Wielkie szczęście w nieszczęściu. „Musi mieć stalowe pióra. Myszołów niemal bez szwanku przeżył zderzenie z samochodem jadącym autostradą z prędkością 100 km/godz.” – poinformował dziennik „Bild”. Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. 11.40, co odnotowała w raporcie policja w Ratzeburgu (Szlezwik-Holsztyn).Uderzenie, a po chwili zdumienie54-letnia kobieta jadąca Oplem Grandlandem z prędkością ok. 100 km/godz. autostradą A20 między Mönkhagen a węzłem w Lubece uderzyła w dorosłego myszołowa.Czytaj także: Rekordowa kwota za tuńczyka. Bank znów rozbityW pierwszej chwili mieszkanka Lubeki nie wiedziała, co się stało. Po zatrzymaniu się na poboczu i sprawdzeniu pojazdu, nie mogła wyjść ze zdumienia, gdy okazało się, że w osłonie chłodnicy znajduje się drapieżny ptak.– Myszołów przeżył i odniósł jedynie niewielkie obrażenia jednego skrzydła – powiedziała „Bildowi” rzeczniczka policji Sandra Kilian.Myszołów miał wielkie szczęście, bo został wepchnięty w szczelinę, co zamortyzowało potężną siłę uderzenia.– Wraz z kierowcą i wezwanym ekspertem od ptaków, usunięto część osłony chłodnicy i uwolniono ptaka. Dziki ptak został następnie oddany pod opiekę eksperta – dodała Kilian.Czytaj także: Zmarła słynna szympansica Ai. Na zawsze zmieniła naukę„Bild” zapytał też ornitologa Rolfa Nessinga o to, dlaczego drapieżnik przelatywał tak nisko nad autostradą.– Mógł latać z jednego krzaka na drugi, polując. Być może zauważył też mysią norę. Myszołowy potrafią wyczuć mocz myszy. Dlatego często siadają na krzakach lub płotach – wyjaśnił ekspert.