Chciał „zarobić ździebełko na bułeczkę i masełko”. – Wielu nazywało go koniunkturalistą, mówiło o tym, że dopasowuje się do obowiązującego sposobu mówienia. Wypominano mu to, że przed wojną pisał do faszyzującego „Prosto z Mostu”, a z kolei po wojnie sięgał po narzędzia socrealizmu – jak na przykład w krytykowanym wielokrotnie wierszu „Umarł Stalin” – mówi w rozmowie z TVP.info dr Marta Błaszkowska-Nawrocka, literaturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS. „Ballada o dwóch siostrach” śpiewana przez ojca Kazika i przez Kazika Staszewskiego, „Liryka, liryka” wykonywana przez Grzegorza Turnaua, czy „Dzikie wino” przez Magdę Umer, to tylko kilka z licznych piosenek, których tekstami są wiersze Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Na czym polega ten fenomen? Dlaczego tak często ten poeta „jest śpiewany”? Bywa też repertuarem konkursowym? To jest bardzo dobre pytanie, które zwraca uwagę na bardzo istotny wątek podkreślany przez wielu badaczy Gałczyńskiego. To był poeta niezwykle utalentowany: miał po pierwsze bardzo dobry zmysł językowy, a po drugie ogromną wyobraźnię, która pozwalała mu sięgać do tego, do czego wielu innych nie sięgało, do krainy twórczej swobody. Ta fantazja bardzo mocno wybija się na pierwszy plan w jego znanych utworach, takich jak chociażby „Zaczarowana Dorożka”. Gałczyński miał też talent do frazowania, który sprawia, że te utwory są niesamowicie śpiewne – dobre nie tylko do recytacji czy do głośnego czytania, ale też do śpiewania. Myślę, że to jest coś, co pociąga bardzo wielu twórców. Rzeczywiście wiele utworów Gałczyńskiego jest śpiewanych, mocno rozpoznawalnych, choć niekoniecznie kojarzonych bardziej z autorem tekstu niż wykonawcami. Tak jest chociażby ze wspomnianą „Balladą o dwóch siostrach”, którą się zwykle kojarzy ze Staszewskimi (i Stanisławem, i Kazikiem), a jest to przecież tekst Gałczyńskiego. „Kompletna swoboda twórcza, pozwalająca czasami wręcz na szaleństwo” Co o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim powinniśmy wiedzieć? Jakim był twórcą? Na pewno to, że Gałczyński jako poeta, mimo jego wszystkich uwikłań ideologicznych, i tej problematyczności jego twórczości, na którą wielu badaczy też zwraca uwagę, był niezwykle wręcz nieskrępowany. Co dokładnie oznacza to jego nieskrępowanie? Mam na myśli właśnie to sięganie po środki, z których inni nie korzystali, po taką swobodę twórczą, ogromną wyobraźnię, o której już wspominałam. Gałczyński wpadał w klimaty oniryczne czy nawet czarodziejskie. To była ta jego kompletna swoboda twórcza, pozwalająca czasami wręcz na szaleństwo. Mówiło się o Gałczyńskim, że był poetą osobnym. To prawda. Trudno go porównać z kimś innym, jest to tak charakterystyczna twórczość, że kiedy widzimy fragment, to zazwyczaj jesteśmy w stanie rozpoznać, że to Gałczyński. Czy Gałczyński wywodził się z jakichś nurtów literackich, a jeśli tak, to z jakich? Romansował z wieloma grupami poetyckimi, na przykład na początku swojej drogi twórczej z Kwadrygą. Kwadryga programowo była, że tak to ujmę, antyskamandrycka. To znaczy, że oni w swoim programie poetyckim uwzględniali to, że nie chcą być jak skamandryci. Przypomnijmy, kim byli skamandryci? Byli to młodzi twórcy, którzy pragnęli odrzucić romantyczną, podniosłą poezję na rzecz poezji codzienności, bliskiej