Pisze „DW”. Po zdemaskowaniu domniemanej agentki Niemcy podejmują działania i wydalają pracownika rosyjskiej ambasady, a także wzywają ambasadora – pisze Deutsche Welle. To zdjęcie symbolicznie ukazuje zagrożenia ze strony Rosji, przed którymi stoją Zachód, Niemcy i inne kraje UE. Przede wszystkim dowodzi, jak bardzo mogą zbliżyć się do polityków w Niemczech potencjalni agenci Rosji. Chodzi o zdjęcie prasowe ukraińskiego rządu, które pokazuje prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w grudniu 2025 roku w Berlinie obok kanclerza Friedricha Merza podczas wydarzenia gospodarczego.Domniemana agentka dwa rzędy za Merzem i ZełenskimW tych dniach niemiecki rząd zgromadził w stolicy kraju wielu europejskich przywódców państwowych i rządowych, by omówić możliwe zakończenie rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. A tylko dwa rzędy za Zełenskim i Merzem siedzi kobieta, która została teraz zdemaskowana jako potencjalna agentka wywiadu Rosji.W środę, 21 stycznia br., w Berlinie aresztowano Niemkę pochodzenia ukraińskiego, Ilonę W. Najpóźniej od listopada 2023 roku miała ona nawiązać kontakt z pracownikiem ambasady rosyjskiej.„Podejrzana wielokrotnie dostarczała między innymi informacje dotyczące wojny między Federacją Rosyjską a Ukrainą” – poinformowała niemiecka prokuratura federalna.Zobacz również: Rosyjscy szpiedzy atakują. NATO martwi się o polską placówkęPseudoorganizacja na rzecz porozumieniaNiemieckie władze poinformowały również, co to konkretnie może oznaczać. Ilona W. miała zbierać informacje o uczestnikach „ważnych wydarzeń politycznych”. Ponadto miała przekazywać swojemu kontaktowi informacje o lokalizacjach niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, testach dronów i ich planowanych dostawach do Ukrainy. Kobieta działała bowiem jako swego rodzaju lobbystka w politycznym Berlinie. Uważano ją za bardzo aktywną i posiadającą dostęp do wielu wydarzeń z udziałem ważnych osobistości, na co wskazuje zdjęcie z grudnia ubiegłego roku.Z informacji ARD wynika, że Ilona W. była przewodniczącą federalnego zrzeszenia z siedzibą w Berlinie. Organizacja ta, według jej własnych informacji, działa jako organizacja parasolowa dla „stowarzyszeń dwunarodowych” na rzecz porozumienia między narodami. W jej kuratorium ma zasiadać również była posłanka do Bundestagu z ramienia partii SPD.Prowadzone dochodzenie dotyczy również dwóch byłych funkcjonariuszy Bundeswehry, którzy osobiście znali domniemaną agentkę. Są podejrzani o przekazywanie jej informacji służbowych. Nie jest jednak jasne, czy wiedzieli, że informacje te trafiały później do rosyjskich służb specjalnych. Według niemieckiego ministerstwa obrony chodzi tu o byłego oficera sztabowego, który niedawno przeszedł w stan spoczynku oraz urzędnika wyższego szczebla, który opuścił szeregi Bundeswehry ponad 15 lat temu.Czytaj także: Rosja sięga po „jednorazowych agentów”. Mało kosztują i niewiele wiedząNiemcy wydalają pracowników ambasadyReakcja niemieckiego MSZ jasno pokazuje, jak poważnie rząd federalny traktuje tę sprawę: w czwartek ministerstwo wezwało ambasadora Rosji Siergieja Neczajewa, co powszechnie uznaje się za ostry środek dyplomatyczny. Poinformowano go, że pracownik rosyjskiej ambasady, akredytowany jako dyplomata, prowadził działalność szpiegowską i musi opuścić Niemcy. Mężczyzna ten, który według niemieckiej agencji informacyjnej DPA miał być zastępcą rosyjskiego attaché wojskowego, mógł więc być kontaktem Ilony W.„W imieniu ministra spraw zagranicznych ambasadorowi Rosji przekazano stanowczo, że działania szpiegowskie w Niemczech nie będą tolerowane przez Republikę Federalną Niemiec i będą miały konsekwencje” – poinformowało niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Szef resortu Johann Wadephul ostrzegł: – Bardzo uważnie obserwujemy działania Rosji i podejmujemy odpowiednie przeciwdziałania.Czytaj więcej: Wierzył w Wielką Rosję. Domniemany szpieg pod specjalnym nadzoremAmbasada Rosji: Śmieszna prowokacjaAmbasada Rosji nie kazała długo czekać z odpowiedzią, twierdząc, że zarzuty są „śmieszną, pospiesznie skleconą prowokacją” i najwyraźniej służą „dyskredytowaniu rosyjskiej placówki dyplomatycznej w ramach aktywnie promowanej w Niemczech 'histerii szpiegowskiej'”. Ambasada zastrzegła ponadto: „Wyraźnie zaznaczyliśmy, że nieprzyjazne działania Berlina nie pozostaną bez odpowiedzi”.W Niemczech coraz częściej odnotowuje się działania rosyjskich służb specjalnych. Obserwowane są koszary Bundeswehry, szpiegowane są trasy transportu broni wspierającej zaatakowaną Ukrainę. Eksperci zakładają, że działania rosyjskich agentów w Niemczech już dawno osiągnęły skalę znaną z czasów zimnej wojny, aż do upadku muru berlińskiego w 1989 roku.W maju ubiegłego roku Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, czyli niemiecki kontrwywiad, stwierdził w raporcie dotyczącym rosyjskich działań w Niemczech: „Podczas gdy po stronie rosyjskiej obniżył się próg hamujący działania podejmowane przeciwko Niemcom, wzrost liczby incydentów odnotowanych w Europie, które przyciągają uwagę opinii publicznej, pokazuje, że Rosja uważa użycie siły za środek uzasadniony”.Zobacz także: Rosyjskie małżeństwo odpowie za szpiegostwo w Polsce. „Planowanie zamachu”Merz: Ani wojna, ani pokójPod koniec września ubiegłego roku kanclerz Friedrich Merz podczas imprezy zorganizowanej przez dziennik „Rheinische Post” tak ocenił zakres rosyjskich działań w Niemczech: – Chcę to ująć w jednym zdaniu, które na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco szokujące, ale mam na myśli dokładnie to, co mówię: nie jesteśmy w stanie wojny, ale nie jesteśmy też już w stanie pokoju.Konkretnie kanclerz Niemiec odniósł się wówczas do przelotów dronów, które zaobserwowano nad Danią i najbardziej na północ wysuniętym niemieckim landem Szlezwik-Holsztyn. Również w tym przypadku organa śledcze uznały, że najprawdopodobniej były to rosyjskie drony.Zobacz też: Tajemnicza śmierć w ambasadzie i zaginięcie oligarchy na Cyprze