Protesty mogą wpłynąć na całą geopolitykę. Zmęczenie niewydolnym gospodarczo reżimem, masowe protesty, brutalne represje. Za kilka miesięcy powtórka. Dlaczego więc to, co dzieje się w Iranie od początku 2026 roku, przyciąga uwagę całego świata? Ogromne zasoby ropy i gazu, kontrola „wąskich gardeł” handlowych i Cieśniny Ormuz czy ambicje jądrowe sprawiają, że Iran jest uważany za kluczowego gracza na Bliskim Wschodzie. Ale nie tylko to. Ten w większości szyicki kraj, liczący około 93 miliony mieszkańców, od dwóch tygodni jest areną ogólnokrajowych protestów, które początkowo zostały wywołane kryzysem gospodarczym, a obecnie przerodziły się w powstanie przeciwko reżimowi w Teheranie. Oficjalnie autorytarny system rządów Islamskiej Republiki obarcza winą za protesty swoich zewnętrznych wrogów, w szczególności Stany Zjednoczone oraz Izrael. Wydaje się jednak, że przywódcom łatwiej jest negocjować ze Stanami Zjednoczonymi niż nawiązać dialog z własną ludnością. 11 stycznia prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Iran jest gotowy do podjęcia negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Relacje USA – IranOd rewolucji islamskiej w 1979 roku i późniejszej okupacji ambasady USA w Teheranie, Iran i Stany Zjednoczone nie utrzymywały stosunków dyplomatycznych. Od tego czasu relacje między oboma krajami charakteryzują się wrogością ideologiczną, sankcjami, napięciami w kwestiach bezpieczeństwa oraz sporem o irański program nuklearny. – Moim zdaniem mają dość przegrywania ze Stanami Zjednoczonymi – powiedział Trump dziennikarzom w niedzielę (11.01.2026) na pokładzie Air Force One. Jego administracja prowadzi rozmowy na temat ewentualnego spotkania obu stron. Zobacz także: Trump ostrzega Iran przed egzekucjami protestującychStany Zjednoczone żądają od Iranu całkowitego zaprzestania wzbogacania uranu dla potrzeb programu jądrowego. Zachód zarzuca Teheranowi, że potajemnie dąży do budowy bomby atomowej. Iran zaprzecza tym zarzutom, ale ostatnio wzbogacił uran do poziomu 60 procent. Irański program jądrowy pozostaje zatem głównym punktem konfliktu w stosunkach z Zachodem. Niebezpieczeństwo wojny w Iranie? W ostatnich dniach Trump wielokrotnie groził Iranowi interwencją militarną USA, jeśli siły bezpieczeństwa użyją przemocy wobec demonstrantów. Brutalność, z jaką stłumiono demonstracje, ma pozostać ukryta przed światem. Od 9 stycznia internet i prawie wszystkie formy komunikacji ze światem zewnętrznym są wyłączone. Irańska telewizja państwowa, która w swoich reportażach, powołując się na przedstawicieli Islamskiej Republiki, oczernia protestujących jako terrorystów, od niedzieli coraz częściej pokazuje zdjęcia kostnic wypełnionych ciałami demonstrantów zabitych przez siły bezpieczeństwa. Jednocześnie ostrzega rodziny, aby nie pozwalały swoim dzieciom uczestniczyć w protestach, które rzekomo są prowadzone przez terrorystów. Islamska Republika Iranu nie dąży do wojny, oświadczyło irańskie ministerstwo spraw zagranicznych, ale jest na nią doskonale przygotowana. „Debata na temat ewentualnych decyzji Donalda Trumpa lub działań militarnych Izraela przeciwko Iranowi dotyczy nie tyle oficjalnie ogłoszonych intencji, co rzeczywistych skutków takich kroków dla struktury władzy w kraju” – pisze Fatemeh Aman w odpowiedzi na pytanie