Marcin Łoboda gościem „Pytania dnia”. Ponad 200 zawiadomień do prokuratury, 164 zamieszane podmioty i aż 118 miliardów złotych – to skala nieprawidłowości, do jakich dopuścił się rząd PiS. Szczegóły w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz zdradził w programie „Pytanie dnia” wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej, Marcin Łoboda. W ogniu pytań Justyny Dobrosz-Oracz znalazł się wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej, Marcin Łoboda.– Mówił, że się nie boi, a jednak Zbigniew Ziobro uciekł. Teraz dostał azyl na Węgrzech u proputinowskiego Viktora Orbana. To jest upadek? – zaczęła rozmowę prowadząca.– Niewinny nie ma się czego obawiać. Jeśli jest niewinny, to dlaczego nie chce stanąć przed sądem, gdzie mógłby się oczyścić z zarzutów? – pytał retorycznie Łoboda. I wyjaśnił: – To jest typowy proces karny. Typowe zarzuty karne. 26 zarzutów, które są piorunujące. Jeden z podstawowych to kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. To wszystko jest oparte na dokumentach, mailach, zeznaniach świadków – ludzi, którzy z nim pracowali. W związku z tym, jeśli jest niewinny, niech się oczyści przed niezawisłym sądem – apelował.Dobrosz-Oracz dopytywała, czy azyl na Węgrzech oznacza bezkarność. – Moim zdaniem nie. Te zarzuty są tak poważne, a równość wobec prawa – także wobec innych przestępców – obowiązuje wszystkich. Myślę, że i tak doprowadzi to do procesu – przekonywał wiceminister finansów.Ponad 100 miliardów nadużyćZbigniew Ziobro nie był jedynym, który czerpał korzyści majątkowe za rządów Prawa i Sprawiedliwości.– Sprawa dotyczy 164 podmiotów. Mamy około 200 zawiadomień do prokuratury na kwotę ok. 118 miliardów złotych – wyliczał. To aż 18 miliardów więcej niż zapowiadał wcześniej premier Donald Tusk. Dobrosz-Oracz zwróciła jednak uwagę, że słowo „podmioty” brzmi dla widzów enigmatycznie. – To są konkretne instytucje? Ministerstwa? Urzędy? – dopytywała.Łoboda wyjaśniał, że chodzi o znacznie szersze środowisko. – To są fundacje, stowarzyszenia, osoby fizyczne, ale również różnego rodzaju osoby prawne, które dopuściły się nieprawidłowości przy udzielaniu i rozliczaniu dotacji, przy konkursach, które były organizowane – tłumaczył.Gigantyczne nieprawidłowościJak dodał, mechanizm był niemal identyczny jak ten, który dziś obciąża Zbigniewa Ziobrę. – To był ten sam schemat: wydawanie pieniędzy publicznych poza ustawowymi regułami. Z Funduszu Sprawiedliwości, ale też w innych resortach, przy innych fundacjach i innych ministerstwach. Czasem w bardziej zawiłej formie, ale istota była ta sama – mówił.Na pytanie, jak dokładnie wyglądały te nadużycia, Łoboda nie owijał w bawełnę. – To były wszelkiego rodzaju nieprawidłowości. Najpierw przy rozdysponowaniu środków – z pominięciem racjonalnych zasad gospodarowania pieniędzmi publicznymi. A potem nawet wtedy, gdy dotacje zostały przyznane, pieniądze nie trafiały na cele, które powinny być realizowane – wyjaśniał. – To są święte pieniądze publiczne – pieniądze podatników i nasze wspólne dobro – podkreślał.Dobrosz-Oracz przypomniała, że Jarosław Kaczyński jeszcze niedawno mówił, że kwota 100 miliardów jest „wymyślona”.– Nie była wymyślona – ripostował Łoboda. – To była gigantyczna skala nieprawidłowości.