Felieton dziennikarza TVP Info. Tydzień znów minął bardzo szybko i ponownie był wielowątkowy. Dlatego kolejny raz podejdę do niego subiektywnie, a zacznę od cytatu, który zwrócił moją uwagę… – „Pozostali powinni zmienić zdanie i zacząć myśleć logicznie” – powiedziała jedna z posłanek Prawa i Sprawiedliwości w rozmowie z reporterem sejmowym. Pytanie brzmiało „a co z pozostałymi wyborcami?” i padło po słowach posłanki, że prezydent wypełnia wolę wyborców, którzy go wybrali. I właściwie nie trzeba tu żadnego komentarza, jeśli to faktycznie podejście dzisiejszej opozycji. To jasne, że druga strona myśli podobnie, ale mimo wszystko zachowuje pozory dyplomatycznego języka, stara się nie okazywać braku szacunku wyborcom innej partii politycznej. Sytuacja miała miejsce w kontekście spotkania Prezydenta Karola Nawrockiego z Premierem Donaldem Tuskiem. I słowom pani posłanki trudno się dziwić, jeśli słyszy się ton wypowiedzi Rafała Leśkiewicza – rzecznika prasowego Prezydenta RP na konferencji po spotkaniu „na szczycie”. Z jego słów wynika, że Prezydent robi wszystko, co dobre dla kraju i narodu, a rząd tylko psuje.* – Do spotkania rzeczywiście doszło. Media oszalały po pojawieniu się informacji na temat planowanej rozmowy. To pokazuje, jak dużym wydarzeniem jest spotkanie Nawrockiego i Tuska. Nienaturalnie dużym. Ich rozmowy powinny należeć do tych zwyczajnych, niemal codziennych. Ale takie nie są i nie będą. Premier mówił na konferencji, że spotkanie odbyło się w dobrej atmosferze. Trudno w to uwierzyć biorąc pod uwagę wrogość panującą między rozmówcami. Mają o sobie nawzajem najgorsze zdanie, jakie tylko można mieć. Nawrocki uważa Tuska za najgorszego premiera w historii Polski, Tusk uważa Nawrockiego za niegodnego tej funkcji. W takiej sytuacji atmosfera nie mogła być dobra. Dodatkowo Prezydent jest jak PiS – oskarża rząd KO o wszystko, co zawalił rząd PiS. Kwestia umowy Unii Europejskiej z krajami Mercosur jest jednym z przykładów. Przez wiele lat negocjacje w tej sprawie były zawieszone. Wróciły dopiero w 2017 roku, kiedy premierem polskiego rządu była Beata Szydło, a władzę sprawował rząd Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy Pani Premier nie wniosła sprzeciwu, poparła wznowienie negocjacji. I teraz te negocjacje zostały sfinalizowane, co politycy PiS wykorzystują, by uderzyć w rząd Tuska. A rolnicy idą w to bez żadnej refleksji i protestują przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, w której nie ma już ani Beaty Szydło, ani Mateusza Morawieckiego, który nie powstrzymał postępów w rozmowach z krajami Mercosur. Kuriozum. Ale wygodne. *– Od tygodnia świat zastanawia się jak podejść do interwencji Stanów Zjednoczonych w Wenezueli. Choć tak naprawdę porwanie Nicolasa Madury szybko zeszło na dalszy plan, wobec kolejnych wypowiedzi Donalda Trumpa, zwłaszcza tych dotyczących Grenlandii. Pod względem wojskowym akcja w Caracas była wzorcowa, co podkreślają wszyscy, którzy się na tym znają. Pozwoliło to Trumpowi jeszcze bardziej uwierzyć w swoją siłę i pójść dalej w głoszeniu swojej wszechmocy. Stany Zjednoczone przestały być sojusznikiem, któremu można ufać. Prezydent stał się za to źródłem chaosu, niezrozumiałych decyzji i niebezpiecznych planów, które prędzej stawiają go w jednym szeregu z Putinem niż w koalicji dążącej do pokoju. Jakby tego było mało funkcjonariusz ICE – agencji walczącej z nielegalną imigracją – zabija 37-letnią kobietę, która w żaden sposób nikomu nie zagrażała, a Donald Trump broni owego strzelca i gani ofiarę za to, że nie zachowała się „porządnie”. Nie do końca wiadomo, co miał na myśli, używając tego słowa, tłumaczył jedynie, że funkcjonariusz działał w obronie własnej. Renee Nicole Good nie miała powodu, by uciekać czy w jakikolwiek sposób zagrażać komukolwiek. Drugi z funkcjonariuszy powiedział do niej zresztą, by odjechała, a, że jechała po dzieci, chciała wykonać