DW. Międzynarodowa presja umacnia reżim zamiast go osłabić?Ekspertka ds. Iranu i analityk ds. Bliskiego Wschodu z siedzibą w Waszyngtonie, pracująca dla renomowanych amerykańskich think tanków, takich jak Middle East Institute i Atlantic Council, dodaje: „Doświadczenie pokazuje, że presja zewnętrzna, zwłaszcza jeśli nie prowadzi do szybkiego obalenia rządu, niekoniecznie ma osłabiający wpływ, a czasami nawet przynosi odwrotny skutek. W przypadku Iranu ryzyko to jest szczególnie wysokie”. Zewnętrzne zagrożenie mogłoby posłużyć jako pretekst do zaostrzenia środków bezpieczeństwa, bardziej zdecydowanego stłumienia protestów i marginalizacji wewnętrznych konfliktów w aparacie władzy. „Prezydent Trump wielokrotnie pokazał, że przedkłada namacalne interesy amerykańskie nad wszelkie inne względy” – twierdzi Fatemeh Aman. „Nie jest on zainteresowany kosztownymi projektami bez jasnego zakończenia i zazwyczaj woli nie angażować się w długotrwałe wojny” – dodaje analityczka ds. Bliskiego Wschodu. W tym kontekście głównym celem może być zmiana zachowania Islamskiej Republiki, a niekoniecznie samego reżimu. Cel ten można osiągnąć poprzez presję, sankcje i groźby, ale nie poprzez kompleksową wojnę. Nawet jeśli wielka wojna między USA a Iranem nie doprowadziłaby bezpośrednio do zmiany reżimu, miałaby bezpośredni wpływ na kraje sąsiednie: „Obejmuje to niestabilne dostawy energii, rosnącą niepewność, znaczną presję gospodarczą oraz ryzyko dalszego rozszerzenia konfliktów zastępczych. W związku z tym nie należy obecnie oczekiwać szerokiego poparcia dla wielkiej wojny w regionie”. Obawy o stabilność w Zatoce Perskiej Sąsiednie kraje arabskie w Zatoce Perskiej nie są wprawdzie sojusznikami Islamskiej Republiki, ale są bardzo zainteresowane stabilnością w regionie i uniknięciem eskalacji militarnej. Atak na Iran niesie ze sobą ryzyko, że Teheran zareaguje atakami na amerykańskie bazy wojskowe w regionie, których w sąsiednich krajach są dziesiątki. „Przed obecnymi wydarzeniami państwa Rady Współpracy Zatoki Perskiej postanowiły uznać Islamską Republikę za rzeczywistość polityczną, z którą należy się zmierzyć” – zaznacza w rozmowie z DW Farzan Sabet, ekspert polityczny specjalizujący się w sankcjach gospodarczych i bezpieczeństwie na Bliskim Wschodzie w Global Governance Centre w Geneva Graduate Institute. Jak dodaje: „Później, po wydarzeniach z 2019 roku, zaczęli rozbudowywać własną siłę militarną i pogłębiać strategiczne relacje z sojusznikami. Jednocześnie chcieli rozwijać dyplomację i zmniejszać napięcia z Iranem”. Zobacz także: Tajemnicza śmierć w ambasadzie i zaginięcie oligarchy na CyprzeRegionalna rywalizacja między szyickimi władzami Iranu a sunnicką rodziną królewską Arabii Saudyjskiej o dominację na Bliskim Wschodzie, między innymi w Syrii, Iraku, a zwłaszcza w Jemenie, nasiliła się w 2019 r. po ataku dronów i rakiet na rafinerie państwowego koncernu naftowego Saudi Aramco w Abqaiq i Khurais. Ataki te spowodowały tymczasowe zmniejszenie produkcji ropy w Arabii Saudyjskiej o połowę. Za ataki obwiniono rebeliantów Huti w Jemenie, wspieranych przez Iran, mimo że Teheran zaprzeczył bezpośredniemu udziałowi w tych działaniach. W ostatnich latach Iran i Arabia Saudyjska podjęły ostrożne działania zbliżeniowe przy mediacji Chin. Oba kraje są ważnymi