Opolska komentuje. Wybory nowego przewodniczącego (a właściwie niemal na pewno nowej przewodniczącej) Polski 2050 coraz bardziej zaczynają przypominać telenowelę – pisze Karolina Opolska w najnowszym felietonie na TVP.Info. Po pierwszej turze, a następnie anulowanej drugiej turze z powodu „problemów technicznych” (choć coraz głośniej mówi się o tym, że wybory szły nie po myśli marszałka Hołowni i stąd wszystkie usterki), tydzień temu, w piątek wieczorem, zebrała się Rada Krajowa partii. Miała zdecydować, co dalej: czy powtarzana będzie tylko druga tura, czy całe wybory. Decyzji jednak nie podjęto, bo obrady Rady Krajowej zostały zerwane. Szymon Hołownia przebywał wówczas w Dubaju i oficjalnie mówi się, że różnica czasu sprawiła, iż był już zbyt zmęczony. Nieoficjalnie politycy Polski 2050 przyznają jednak, że doszło do karczemnej awantury. Hołownia miał być niezadowolony z tego, że partia bez większego entuzjazmu przyjęła pomysł powtórzenia całych wyborów, czyli rozwiązania, które umożliwiłoby mu powrót do wyścigu o przywództwo.W poniedziałek, 19 stycznia Rada Krajowa zebrała się ponownie i tym razem zdecydowała: powtórzona zostanie wyłącznie druga tura. Ostateczny wybór ma się rozstrzygnąć między Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz a Pauliną Hennig-Kloską, a nazwisko nowej przewodniczącej poznamy do końca stycznia.Szymon Hołownia dorzucił do tego serialu, jak sam napisał, swój własny „odcineczek” na portalu X. Poinformował, że przekazał członkom Rady Krajowej w „serdecznej wiadomości”, że decyzje kandydatek skłaniają go do oddania im pełnej odpowiedzialności za dalsze losy partii. Podkreślał przy tym, że zawsze najważniejsze były dla niego spójność koalicji i stabilność klubu parlamentarnego. Wydawało się więc, że to może być już koniec sprawy: partia zdecydowała o powtórzeniu drugiej tury, kalendarz jest znany, emocje powinny opaść. Tymczasem w czwartek Patryk Michalski z TVN24 ujawnił, że w Polsce 2050 planowany był… przewrót. Już na początku stycznia, a więc jeszcze przed pierwszą turą wyborów, miały się pojawić rozmowy o ich unieważnieniu i powtórzeniu. Ministra kultury Marta Cienkowska miała pytać, czy nie da się przesunąć wyborów „na świętego nigdy”, mówić o wyrzuceniu kandydatów „na zbity pysk”, a także zastanawiano się nad ponownym włączeniem do gry Szymona Hołowni. Kolejne wiadomości z wewnętrznych grup na różnych komunikatorach przeciekały do mediów. Bartosz Romowicz skomentował to wręcz jako próbę puczu w klubie Polski 2050, a Aleksandra Leo miał działać za plecami Pawła Śliza, próbując zmienić układ sił w Radzie Krajowej. Sam Hołownia apelował na X: „Opamiętajcie się. Wystarczy”.CZYTAJ TEŻ: Hennig-Kloska: Wierzę, że Hołownia nie zakończył swojej misji w polityceCo dalej? Wszystko wskazuje na to, że przed nami kolejne odcinki tego serialu. I choć część polityków Koalicji 15 Października z wyraźną satysfakcją pozwala sobie na złośliwości wobec Polski 2050 na platformach społecznościowych, problem jest znacznie poważniejszy. Kryzys tej partii jest problemem dla całej koalicji rządzącej, kolejne sondaże pokazują, że Polska 2050 balansuje na granicy parlamentarnego bytu, a bez niej Koalicji Obywatelskiej po 2027 roku może po prostu zabraknąć partnerów do utrzymania władzy.