją dwaj weterani z organizacji pozarządowych, którzy wcześniej zbierali pieniądze i dary na rzecz Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Ich nowe stowarzyszenie, w którego nazwie połączyli terminologię wojskową ze sloganami patriotycznymi, oferowało członkom takie przywileje jak: rzekome swobodne przechodzenie przez wojskowe i policyjne punkty kontrolne oraz fizyczną „ochronę” przed mobilizacją. Za te usługi trzeba było zapłacić dwa tysiące dolarów wpisowego i uiszczać co miesiąc pewną sumę. „W przypadku kontroli dokumentów podczas działań mobilizacyjnych i ustalenia, że dana osoba jest poszukiwana, na miejsce przybywała grupa mężczyzn, którzy siłą odbijali poborowego z rąk policji i personelu wojskowego TCK. W niektórych przypadkach podejrzani używali samochodu do ewakuacji poległych żołnierzy, a także karetki pogotowia” – czytamy w informacji NPU. Ukraińskie służby ustaliły, że tylko w ciągu ostatniego miesiąca, członkowie szajki co najmniej sześć razy „odbili” poborowych. Wiadomo, że szajka wciągnęła do swojej „organizacji pozarządowej” blisko 300 osób. Liderzy gangu zaczęli już organizować jej oddziały w zachodnich regionach kraju. Podczas operacji NPU i SBU przeszukano kilkadziesiąt mieszkań i domów w obwodach winnickim, iwanofrankowskim, czerniowieckim, lwowskim i zakarpackim. Zatrzymano dwóch liderów szajki oraz ich trzech pomagierów. Odpowiedzą oni za „stosowanie gróźb wobec funkcjonariuszy organów ścigania oraz utrudniania legalnej działalności SZU i innych formacji wojskowych”, za co grozi do 14 lat więzienia. Czytaj także: Pomagała unikać mobilizacji. Urzędniczce skonfiskowano 5 mln euro