Zanosiło się na to od dłuższego czasu. Stało się to, na co zanosiło się od jakiegoś czasu. Xabi Alonso miał być trenerem na lata, a okazał się... nieudanym eksperymentem. Władze Królewskich po zaledwie kilku miesiącach pożegnały się z utalentowanym szkoleniowcem. Wszystko po nieudanym meczu z Barceloną, w którym jednym z bohaterów był zdobywca gola Robert Lewandowski. Alonso był znakomitym piłkarzem, prawdziwym generałem środka pola. Święcił triumfy m.in. w Liverpoolu, Bayernie czy... Realu, z którym w sezonie 2013/2014 wygrał nawet Ligę Mistrzów.Do Madrytu wrócił minionego lata – już nie jako piłkarz, lecz ceniony trener. Z Bayerem Leverkusen dokonywał w Niemczech rzeczy niemożliwych, zachwycał Europę stylem gry i wysokim pressingiem, ale to w Madrycie miał ostatecznie udowodnić swoją wielkość.Grzechy Xabiego AlonsoMówi się, że szybko „przegrał” szatnię. Że nie zorientował się w różnicach w prowadzeniu „wyrobników” z Leverkusen i wielkich nazwisk ze stolicy Hiszpanii. Kombinował z ustawieniem, z pozycjami, nie potrafił wykrzesać – tak to wyglądało – pełni możliwości z graczy pokroju Viniciusa, Bellinghama czy uwielbianego w Madrycie Ardy Gulera.Nie znalazł kompromisu na boisku, nie uporządkował drużyny, w efekcie czego nawet kilka miesięcy po jego zatrudnieniu Real prezentował się często jak dziecko we mgle. Zwłaszcza na tle lepszych rywali.Gwóźdź do trumnyCzarę goryczy przelała porażka w Superpucharze Hiszpanii z Barceloną. W niedzielę Królewscy ulegli Katalończykom 2:3, a jednego z goli strzelił Robert Lewandowski.Wcześniej źle wypadali też m.in. na tle Liverpoolu, Manchesteru City czy Atletico. Czy to jednak styl gry, czy podszepty w szatni okazały się decydujące – tego prędko się pewnie nie dowiemy.Krótki eksperyment, jak ogłosił na portalu X Fabrizio Romano, dobiegł końca zdecydowanie wcześniej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Nowym trenerem Realu Madryt został Alvaro Arbeloa – były piłkarz tego klubu i dotychczasowy trener Realu Madryt Castilla, czyli zespołu młodzieżowego zespołu Królewskich.Zobacz też: Weteran wraca na skocznię. Kasai znów w kadrze Japonii