Seria tragedii. W szpitalu w Sydney zmarł 12-letni Nico Antic, który w minioną niedzielę został pogryziony przez rekina. Do ataku doszło, gdy chłopiec skakał do wody ze skał w zatoce Sydney. Jest to najtragiczniejsze ze zdarzeń z serii ataków odnotowanych ostatnio na wschodnim wybrzeżu. „Z głębokim smutkiem dzielimy się wiadomością, że nasz syn Nico odszedł. Był szczęśliwym, serdecznym i wysportowanym młodym chłopcem, obdarzonym niezwykle życzliwym i hojnym sercem. Zawsze pełen życia – takim go zapamiętamy” – przekazali rodzice chłopca, Lorena i Juan.Do tragedii doszło w dzielnicy Vaucluse na wschodnich przedmieściach Sydney. 12-latek został zaatakowany, prawdopodobnie przez żarłacza tępogłowego, podczas zabawy z rówieśnikami. Policja oraz premier stanu Nowa Południowa Walia, Chris Minns, pochwalili kolegów ofiary za niezwykłe bohaterstwo. Długa walka o życieZdołali oni wyciągnąć rannego z wody i udzielić mu pierwszej pomocy, zakładając opaskę uciskową, jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych. Chłopiec w stanie krytycznym trafił do szpitala dziecięcego, gdzie lekarze przez blisko tydzień walczyli o jego życie.Śmierć 12-latka to trzeci śmiertelny atak rekina w okolicach Sydney od września. Zdarzenie to zbiegło się z serią innych groźnych incydentów – w ciągu zaledwie 48 godzin po wypadku odnotowano w regionie trzy kolejne ataki, w tym na 27-latka, który odniósł poważne obrażenia nóg na plaży North Steyne. Służby ratownicze Surf Life Saving NSW określiły tę sytuację mianem „bezprecedensowej”.Eksperci wiążą wzmożoną aktywność zwierząt z gwałtownymi ulewami, które nawiedziły Sydney. Spływająca do oceanu zmącona woda przyciągnęła ławice ryb, tworząc idealne warunki łowieckie dla rekinów. W odpowiedzi władze zamknęły dziesiątki plaż i zwiększyły nadzór z powietrza przy użyciu dronów oraz śmigłowców.Czytaj też: „Rekinado” na Jamajce? Spokojnie, to tylko AI