zwykłemu człowiekowi, wyrażającej radość z odzyskanej wolności, wykorzystującej potoczne słownictwo i czerpiącej inspirację z życia miasta i zwykłych wydarzeń. Twórcy Kwadrygi wykorzystywali natomiast do pewnego stopnia podobną do skamandrytów formę i też byli bardzo eklektyczni, ale skupiali się raczej na społeczeństwie: sprawiedliwości, godności, pacyfizmie czy pracy. Natomiast Gałczyński nawet w tym swoim powiązaniu z Kwadrygą był osobny. Po pierwsze do tej grupy należał tylko przez krótki czas, a po drugie też różnił się w twórczości od kolegów z grupy. Tak było właściwie ze wszystkimi tymi miejscami, w które on się udawał i ze wszystkimi grupami, z którymi on się wiązał. Był poniekąd satelitą – zawsze gdzieś obok. Możemy natomiast szukać w jego twórczości inspiracji – nie wiadomo, na ile zamierzonych – może nie w warstwie językowej czy poetyckiej, ale raczej właśnie wwyobraźni. Są to na przykład nawiązania do twórczości związanej z niesamowitością, zwłaszcza tej z przełomu XIX czy XX wieku, a także choćby do poetów takich jak Leśmian, jeśli chodzi o swobodę, fantazję i pewną baśniowość. „Konstanty Ildefons Gałczyński cierpiał na chorobę alkoholową, rodzina tego nie ukrywała” O Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim pisano też, że wybierał pozycję „libero, cygana, trubadura, który służy wszystkim i nikomu” i któremu zależy na tym, by „zarobić ździebełko na bułeczkę i masełko”, utrzymać się z pióra i wyżywić rodzinę. Tak, z tego Gałczyński był znany i nie było to powodem do chluby. Wielu nazywało go koniunkturalistą, mówiło o tym, że dopasowuje się do obowiązującego sposobu mówienia. Wypominano mu to, że przed wojną pisał do faszyzującego „Prosto z Mostu”, a z kolei po wojnie sięgał po narzędzia socrealizmu – jak na przykład w krytykowanym wielokrotnie wierszu „Umarł Stalin”. Z drugiej strony zaangażowani poeci socrealistyczni – tacy jak Ważyk, który w 1950 potępił twórczość Gałczyńskiego na Zjeździe Literatów – twierdzili z kolei, że jest zbyt drobnomieszczański. Nawet w tej kwestii nie był więc do końca jednoznaczny. Nie można też tutaj pomijać wątku, którego zresztą nie ukrywała nigdy ani rodzina Gałczyńskiego, ani jego biografowie – cierpiał on na chorobę alkoholową. To powodowało, że pieniądze były mu potrzebne nie tylko na utrzymanie, ale też często właśnie po prostu na alkohol. Jednak wszyscy, którzy z nim pracowali, twierdzili, że mimo nałogu był niezawodny: jeżeli zleciło mu się napisanie wiersza, to zawsze to robił. Jego córka Kira mówiła o tym, że podejrzewano u niego chorobę afektywną dwubiegunową, a okresy manii miały się wiązać z jednej strony właśnie z napływami fantazji i energią do tworzenia, z drugiej jednak ze skłonnością do sięgania po alkohol. Dzisiaj jednak oczywiście nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić. Czytaj też: „Dulszczyznę wysysamy z mlekiem matki”. Sekielski o alkoholu w PolsceJak wyglądało prywatne życie Gałczyńskiego? Urodził się w 1905 roku Warszawie i to było jego miasto. Kiedy wybuchła I wojna światowa, był jeszcze dzieckiem i wraz z rodzicami został ewakuowany do Moskwy. Pisać zaczął już jako 14-latek – wtedy powstał jego pierwszy wiersz, który zachował się do dziś. Ma tytuł „Do Alraune”. Jest to nawiązanie, o którym już wspominałam – do fantastycznej twórczości z początku XX