40 lat prezydentury i ciągle mu mało. Yoweri Museveni przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 1986 roku i nie zamierza jej oddać. 81-letni prezydent Ugandy po raz kolejny ubiega się o urząd. Drastycznej zmiany kursu w Ugandzie nie będzie.Museveni przyzwyczaił się do prezydenckiego fotela a do tego osiem lat temu z konstytucji usunięto limit wieku dla kandydatów ubiegających się o to stanowisko, co pozwoliło mu nadal rządzić krajem. Część społeczeństwa przypisuje mu ustabilizowanie sytuacji w Ugandzie, rozwój gospodarczy i walkę z AIDS. Jednocześnie jest krytykowany za tłumienie opozycji, łamanie praw człowieka i skandale korupcyjne. CZYTAJ TAKŻE: Najbardziej skorumpowany kraj świata? Niemal połowa dochodów „rozpływa się”Krótki życiorys dyktatoraYoweri Tibuhaburwa Kaguta Museveni urodził się 15 września 1944 roku w Rukungiri, mieście na zachodzie kraju, wówczas brytyjskiej kolonii.Jego rodzice Mzee Amos Kaguta i Esteri Kokundeka Nganzi byli analfabetami. Uczenie ugandyjskich wieśniaków nie było czymś, co spędzałoby brytyjskim kolonizatorom sen z powiek. Ojciec był pasterzem bydła, matka – gospodynią domową. StudentRodzice postawili jednak na edukację syna, poszedł do szkoły i nie poprzestał na kilku klasach podstawówki, chodził między innymi do liceum dla chłopców w mieście Mbarara. Dostał się na Uniwersytet w Dar es Salaam w Tanzanii, gdzie studiował ekonomię oraz nauki polityczne. W latach 60. uczelnie w Afryce były jednak przede wszystkim kuźniami dla ruchów narodowowyzwoleńczych o zabarwieniu marksistowskim. Sam Museveni również został marksistą i zwolennikiem radykalnych idei panafrykańskich. Przekonały go do tego między innymi wykłady lewicowego historyka Waltera Rodneya. Będąc studentem współzałożył organizację polityczną – Afrykański Front Rewolucyjny Studentów Uniwersytetów, współpracujący z Frontem Wyzwolenia Mozambiku. Jej członkowie szkolili się w Mozambiku w walce partyzanckiej. W późniejszych latach stali się prominentnymi politykami nie tylko w Ugandzie, ale również Kenii, Sudanie czy Malawi. Prezydentura korupcji i aferPo wojnie domowej i zamachu stanu Museveni został prezydentem i jest nim do dzisiaj.Rządy Museveniego to też wszechobecna korupcja. I to nie taka, że policjant bierze kilka szylingów i nie daje mandatu. Łapownictwo sięga najwyższych kręgów władzy. Brat prezydenta i jego doradca do spraw wojskowości Salim Saleh potrafił zamówić helikoptery dla wojska, wziąć 800 tysięcy dolarów prowizji a na końcu okazało się, że kupiono bezużyteczny szmelc. Rada bezpieczeństwa ONZ opublikowała też raport, w którym wskazano, że Saleh jest zaangażowany w nielegalne wydobycie minerałów w Demokratycznej Republice Konga.Funkcję doradcy prezydenta stracił po wybuchu skandalu, że pod przykrywką malezyjskiej firmy Westmont kupił udziały w największym banku Ugandy. Museveni zwolnił go, ale nie za afery – normalna rzecz w Afryce – tylko za „brak dyscypliny oraz pijaństwo” podczas służby wojskowej.Korupcja stała się tak powszechna, że Museveni ogłosił nawet dzień modlitwy w intencji łaski Boskiego przebaczenia i żalu za takie grzechy kraju, jak korupcja. Prezydent zwrócił się do Ugandyjczyków za apelem o zebranie się razem i wspólną modlitwę, niezależnie od wyznania. Na punkt zborny wyznaczono teren byłego lotniska Kololo Airstrip w stolicy kraju Kampali, a ci, którzy nie mogli dotrzeć, mieli gromadzić się w miejscach zamieszkania.Co ciekawe, korupcja jedynym grzechem, którego przebaczenia mieszkańcy mieli się wybłagać. Museveni skrzętnie wyliczył także malwersacje, nielegalne bogacenie się oraz sprzeniewierzanie środków publicznych, a więc grzechy władzy. Do tego dochodziły występki obywateli takie jak dewiacje seksualne czy czary. Jeżeli chodzi o to pierwsze prezydent stoi na stanowisku, że związki homoseksualne są przeciw woli boskiej, zaś „europejscy homoseksualiści” rekrutują w Afryce.AferyMimo licznych afer i braku wyraźnej poprawy życia mieszkańców Museveni uzyskiwał kolejne reelekcje. Wprawdzie zagwarantował pluralizm w polityce, ale zmienił konstytucję pod siebie, żeby móc się ubiegać o więcej niż dwie kadencje. Stworzył model, w którym za fasadą demokracji kryła się brutalna i opresyjna dyktatura. Oczywiście pojawiały się obietnice, że już więcej nie będzie startował w wyborach, jak w 2006 roku, ale potem się z nich wycofywał, bo jednak – dowodził – ojczyzna go potrzebowała.Mimo łamania praw człowieka i nawet nie zapędów, ale opresyjnych rządów dyktatorskich, nie miał też większych problemów ze społecznością międzynarodową. Wystarczyło, że był ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w wojnie z terrorem. Museveni był jednak zobligowany do lawirowania w tajemnej kabale ustaw i artykułów konstytucji. Wobec rosnącego niezadowolenia przywrócił limit dwóch kadencji prezydenckich (wydłużonych z pięciu do siedmiu lat), choć oczywiście władzy nie zamierzał oddawać.W obecnych wyborach na głównego rywala prezydenta wyrósł popularny piosenkarz Bobi Wine (prawdziwe nazwisko Robert Kyagulanyi). Jego popularność jest poważnym problemem dla prezydenta, ale nic nie wskazuje na to, by miał on oddać władzę.