Od pluralizmu do propagandy. 08.01.2026 Tematem pierwszego odcinka „Niebezpiecznych związków” w 2026 roku były nadużycia, dezinformacja i propaganda z czasów rządów PiS. Program prowadziła redaktorka Dorota Wysocka Schnepf.Kulisy zamachu na media publiczneO kulisy zmian w mediach publicznych zapytany został Janusz Daszczyński, prezes TVP od lipca 2015 do stycznia 2016 roku.– Ustawa, która spowodowała trzęsienie ziemi w mediach publicznych, została przyjęta przez parlament w ekspresowym tempie. 28 grudnia wpłynął projekt poselski, 29 było pierwsze czytanie, 30 było drugie i trzeci czytanie, a później poszło to do Senatu i na biurko prezydenta Dudy. Prezydent „wahał się” siedem dni. Ustawa została jednak podpisana 7 stycznia – podkreślił Daszyczński.Gość „Niebezpiecznych związków” mówił także o tym, w jakich okolicznościach poinformowano go o jego dymisji.– 8 stycznia otrzymałem telefon od ministra Dawida Jackiewicza, w którym poinformował mnie, że na moje miejsce nowym prezesem TVP zostaje Jacek Kurski. Byłem przygotowany na coś takiego, bo wiedziałem, że ku temu idzie – zaznaczył Daszczyński.Zobacz także: Raport o hejcie mediów publicznych za rządów PiS. „To historia o groźbach i strachu”Prześladowanie dziennikarzy w mediach publicznychDo kolejnej części programu zaproszono byłych dziennikarzy TVP, by opowiedzieli o swoich doświadczeniach. Zaproszono Justynę Dobrosz-Oracz (znów w Telewizji Polskiej od 2024 roku) i Kamila Dziubkę (obecnie dziennikarza Onetu).– Politycy PiS grozili mi w parlamencie jeszcze przed wyborami (w 2015 roku). Dlatego, wiedziałam, co się szykuje. Nie byłam naiwna i wiedziałam, że będą czystki w telewizji i dziennikarze się nie uchowają. W kuluarach politycy tłumaczyli mi, że nie będą potrzebowali pluralistycznej telewizji, tylko zaangażowanej politycznie – wspomniała redaktorka Justyna Dobrosz-Oracz.Redaktor Dziubka dodał, że miał wrażenie, że „właściwie codziennie jakaś osoba znikała lub nie była uwzględniana w scenariuszu Wiadomości”.– Ktoś nie dostawał tematów, a potem był zapraszany do zastępcy dyrektora TAI, który dostał zadanie pożegnania się z nami. Miał listę nazwisk i tłumaczył – wybranym – że firma nie chce już dalej współpracować. Czasami żadne argumenty tłumaczące tę decyzję nie padały, tak jak w moim przypadku – podkreślił dziennikarz Onetu.Z kolei redaktorka Dobrosz-Oracz odparła, że na do widzenia usłyszała „od dyrektora, który mnie zwalniał sformułowanie, że 'wieje wiatr zmian'”.– Jakie były prawdziwy powody zwolnień? Pamiętam, że z Kamilem byliśmy prawdziwie ortodoksyjni w podejściu do równowagi na antenie (zapraszania gości po równo z każdej opcji politycznej – przyp. red.). Z aptekarską sumiennością mierzyliśmy czas trwania wypowiedzi polityków. Jak PO miała 20 sekund, tak PiS miał 20 sekund. To było nam wpajane od początków naszej kariery – wyjaśniła dziennikarka.Zobacz też: Nagonki i personalne ataki. Raport o mediach publicznych za czasów PiS