partnerami handlowymi Chin, które są uzależnione od stabilności na Bliskim Wschodzie, aby zapewnić sobie dostawy energii. Więcej sankcji i presji politycznej Dla Pekinu, który stale rozszerza swoje wpływy na Bliskim Wschodzie i pomimo sankcji USA nadal importuje tanią ropę z Iranu, protesty i nowe sankcje USA nie są dobrą wiadomością. Jako sojusznicy Islamskiej Republiki Iranu, Chiny i Rosja ostro skrytykowały uruchomiony we wrześniu 2025 r. przez Stany Zjednoczone i państwa E3 (Niemcy, Francję i Wielką Brytanię) mechanizm „snapback” mający na celu ponowne wprowadzenie sankcji ONZ wobec Teheranu i odrzuciły go jako niezgodny z prawem. Sankcje te zostały zniesione w 2015 r. w ramach porozumienia jądrowego JCPOA między Iranem a pięcioma mocarstwami posiadającymi prawo weta oraz Niemcami. W 2018 r. Stany Zjednoczone pod przewodnictwem prezydenta Trumpa jednostronnie wycofały się z porozumienia, mając na celu osiągnięcie lepszego porozumienia. Prezydent USA dąży do tego celu do dziś. Chiny chcą mieć coś do powiedzeniaW poniedziałek (12.01.2026) ogłosił on na swoim serwisie internetowym Truth Social, że od tej pory kraje prowadzące interesy z Iranem będą objęte cłem w wysokości 25 procent. Według bazy danych Trading Economics najważniejszymi partnerami handlowymi Iranu są Chiny, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Irak. Chiny skrytykowały tę decyzję. Chińskie władze są przekonane, że w wojnie celnej nie ma zwycięzców – odpowiedziała rzeczniczka ministerstwa spraw zagranicznych w Pekinie, Mao Ning, na pytanie dotyczące nowych ceł amerykańskich. Chiny będą zdecydowanie chronić swoje uzasadnione prawa i interesy. Chiny skrytykowały również interwencję USA w Wenezueli. Według Kpler, firmy zajmującej się danymi i analizami, która dostarcza w czasie rzeczywistym informacje na temat globalnych rynków surowców i żeglugi, w ubiegłym roku ponad połowa wenezuelskiego eksportu ropy naftowej, wynoszącego łącznie 768 000 baryłek dziennie, trafiła do Chin, co stanowiło około 3 proc. całkowitego importu ropy naftowej przez Chiny.Rosja wspiera Islamską Republikę Jednak według Umuda Shokri, stratega energetycznego i eksperta z George Mason University w Fairfax w stanie Wirginia, to Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina może najbardziej obawiać się wolnego i demokratycznego Iranu. W rozmowie z DW mówi: „Rosja ma duży wpływ na obecny rząd Islamskiej Republiki. Gdyby do władzy doszedł rząd, który zagrażałby interesom Rosji w regionie lub w polityce zagranicznej, taki rząd byłby niepożądany dla Moskwy”. Iran należy do trzech krajów o największych rezerwach ropy naftowej na świecie, a jednocześnie posiada drugie co do wielkości złoża gazu ziemnego na świecie: „Jeśli Iran będzie w stanie przyciągnąć niezbędny kapitał i technologię oraz odzyskać swój udział w rynku energii po zniesieniu sankcji, udział innych krajów eksportujących będzie stopniowo spadał”. Niemniej jednak ekspert uważa, że demokratycznie wybrany przez naród i stabilny rząd w Teheranie mógłby leżeć w interesie wszystkich innych krajów regionu. Oznaczałoby to koniec interwencyjnej polityki zagranicznej Islamskiej Republiki Iranu, która dotyka wszystkie kraje regionu – czy tego chcą, czy nie. Zobacz także: Iran grozi karą śmierci protestującym. „To wrogowie Boga”