Waszyngton wezwany do wyjaśnień. USA wzięły na cel nowe państwo? Kandydat na amerykańskiego ambasadora na Islandii, Billy Long „zażartował”, że wyspa może stać się 52. stanem. Władze w Reykjaviku wezwały Waszyngton do wyjaśnienia sytuacji. Minęły nieco ponad dwa tygodnie 2026 roku, a USA zdążyły podważyć granice już dwóch państw: Wenezueli i Grenlandii, a teraz dochodzi trzeci kraj – Islandia. Wszystko za sprawą wypowiedzi Billy'ego Longa, kandydata Donalda Trumpa na ambasadora na Islandii. Polityk „zażartował”, że wyspa może stać się 52. stanem USA, a on jego gubernatorem. Prawdopodobnie po Grenlandii – USA mają 50. stanów.Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Władze Islandii natychmiast wezwały amerykański resort zagraniczny do wyjaśnienia sytuacji.„Ministerstwo Spraw Zagranicznych skontaktowało się z ambasadą USA w Islandii w celu zweryfikowania prawdziwości tych rzekomych komentarzy” – poinformował islandzki MSZ, w oświadczeniu dla portalu Politco.Zobacz także: Macron zwołał pilną naradę. Chodzi o Grenlandię i IranIslandczycy wściekli - zrobili petycjęWydaje się, że Long zdenerwował w Reykjaviku wszystkich, jeszcze przed rozpoczęciem swojej misji dyplomatycznej. Przeciw politykowi pojawiała się nawet petycja – podpisana przez dwa tysiące Islandczyków – by islandzkie MSZ odrzuciło jego kandydaturę.„Słowa Billy'ego Longa, którego Donald Trump nominował na ambasadora w Islandii, mogły zostać wypowiedziane bez przekonania, ale są one obraźliwe dla Islandii i Islandczyków, którzy musieli walczyć o swoją wolność i zawsze byli przyjaciółmi Stanów Zjednoczonych” – czytamy w petycji, cytowanej przez Politico.„Chcemy, aby Þorgerður Katrín [Gunnarsdóttir] odrzuciła kandydaturę Billy'ego Longa na ambasadora w Islandii i wezwała Stany Zjednoczone do nominowania innej osoby, która będzie okazywać Islandii i Islandczykom więcej szacunku” – dodano w petycji.Zobacz też: Bez przełomu w Białym Domu. „Grenlandia nie chce być własnością USA”