Wybory za dwa dwa miesiące. Rumen Radew przestał być formalnie prezydentem Bułgarii. Tamtejszy Sąd Konstytucyjny zatwierdził jego rezygnację. Funkcję zaczęła pełnić dotychczasowa wiceprezydentka Iliana Jotowa. Bułgarscy sędziowie konstytucyjni potrzebowali pięciu dni, by formalnie zatwierdzić rezygnację dotychczasowego prezydenta. Czemu aż tyle? Być może wynikało to z faktu, że to bezprecedensowy przypadek w historii kraju. Rumen Radew nie wypowiedział się na temat swojej politycznej przyszłości.– Chcę wam powiedzieć, kiedy mówicie o nadchodzących wyborach, że nie mogą one zatrzymać tej fali. Bo jest nas wielu, jak widzicie, bo jesteśmy razem i dlatego, że ta sprawa jest wspólna – to Bułgaria – powiedział po opuszczeniu pałacu prezydenckiego. Najpóźniej za dwa miesiące w Bułgarii odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne. Hipotetyczna partia byłego prezydenta ma szanse je wygrać.Zobacz także: Bułgaria już w strefie euro. Społeczeństwo pozostaje jednak podzieloneNiestabilna sytuacja w BułgariiRezygnacja prezydenta wpisuje się wciąg zawirowań w bułgarskiej polityce. Jeszcze przed końcem 2025 roku nastąpiła dymisja tamtejszego rządu. Bułgarski parlament przyjął dymisję premiera Rosena Żelazkowa. Za jego odwołaniem zagłosowało 227 spośród 240 deputowanychDymisja była skutkiem masowych protestów w kraju. W demonstracjach wzięli udział przede wszystkim przedstawiciele pokolenia Z, czyli popularne „zetki”.Zobacz też: Polityczne trzęsienie ziemi. „Zetki” doprowadziły do dymisji rządu