„Do kieszeni przestępców”Prowadząca zapytała też o słowa premiera o „układzie zamkniętym”. – To nie jest przesada? – dociekała.– Myślę, że nie – odpowiadał Łoboda. – To był system oparty na politykach PiS i ludziach z nimi związanych. Fundacje – między innymi Fundacja ks. Michała Olszewskiego, Stowarzyszenie Dariusza Mateckiego, Lux Veritatis ojca Rydzyka... To są te najbardziej znane przypadki, bo one są już publicznie znane – mówił. – Ale było też mnóstwo fundacji zakładanych celowo po to, żeby wyciągać dotacje. Te pieniądze szły na kampanie polityczne, ale też – wprost – do kieszeni zwykłych przestępców.Dziennikarka dopytywała, czy ktoś odpowiedział już za to karnie.– Nie mam dziś wiedzy, że komukolwiek postawiono już zarzuty – przyznał Łoboda. – To są bardzo skomplikowane postępowania prokuratorskie. Lepiej trochę poczekać, zebrać solidne dowody, takie, które pozwolą postawić zarzuty i przeprowadzić sprawny proces przed niezawisłym sądem.Padło też pytanie o to, czy państwo ma realną szansę odzyskać utracone pieniądze.– Procedura jest taka, że najpierw muszą zostać cofnięte decyzje o przyznaniu dotacji – tłumaczył szef KAS. – Dopiero później wchodzi Urząd Skarbowy, który może wyegzekwować pieniądze, jeśli fundacje czy stowarzyszenia ich nie zwrócą. Na razie takich działań jeszcze nie było.Omijanie sankcjiW rozmowie pojawił się także m.in. wątek walki z omijaniem sankcji wobec Rosji i Białorusi.– Nie polujemy na firmy, ale je tropimy – mówił Łoboda. – Chodzi o ochronę obywateli Unii Europejskiej na wschodniej granicy, ale też o ochronę polskich przedsiębiorców. Przykładem jest sklejka brzozowa, która niemal zabiła cały polski przemysł drzewny, w którym pracują tysiące ludzi.Jak wyjaśniał, do Polski trafiała ona przez podstawione firmy. – To były prywatne podmioty, ale kontrolowane przez rosyjskie i białoruskie firmy. Sankcje nie są nakładane dlatego, że tak chce polska skarbówka, tylko po to, by pokazać, że wojna Putina nie jest do zaakceptowania – podkreślał.Czytaj też: Żurek o azylu dla Ziobry. „Postępowanie nie zostało wstrzymane”Czas na e-fakturyNa koniec rozmowy pojawił się jeszcze wątek zmian, które wchodzą właśnie w życie dla przedsiębiorców. Dobrosz-Oracz zapytała o Krajowy System e-Faktur i obawy przed chaosem.Łoboda przekonywał, że to krok w stronę normalności. – To jest nowy system wystawiania, przekazywania i odbierania faktur. Dotyczy tylko przedsiębiorców, nie dotyczy zwykłych obywateli. Dla nich praktycznie nic się nie zmieni – mówił.Jak wyjaśniał, obowiązek korzystania z KSeF będzie wprowadzany etapami. – Najwięksi przedsiębiorcy, ci którzy mieli powyżej 200 milionów złotych obrotu w 2024 roku, będą objęci systemem od 1 lutego. Od 1 kwietnia pozostali przedsiębiorcy. Najmniejsi dostaną jeszcze więcej czasu – zaznaczył.Na pytanie, czy państwo nie ryzykuje paraliżu systemu, odpowiadał przewrotnie: – Czy wyobrażamy sobie dziś powrót do recept wypisywanych na papierze i z błędami? – pytał retorycznie, odwołując się do wprowadzenia e-recept. – „To jest krok w stronę cyfryzacji, zwiększenia pewności i bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Nigdy nie uciekniemy od elektronizacji” – podsumował.Czytaj też: Gwałt na policjantce. Szef policji zwołuje nadzwyczajną odprawę