Toksyczny dym zabił matkę i syna. To przegrzanie baterii w zabawce było najprawdopodobniej przyczyną powstania toksycznego dymu, który doprowadził do śmierci matki i jej 11-letniego syna w Myjomicach w Wielkopolsce. Ojcu udało się wynieść z domu dwoje dzieci w wieku: roku czterech lat. Szef Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim Janusz Walczak powiedział, że zakończono czynności związane z ustaleniem najbardziej prawdopodobnej przyczyny tragedii w domu w Myjomicach. Ze sporządzonego przez biegłego z dziedziny pożarnictwa protokołu wynika, że jako przyczynę tzw. bezogniowego pożaru wskazano na przegrzanie baterii w zabawce, którą bawiło się jedno z dzieci. – Czynności śledcze są kontynuowane. Została zaplanowana sekcja zwłok, co może być przydatne w ustaleniu przyczyny śmierci – mówił prok. Walczak, który dodał, że wstępne ustalania wskazujące na awarię instalacji fotowoltaicznej nie potwierdziły się. Czytaj także: Nie żyje matka, która próbowała uratować z pożaru swojego syna Matka próbowała ratować syna Do tragedii doszło w piątek 16 stycznia przed godz. 15 w domu jednorodzinnym w Myjomicach koło Kępna przy ul. Jeżynowej. Policja i straż pożarna zostały zawiadomione, że z domu wydobywają się kłęby dymu. W budynku mieszkało pięć osób - rodzice z trojgiem dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. 46-letni mężczyzna wyniósł z domu najmłodsze dzieci. 38-letnia kobieta próbowała uratować 11-letniego niepełnosprawnego syna. Nie dała rady. Oboje wynieśli z domu strażacy. Reanimacja trwała kilkadziesiąt minut. Życia chłopca nie udało się uratować. Kobieta została przetransportowana do szpitala. W sobotę rano okazało się, że również zmarła. Ustalono, że tzw. bezogniowy pożar zaczął się na poddaszu. Rzecznik prasowy kępińskiej straży pożarnej st. kpt. Paweł Michalski poinformował, że znajdujące się tam rzeczy zaczęły żarzyć się bez płomienia, wydzielając trujące gazy. Czytaj także: Tragiczny pożar na Podlasiu. Nie żyją kobieta i 11-letni chłopiec