Jest komentarz Hołowni. Sytuacja w Polsce 2050 wymknęła się spod kontroli – ocenił szef partii Szymon Hołownia. Wyraził nadzieję, że „wnioski zostaną przez obie kandydatki wyciągnięte”. Nie odpowiedział wprost, czy oznacza to apel do Pauliny Hennig-Kloski i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o wycofanie się z rywalizacji o przywództwo. Aleksandra Leo, podczas nieobecności szefa klubu Polski 2050 Pawła Śliza, próbowała przeprowadzić głosowanie nad wyborem dziewięciu osób do Rady Krajowej – przekazał poseł Adam Luboński. Polityk zaznaczył, że Leo nie była do tego uprawniona, gdyż w środę prezydium klubu odwołało ją z funkcji wiceszefowej klubu.Luboński ocenił, że ta sprawa ma bezpośredni związek z wewnątrzpartyjną rywalizacją wyborczą między Pauliną Hennig-Kloską i Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Polityk przypomniał, że Rada Krajowa wybiera połowę składu zarządu krajowego partii. – Gdyby to głosowanie się odbyło, dziewięć miejsc w Radzie mogliby obsadzić zwolennicy Pauliny Hennig-Kloski – zaznaczył.Poseł podkreślił, że dzień wcześniej klub otrzymał informację o zamiarze przeprowadzenia takiego głosowania. Luboński relacjonował, że Śliz wyraził na to wstępną zgodę, zastrzegając jednak, że jako przewodniczący musi najpierw uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych swojego teścia, który nagle zmarł. W czwartek Śliz przebywał we Wrocławiu wraz z rodziną.– To jest tańczenie na nieszczęściu Pawła Śliza. To, co próbowała zrobić Aleksandra Leo, to jest próba puczu, ponieważ przeprowadzenie głosowania bez Pawła Śliza, to jeden głos mniej w klubie – zauważył Luboński.Zobacz również: Hennig-Kloska: Wierzę, że Hołownia nie zakończył swojej misji w polityce „Narastający sprzeciw” lidera Polski 2050Ostatnie wydarzenia skomentował Wicemarszałek Sejmu i ustępujący lider Polski 2050 Szymon Hołownia,Hołownia podkreślił podczas briefingu, że to, co się dzieje, obserwuje z „narastającym sprzeciwem”.– To jest nadal Polska 2050 Szymona Hołowni. Nie Ryszarda Petru, nie Pauliny Hennig-Kloski, nie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – mówił.– Każdą z tych osób osobiście wskazywałem na listy, na stanowiska rządowe, moja odpowiedzialność z tym związana pozwala mi powiedzieć: stop. Ta kampania, ta polaryzacja, to rozbicie ruchu na dwa zwalczające się obozy, przesycone wzajemną agresją, nienawiścią są zagrożeniem. Nie tylko dla naszej partii, bo my jesteśmy jednym z filarów koalicji – podkreślał.Przekonywał, że stawką jest „bezpieczeństwo i stabilność tej koalicji, bezpieczeństwo i stabilność Rzeczypospolitej”. Jeśli zaś problemy ma koalicja – mówił – to problemy ma Polska, bo większość rządowa to zaledwie 13 posłów.Dlatego, dodał, „spór pomiędzy dwoma kilkusetosobowymi grupami, budowanie swojej siły przez polityków, za którymi stoi 20 albo 30 osób, powinny się zakończyć”. Hołownia przekonywał też, że nie zamierza się wyrzekać odpowiedzialności za partię, którą zakładał.Zobacz także: Polska 2050 będzie miała dwie szefowe? „Odpowiedź na woltę Hołowni”Chaos w miejsce Hołowni?Polityk powiedział, że zrezygnował z przywództwa, aby ustąpić miejsca innym, ale odpowiedzią na jego rezygnację jest chaos, znalezienie się partii na progu rozpadu i „niekończąca się brazylijska telenowela w mediach”.– To znaczy, że coś poszło nie tak. Jak coś poszło nie tak, mam prawo wyrazić swoje zdanie i dzisiaj wysłałem bardzo jasne ostrzeżenie do moich kolegów: opamiętajcie się. Stawką nie jest to, czy teraz będzie was popierać 15 czy 20 osób więcej. Ma być w Polsce 2050 spokój i porządek – apelował.Hołownia wyraził zarazem nadzieję, że sytuacja w partii zostanie uporządkowana i doprowadzona do stabilnego przywództwa. Pytany, czy oznacza to, że chciałby sam wrócić do kierowania partią, nie zaprzeczył.– Powrót taty jest jednym z klasycznych tekstów, którymi nasiąkamy – mówił Hołownia. – W pieśni religijnej znajdujemy taką frazę: a kiedy ojciec rozłoszczony siecze, szczęśliwy, który się do matki uciecze. Być może odwróciły się role i ja w tej sytuacji muszę być matką, nie tylko ojcem – dodał.Przyznał, że na razie obowiązuje decyzja Rady Krajowej, że druga tura wyborów przewodniczącego powinna zostać powtórzona do 31 stycznia. Zarazem jednak „posiedzenie Rady Krajowej trwa, została ogłoszona w nim przerwa”.Hołownia podkreślał też, że przedłużenie procesu wyborczego generuje z upływem czasu „jeszcze większy chaos i niestabilność”. – Proszę pozwolić mi wyciągać z tego wnioski – powiedział.Dodał, że jest wielu posłów i senatorów, którzy też widzą, że sytuacja jest zła. – Proszę dać im czas, niedługi pewnie, na to, żeby efekt tego mojego apelu się pojawił – oświadczył.Czytaj więcej: Unieważnione wybory w Polsce 2050. Oczekiwanie na drugi termin„Powinny wyciągnąć wnioski”Pytany, czy jego słowa oznaczają, że rywalizujące ze sobą w drugiej turze Paulina Hennig-Kloska oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powinny się jego zdaniem wycofać z kandydowania, Hołownia odpowiedział: „Nie wiem”.Dopytywany, czy się nadają do kierowania partią, odpowiedział, że to można poznać „po owocach”. – To są świetne panie minister, ale jeśli chodzi o to, co staje się wewnątrz ruchu, mam wrażenie, jakby jakiś mechanizm wymknął się spod kontroli, jakieś dżiny zostały wypuszczone i to jest dla Polski niebezpieczne. Obie kandydatki biorące w tej kampanii powinny wyciągnąć z tego wnioski, zmitygować się i swoje frakcje, bo to niczemu dobremu nie służy. Mam nadzieję, że takie wnioski zostaną przez obie kandydatki wyciągnięte – powiedział Hołownia.Przyznał zarazem, że „to, co dzisiaj stało się w klubie, jest szalenie niepokojące”, zaś wiceprzewodnicząca Aleksandra Leo „wykroczyła poza swoje kompetencje”.W poniedziałek wieczorem Rada Krajowa Polski 2050 zadecydowała, że do 31 stycznia zostanie powtórzona II tura wyborów na nowego szefa partii; zmierzą się w niej minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.Zobacz też: Wybory lidera w Polsce 2050. „Przekazałem wiadomość”