polecenie. Wtedy padły strzały. Zdarzenie miało miejsce półtora kilometra od miejsca, w którym ponad pięć lat temu od strzału policjanta zginął George Floyd. Wywołało to na świecie protesty przeciwko rasizmowi. * – Uderzyły mnie w minionym tygodniu dwa wydarzenia całkowicie różnego kalibru, ale ze wspólnym mianownikiem. Gwałt na policjantce w komendzie w Piasecznie i wyrzucenie do kosza krzyża w szkole podstawowej w Kielnie. Ten wspólny mianownik to reakcja polityków opozycji i ludzi z nią związanych. Potrafią działać błyskawicznie, szybko więc ogłosili, że polska władza zamiata sprawę przestępstwa w Piasecznie pod dywan (krótką pamięć ma poprzednia władza i naraża się przez to na śmieszność), a do Kielna ruszyli obrońcy krzyża z Robertem Bąkiewiczem na czele. I szkoda, że wprowadzili do tych spraw elementy groteski, bo one są niezwykle poważne. Gwałt jest bowiem najobrzydliwszą ze zbrodni i nie może być polem do potyczek politycznych. Krzyż z kolei okazał się zabawką przygotowaną na halloween. Nikt z obrońców krzyża nie sprawdził, co się wydarzyło, zanim wyruszył na tę krucjatę. Najważniejsze było pokrzyczeć coś do megafonu. Owa plastikowa zabawka została zawieszona nad klatką chomika, raczej dla żartu, niż kultu religijnego. Tak naprawdę nauczycielka, która zdjęła ów krzyż i wyrzuciła go, okazała się największą jego obrończynią. Uchroniła go przed profanacją. Czyż nie? Od dawna zastanawiam się, jak słaba musi być wiara tych, których uczucia religijne są obrażane poprzez np.: wyrzucenie jakiegoś przedmiotu do kosza. Przecież ten krzyż nie był nawet poświęcony. *– Nie milkną echa występu Stinga podczas Sylwestra z Dwójką. Należy za to podziękować Dodzie, która wróciła do tej nocy w swoim komentarzu dotyczącym innych komentarzy. Artystkę zirytowały zachwyty nad skromnością i stonowaniem Stinga, który „wystąpił w czapce, kurtce i stał w jednym miejscu”. Dodała również, że pozostali artyści „dali z siebie 100 procent więcej”, a mimo wszystko Sting zgarnia pochwały tylko dlatego, że jest z zagranicy. Problem polega jednak na czymś innym. Sting przy swoich, być może, 50 procentach był po prostu muzykiem z krwi i kości i właśnie tym przebił artystów, którzy dali 100 procent więcej. Bo to „więcej” to były taneczne wygibasy, stroje, które z pewnością nie przypominały czapki i kurtki oraz wdzięczenie się do publiczności. Wszystko oczywiście zależy od oczekiwań. Są tacy, którzy właśnie tego oczekiwali, ale są też tacy, których to zwyczajnie zmęczyło, w niektórych przypadkach zniesmaczyło. Tylko tyle i aż tyle. Doda mówi jeszcze: „I czy mi nie byłoby wygodniej, jakby mi było ciepło, wyszłabym w kurtce, stanęłabym w jednym miejscu przy statywie i nałożyłabym sobie czapkę i po prostu śpiewałabym swoje piosenki? Oczywiście, że tak”. W takim razie polecam. Z przyjemnością obejrzę i wysłucham. I zgadzam się z Dodą, że polscy artyści są tak samo dobrzy. Twierdzę wręcz, ze od wielu zagranicznych gwiazd są lepsi. Wobec tego nie muszą szukać sposobów na zwrócenie na siebie uwagi. Muzyka się obroni, prędzej czy później.*– Turniej Czterech Skoczni za nami. Przykro było znowu patrzeć jak nasi mistrzowie, którzy jeszcze niedawno władali na światowych skoczniach, ledwo mieścili się w dwudziestce. Rozpieścili nas ostatnimi latami. I zrobili to właśnie ci, którzy teraz ciułają punkty. Trudno wyrokować, co się stało, skoro oni sami tego nie wiedzą, a kolejni trenerzy rozkładają ręce. Zadziwiające jest, że słabsze niż zazwyczaj wyniki przyszły tak szeroką ławą – Stoch, Kubacki, Żyła – jakby się umówili. A kiedy wchodzi nowy, Kacper Tomasiak, wbija do czołówki z polotem. Piętnaście lat temu karierę zakończył Adam Małysz. Miał fantastycznych następców, którzy niedługo również zakończą kariery. Chciałbym, by zrobili to tak jak Małysz, który w ostatnim sezonie PŚ zajął trzecie miejsce w generalnej klasyfikacji. *Ciąg dalszy nastąpi za tydzień...