Morderstwa z zimną krwią. Rosyjski żołdak przyznał się do zamordowania z zimną krwią ukraińskich jeńców podczas walk w obwodzie kurskim. Siergiej Skobielew miał rozstrzelać czterech żołnierzy, a jego kompan pięciu innych. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy opublikowała nagranie, na którym Siergiej Skobielew (żołnierz 155. samodzielnej brygady Floty Pacyfiku Federacji Rosyjskiej) opowiada, jak na polecenie dowódcy rozstrzelał ukraińskich jeńców podczas walk w obwodzie kurskim. W październiku 2024 roku Skobielew był dowódcą grupy szturmowej i otrzymał rozkaz ataku na pozycje Sił Obronnych Ukrainy w obwodzie kurskim. Jego oddział wziął do niewoli dziewięciu żołnierzy Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU). Rosjanie zmusili pojmanych wojskowych do rozebrania się do majtek i kazali im położyć się na ziemi. Skobielew zeznał, że otrzymał od dowództwa rozkaz uspokojenia Ukraińców, aby nie stawiali oporu oraz obiecać im, że zostaną wysłani na wymianę. W rzeczywistości los pojmanych był już przesądzony. Rosjanin opowiedział, jak rozstrzelał czterech z nich, a jego kolega pozostałych pięciu. Następnie żołdacy zabrali ofiarom telefony i krótkofalówki. Tydzień później Skobielew został schwytany przez SZU. Początkowo nie przyznał się do winy, ale funkcjonariusze SBU zebrali niezbędne dowody, które przekonały Rosjanina do opowiedzenia o zbrodni. Czytaj także: Rosjanie zamordowali co najmniej siedmiu jeńców ukraińskichOkaleczyli jeńców i poderżnęli im gardła W sierpniu 2025 roku, ukraińska stacja Suspilne przedstawiła historię 33-letniego Władysława, żołnierza Gwardii Narodowej, pojmanego przez rosyjskich żołdaków. On sam nie mógł mówić ze względu na doznane obrażenia, ale wszystko opisał w dzienniku. Jego brygada straciła w sierpniu kontrolę nad pozycją w pobliżu Pokrowska. Próbując pomóc swoim towarzyszom, Władysław dostał się do niewoli. Okazało się, że w rękach najeźdźców jest jeszcze siedmiu innych jeńców. Władysław był świadkiem jak Rosjanie zabijają po kolei siedmiu jego towarzyszy niedoli. Wszystkim podrzynali gardła i wrzucali konających do dołu. Taki sam los spotkał i 33-latka. Następnie żołdacy zasypali ciała śmieciami i odeszli. Tyle tylko, że Władysław przeżył egzekucję. Gdy oprawcy odeszli, przy pomocy rozbitej butelki przeciął więzy. Następnie założył prowizoryczny opatrunek na poderżnięte gardło. I przez pięć kolejnych dni czołgał się do ukraińskich pozycji. – Powiedział, że pierwszym schwytanym facetom – agentom wywiadu – wyłupano oczy, odcięto wargi, męskie narządy, uszy i nosy – mówił stacji Suspilne brat Władysława. Czytaj także: Rozczłonkowane ciało ukraińskiego żołnierza. Rusza śledztwoRzeź w Zwaniwce Rosyjscy żołdacy łamią Konwencję Genewską mordując nie tylko jeńców, ale i ludność cywilną. W październiku 2025 roku zabili pięcioro cywilów we wsi Zwaniwka w okolicy Bachmutu na Ukrainie. W piwnicy jednego z domów ukrywała się mieszkająca tam rodzina: małżeństwo w średnim wieku oraz ich dwóch synów. W pewnym momencie najmłodszy z nich wyszedł ze schronu do sąsiadów po wodę. Niedługo potem do schronu weszli rosyjscy żołdacy. Wypytywali przestraszoną rodzinę, gdzie w osadzie znajdują się ukraińskie wojska. Gdy nic nie wskórali wyszli. Jednak chwilę później, jeden z Rosjan wrócił do piwnicy i zaczął strzelać do cywilów. Gdy wydawało mu się, że wszyscy nie żyją, przerwał ogień i opuścił schron. Okazało się, że masakrę przeżyła 57-letnia kobieta. Kobieta została postrzelona w szczękę. Gdy odzyskała przytomność zobaczyła ciała męża i najstarszego z synów. Ruszyła na poszukiwanie drugiego dziecka. Niestety, w piwnicy pobliskiego domu znalazła jego ciało, obok zwłok 62-letniej sąsiadki i jej 30-letniego syna. Czytaj także: Rosjanie rozstrzelali rodzinę. Kobieta przeżyła, bo żołdak się pomylił