***W tym tygodniu w Davos odbyło się Światowe Forum Ekonomiczne, ale to nie kwestie ekonomiczne przyciągnęły najwięcej uwagi, tylko polityka międzynarodowa. Do Davos przybył między innymi prezydent Donald Trump, który wygłosił tam bardzo krytyczne wobec Europy i NATO wystąpienie, ale także poruszył sprawę przejęcia Grenlandii przez Stany Zjednoczone.Trump mówił m.in., że gdyby nie Stany Zjednoczone, uczestnicy forum w Davos mówiliby teraz po niemiecku i japońsku, twierdził, że oddanie Grenlandii Danii po II wojnie światowej było błędem, a Duńczycy są niewdzięczni. Skrytykował także zieloną transformację, nazywając ją „koszmarną” i dodając, że wiatraki kupują „głupi ludzie”. Jednocześnie podkreślał, że kocha Europę, choć jego zdaniem zmierza ona w złym kierunku.Co ważne, mimo kontrowersyjnych deklaracji, kilkukrotnie zaznaczył, że nie zamierza użyć siły w sprawie Grenlandii. Chciałby jednak, aby ten „wielki, piękny kawałek lodu na Atlantyku” należał do Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo jeszcze, ile razy jeszcze prezydent USA zmieni zdanie w tej kwestii, ale na razie negocjowane jest porozumienie, które umożliwi Stanom dostęp do Grenlandii bez jej formalnego przejęcia. Trump wycofał się także ze swojej wcześniejszej groźby nakładania ceł na państwa, które wysłały do Grenlandii swoich żołnierzy.CZYTAJ TEŻ: Grenlandczycy szturmują sklepy. Obawy przed agresją nie słabnąForum w Davos było też okazją do spotkania prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem. Po rozmowie prezydent Nawrocki podkreślał, że dotyczyła ona przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa i obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce. Pytany o Grenlandię Karol Nawrocki wyraził nadzieję, że sprawa zostanie załatwiona na drodze dyplomatycznej i skrytykował część krajów NATO za zbyt ostrą postawę wobec Amerykanów. ***Donald Trump zainicjował również Radę Pokoju. Początkowo miała ona zarządzać Strefą Gazy po porozumieniu pokojowym między Izraelem a Hamasem, choć pojawiały się też sugestie, że w przyszłości mogłaby zająć się także Ukrainą. Jednym z pierwszych, którzy pochwalili się zaproszeniem do rady, był premier Węgier, Viktor Orbán.Na liście członków znalazło się wiele państw i przywódców, w tym (co wzbudziło oczywiste kontrowersje) Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka. Zaproszenie otrzymał również prezydent Karol Nawrocki. Nie wszyscy jednak przyjęli ofertę z entuzjazmem – prezydent Francji Emmanuel Macron miał dość szybko skrytykować pomysł, na co Trump odpowiedział groźbą wysokich ceł na francuskie wina i szampany. Bloomberg podawał, że wpisowe do Rady Pokoju ma wynieść miliard dolarów.Prezydent Trump przekonywał w Davos, że wszyscy chcą być częścią Rady Pokoju. Cóż, wydaje się, że to stwierdzenie jest jednak nieco na wyrost. Niewielu zaproszonych zdecydowało się oficjalnie przystąpić do Rady, a ci, którzy to zrobili, to w dużej mierze postaci kontrowersyjne, mówiąc delikatnie, a dosadniej: po prostu autokraci. I choć prezydent Karol Nawrocki cieszył się, że Polska została zaproszona do tak prestiżowego gremium, to podczas spotkania założycielskiego Rady Pokoju niczego nie podpisał. Obecność takich osób jak Władimir Putin czy Alaksandr Łukaszenka niestety kładzie cień na całą inicjatywę, a eksperci zgadzają się, że taka ostrożna postawa jest rozsądna. O samym gremium wiemy niewiele, a pojawiają się obawy, że Rada Pokoju mogłaby konkurować z ONZ i w rzeczywistości nie przetrwałaby dłużej niż kadencja Donalda Trumpa. Dlatego taktyka spokojnej analizy wydaje się być w pełni uzasadniona. CZYTAJ TEŻ: Echa słów Trumpa z Davos. „Bezcześci pamięć weteranów. Powinien przeprosić”