W pożarze lokalu zginęło 40 osób. Szwajcarski sąd zdecydował o zwolnieniu za kaucją Jacquesa Morettiego, właściciela baru w górskiej miejscowości Crans-Montana. W noc sylwestrową w lokalu doszło do pożaru, w którym zginęło 40 osób, a 116 zostało rannych. Warunkiem opuszczenia aresztu przez Morettiego było wpłacenie kaucji w wysokości 200 tysięcy franków szwajcarskich. Moretti to obywatel Francji, który otrzymał wraz z żoną zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci, uszczerbku na zdrowiu oraz wywołania pożaru. Jego żona, współwłaścicielka lokalu, osadzona została wcześniej w areszcie domowym.Zgodnie z decyzją sądu w mieście Sion w kantonie Valais, wobec Morettiego zastosowano inne środki zapobiegawcze, w tym obowiązek stawiania się na komisariacie policji. Odebrano mu też dokumenty. Wcześniej istniała obawa ucieczki obojga. Właściciel baru z Crans-Montany zwolniony za kaucją po tragedii sylwestrowejSzczególne oburzenie decyzja sądu wywołała we Włoszech. Wśród ofiar pożaru jest bowiem sześcioro włoskich nastolatków.Szef MSZ Włoch, wicepremier Antonio Tajani na wieść o zwolnieniu Morettiego z aresztu oświadczył: – Nie mam słów. To prawdziwa zniewaga dla wrażliwości rodzin, które straciły swoje dzieci w Crans-Montanie, która nie uwzględnia żałoby i bólu. Drugi włoski wicepremier Matteo Salvini ocenił, że decyzja sądu to „hańba”. Premier Giorgia Meloni stwierdziła natomiast we wpisie w serwisie X: „Uważam to za obrazę pamięci ofiar tragedii sylwestrowej i zniewagę dla ich rodzin, które opłakują stratę bliskich. Rząd włoski pociągnie władze szwajcarskie do odpowiedzialności za to, co się stało”. W szwajcarskich mediach spekulowano ostatnio, z jakich środków wpłacona zostanie kaucja, gdy okazało się, że małżonkowie mają na koncie bankowym 493 franki, czyli równowartość około 500 euro.Tragedia w barze Le Constellacion. Śledczy ujawnili wiele zaniedbań w lokalu Kolejne ustalenia mediów i śledczych ujawniły skalę zaniedbań i łamania przepisów bezpieczeństwa w barze, w którym doszło do tragicznego w skutkach pożaru. Bezpośrednio wywołały go sztuczne ognie przyczepione do podnoszonych pod sufit butelek. Okazało się, że na suficie zamontowana była łatwopalna pianka dźwiękoszczelna, a wyjście awaryjne było zamknięte. Ludzie, w większości bardzo młodzi, zginęli, płonąc żywcem lub dusząc się toksycznym dymem.Od 2020 roku w lokalu nie przeprowadzono żadnej kontroli przeciwpożarowej, za co, jak podkreśla się, odpowiedzialność spada na lokalne władze. Ponad trzy tygodnie po tragedii w szpitalach w Szwajcarii i za granicą przebywa nadal ponad 60 osób poszkodowanych pożarze, niektóre są w stanie ciężkim.Czytaj też: Uratował życie 170 osób. Pilot bohater ma zapłacić za rozbicie samolotu