Afera w USA. Administracja Trumpa zażądała od Uniwersytetu Pensylwanii udostępnienia danych dotyczących żydowskich pracowników w ramach w ramach śledztwa w sprawie antysemityzmu. Władze uczelni zdecydowanie odmówiły powołując się na ochronę danych studentów – podaje New York Times. Sprawa dotyczy śledztwa EEOC (komisji ds. równych szans zatrudnienia). Komisja zajmuje się badaniem domniemanego antysemickiego nękania na amerykańskich uczelniach, m.in. na Uniwersytecie Pensylwanii. Fala antysemityzmu miała wybuchnąć po ataku Izraela na Strefę Gazy.Konsekwencją działać EEOC miał być federalny pozew przeciw Uniwersytetowi Pensylwanii. Do władz skierowano wniosek, by udostępniła dane żydowskich studentów i wykładowców. Po co? Żeby łatwiej można było prowadzić śledztwo i skontaktować się z potencjalnymi ofiarami.Uczelnia mówi „nie”Wniosek spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem uczelni, który nazwał go „niepokojącym”.„Żądanie rządu narusza istotny interes Uniwersytetu Pensylwanii w zakresie ochrony prywatności, bezpieczeństwa i praw wynikających z Pierwszej Poprawki przysługujących jego pracownikom” – napisał Uniwersytet Pensylwanii w oświadczeniu.Stanowisko uczelni poparło ponad 150 żydowskich wykładowców Uniwersytetu Pensylwanii – podaje miejscowa gazeta The Daily Pennsylvanian.Wcześniej podobne zarzuty o antysemityzm pojawiły się w stosunku do jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w USA – Uniwersytetu Harvarda. Oskarżenie posłużyło do odebrania uczelni federalnych funduszy,Zobacz też: Administracja Trumpa znowu atakuje Harvard. Oskarżenia o antysemityzm