wieku, konkretnie do niemieckiej powieści o bohaterce będącej realizacją motywu femme fatale. Inspiracja tą niesamowitością, demonicznością i magicznością jest tu bardzo czytelna. Wracając do jego historii życia, to poza tym, że Warszawa była jego miastem, mieszkał też przez dwa lata w Wilnie. Nawiązał tam wiele cennych znajomości, tam urodziła się też jego córka. W wielu utworach nawiązywał do tej atmosfery Wilna. Później wraca jednak do Warszawy i to jest już miejsce, gdzie tak naprawdę zapuszcza korzenie. Nie rozdzielał mocno swojej twórczości na poważną i żartobliwą” Co poza tym, że zajmował się głównie pisaniem w sposób satyryczny, było charakterystyczne dla twórczości Gałczyńskiego? Nie robił tego, co na przykład Julian Tuwim, to znaczy nie rozdzielał mocno swojej twórczości na poważną i żartobliwą. Nawet w tych utworach, które są na poważne tematy, również sięgał po satyrę, a przede wszystkim po wątki komediowe. Na przykład wiele miniatur z „Teatrzyku Zielona Gęś” porusza w gruncie rzeczy tematy ważne i poważne, ale język i styl są zdecydowanie niepoważne. Ta satyra wydaje się jego językiem. Myślę, że jest to związane bardzo mocno z tą swobodą twórczą i z tym, że satyra to jest też takie narzędzie, które pozwala powiedzieć coś nie wprost i też w razie czego zawsze uciec, wyjaśnić, że to przecież był żart. Czy twórczość Gałczyńskiego można podzielić na jakieś etapy? Może nie tyle na etapy, co na okresy powracania pewnych wątków. Przed wojną głównie były to tematy satyryczne, często nawiązujące do polityki, podczas pobytu w Wilnie – wileńskie właśnie, w trakcie wojny oczywiście wojenne, a po niej raczej liryczne. U Gałczyńskiego bywało tak, że wokół tego jednego wątku obracał się przez dłuższy czas, czasem rok, dwa a nawet trzy. Czasem wynikał z tego cały tomik poetycki. Po II wojnie światowej wiele jego utworów jak „Poemat dla zdrajcy” czy „Umarł Stalin” napisanych zostało w konwencji socrealistycznej. Co było powodem, że postanowił tak pisać? Przede wszystkim to, by mieć z czego żyć. Sam w swoich notatkach przyznawał, że miał taką chwilę zastanowienia, czy to jest dobra droga, czy nie. Ostatecznie postanowił nią pójść. Warto podkreślić, że nigdy też nie był w tym fanatyczny. Może oprócz tego nieszczęsnego wiersza „Umarł Stalin”, który, jak już wspominałam, jest jednym z najbardziej charakterystycznych, wypominanych mu utworów. Oprócz utworów w tym nurcie, cały czas tworzył też w charakterystyczny dla siebie sposób. Co ciekawe, nie przeszkadzało to absolutnie, prasie powojennej, publikować go na potęgę. Nawet te wiersze, które były nie do końca zgodne z duchem socrealizmu, a czasem nawet zupełnie mu obce, ukazywały się bardzo często. „Jako pierwszy skrytykował Miłosza, a potem Miłosz odbił piłeczkę” „Poemat dla zdrajcy” jest „dedykowany” Czesławowi Miłoszowi. O co się poróżnili? Gałczyński jako pierwszy skrytykował Miłosza, a potem Miłosz odbił piłeczkę, portretując go w „Zniewolonym umyśle” jako Deltę. Gałczyński pisze „Poemat do zdrajcy”, który jest bardzo mocnym, krytycznym tekstem, uderzeniem w stronę Miłosza-emigranta. Miłosz trochę po swojemu, trochę złośliwie, ale bez okrucieństwa portretuje z kolei Gałczyńskiego. