Arktyczna zmiana kursu. Zainteresowanie Stanów Zjednoczonych Grenlandią uruchomiło w Islandii nową debatę o przyszłości kraju w Europie. Członkostwo w UE coraz częściej postrzegane jest nie jako wybór gospodarczy, lecz strategiczna konieczność. Zainteresowanie Waszyngtonu Grenlandią – autonomicznym terytorium Danii – ponownie uwidoczniło strategiczne napięcia na północnym Atlantyku i uruchomiło w Islandii nową debatę o relacjach z Unią Europejską. W Reykjavík u coraz częściej słychać głosy, że członkostwo w UE nie jest już wyłącznie kwestią ekonomii, lecz elementem długofalowej strategii bezpieczeństwa.– Sprawa Grenlandii zmusza Islandczyków do ponownego przemyślenia swoich relacji międzynarodowych i w istotnym stopniu napędza debatę o akcesji do UE – podkreśla politolog Eiríkur Bergmann z Uniwersytetu Bifröst.Priorytetem bezpieczeństwoDotąd rozmowy o Unii koncentrowały się na rybołówstwie, suwerenności czy polityce monetarnej. Po raz pierwszy jednak Islandia – kraj liczący około 390 tys. mieszkańców – rozważa swoje miejsce w Europie przede wszystkim w kategoriach bezpieczeństwa. – Wszystkie argumenty, które USA przywołują, uzasadniając zainteresowanie Grenlandią, można w równym stopniu odnieść do Islandii – zauważa Bergmann.Oba terytoria leżą w tym samym strategicznym korytarzu północno-zachodniego Atlantyku, którego znaczenie rośnie wraz z topnieniem lodów, otwieraniem nowych szlaków żeglugowych i dostępem do surowców. Choć Islandia jest niepodległym państwem i członkiem NATO, a Grenlandia należy do Sojuszu poprzez Danię, z militarnego punktu widzenia oba obszary pełnią podobną rolę pomostu między Ameryką Północną a Europą.Czytaj także: Część Europy wspiera Orbana. „Walczy o pokój w Ukrainie”Zależność od Waszyngtonu pod presjąDyskusja nabiera tempa także dlatego, że Islandia pozostaje jedynym członkiem NATO bez stałej armii, opierając swoje bezpieczeństwo na Sojuszu i dwustronnej umowie obronnej z USA z 1951 roku. Coraz częściej jednak pojawiają się pytania o wiarygodność Waszyngtonu jako gwaranta bezpieczeństwa.Zdaniem Bergmanna wpływ na zmianę nastrojów ma nie tylko sprawa Grenlandii, ale także sceptycyzm wobec polityki administracji Donalda Trumpa i jej stosunku do zobowiązań międzynarodowych. Dodatkowym impulsem było nałożenie przez USA 15-procentowych ceł na islandzkie towary.Były premier Þorsteinn Pálsson napisał niedawno, że „amerykański atak na żywotne interesy Islandii kompletnie zmienia sytuację” i że pełne członkostwo w UE staje się „wręcz nieuniknione”, jeśli kraj chce skutecznie bronić swoich interesów.Będzie referendum?Minister spraw zagranicznych Þorgerður Katrín Gunnarsdóttir zapowiedziała, że jeszcze tej wiosny parlament zajmie się rezolucją w sprawie referendum dotyczącego wznowienia rozmów akcesyjnych z UE. – Rozwój sytuacji międzynarodowej pokazuje, że powinniśmy sprawdzić, co najlepiej wzmacnia naszą obronę i bezpieczeństwo – powiedziała w rozmowie z publicznym nadawcą RÚV.Jeśli rezolucja zostanie przyjęta, referendum mogłoby odbyć się w ciągu dziewięciu miesięcy, a rząd mógłby dążyć do głosowania wiosną 2027 roku. Sondaże z ubiegłego roku wskazują na niewielką przewagę zwolenników członkostwa w UE. Jeśli Islandczycy zdecydują się na wznowienie negocjacji, akcesja mogłaby stać się faktem w ciągu kilku lat.Czytaj także: Prezydent skazany za wprowadzenie stanu wojennego. Wciąż grozi mu śmierć