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nigdy nie podważa jego talentu poetyckiego – nawet w tych fragmentach, w których opisuje wszystkie przygody Gałczyńskiego z nowym systemem i wprost ukazuje jego podporządkowanie się. Później też Miłosz wypowiada się o Gałczyńskim z pewnym pobłażaniem jako o człowieku, ale nigdy nie mówi o nim źle jako o poecie. Czytaj także: „Kiedyś chciałam ze sobą skończyć”. Stanisława Celińska szczerze o chorobie alkoholowej„Pod koniec życia sięgał po trochę większe formy literackie” Gałczyński kochał kolor zielony. To prawda. Ten zielony kolor pojawia się nie tylko w jego poezji. Pisał zawsze piórem i używał zielonego atramentu. Jego córka Kira Gałczyńska jego biografię zatytułowała „Zielony Konstanty”. Żona Natalia była też często opisywana jako zielona. Myślę, że ten zielony to kolor nadziei, życia, które bardzo dla Gałczyńskiego było ważne. Był charakterystyczny i barwny. Część z tych jego fantastycznych zachowań mogła oczywiście wynikać z tego, że alkohol dodawał mu odwagi i trochę odejmował konwenansu, pozwalając naginać zasady. Podobnie było ze ślubem. Gałczyński i jego przyszła żona z racji tego, że byli bardzo biedni, pojechali do ślubu tramwajem. Panna młoda nie miała sukni ślubnej, nie było ich absolutnie stać na wesele, więc po ceremonii poszli świętować do wesołego. Bardzo mizerne obrączki sprzedali podczas wojny, by jakoś się utrzymać. Koniec swojego życia spędził w osadzie Pranie. Tak, w leśniczówce. Jeździł tam, żeby odpoczywać. Był w tym miejscu przyjmowany z otwartymi ramionami. Tam też powstało muzeum mu poświęcone. Gałczyński był słabego zdrowia, żył niedługo, zmarł w wyniku trzeciego zawału. Pod koniec życia sięgał po trochę większe formy literackie, inspirował się też sztuką, w szczególności twórczością muzyków klasycznych: napisał na przykład „Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha”. Tłumaczył też „Odę do radości” i Szekspira. Sięgał więc ewidentnie po rzeczy bardziej spokojne, można nawet powiedzieć, że monumentalne. To od czego warto zacząć przygodę z Gałczyńskim, jeśli jeszcze nie miało się okazji poznać jego twórczości? Myślę, że warto zacząć od „Teatrzyku Zielona Gęś”. Nawet z perspektywy dzisiejszego odbiorcy, który oczywiście już operuje trochę innym poczuciem humoru, są bardzo zabawne. Polecam szczególnie miniaturkę o tym, co by było, gdyby praojciec Adam był Polakiem. To jest bardzo charakterystyczne dla Gałczyńskiego, takie podśmiewanie się trochę z polskości, ale bez niechęci, a raczej z pewnym pobłażaniem, ale bez ukrywania, że tacy właśnie jesteśmy. Jeśli ktoś nie zna „Zaczarowanej Dorożki”, to myślę, że to jest też rzecz bardzo przyjemna. A jeśli ktoś nie lubi czytać, to zawsze można słuchać, bo faktycznie tych utworów śpiewanych jest mnóstwo i one w większości są bardzo przyjemne. I przede wszystkim wszystko to warto czytać z myślą o tym, że drugiego takiego artysty nie mieliśmy. Jego twórczość jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Jakim cytatem z Gałczyńskiego mogłybyśmy zakończyć tę rozmowę? Bardzo lubię „Balladę o dwóch siostrach”, a więc może niech będzie to właśnie jej początek, by zachęcić tych, którzy jej nie znają albo nie kojarzą stylu Gałczyńskiego: „Były dwie siostry: Noc i Śmierć, Śmierć większa, a Noc mniejsza, Noc była piękna jak sen a Śmierć, Śmierć była jeszcze piękniejsza”. Czytaj również: To oni powalczą o udział w Eurowizji 2026. TVP ogłosiła nazwiska