Potrafi stawić skuteczny opór rządowi USA. Barry Pollack uchronił Juliana Assange’a z Wikileaks przed więzieniem w USA. Wybronił też jednego z oskarżonych w procesie Enronu, co wydawało się prawie niemożliwe. Teraz ponownie stawi czoła amerykańskiemu rządowi na sali sądowej, reprezentując pojmanego przez USA prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. I jest gotowy na długą batalię z administracją Donalda Trumpa. Jest uzbrojony w ponad 35 lat prawniczego doświadczenia, a swojego najnowszego klienta niemalże sobie sam wywróżył. Co więc sprawia, że Pollack i jego klienci wychodzili zwycięsko z tych wyjątkowo skomplikowanych spraw?Perspektywa rządu niekoniecznie najlepiej tłumaczy fakty– Potrafię rozmawiać z ławą przysięgłych i przedstawić dowody w taki sposób, że mają one dla niej sens, ukazując, że patrzenie na fakty z perspektywy rządu nie jest jedynym sposobem widzenia faktów, a może nawet nie być najlepszym sposobem wodzenia faktów – odpowiedział prawnik w ubiegłorocznej rozmowie z branżowym portalem Lawdragon, który przypomniał sylwetkę.– W pewnym sensie jesteś jak tłumacz. Bierzesz masę bardzo technicznych informacji z branży, z którą ława przysięgłych może nie być zaznajomiona, i przekazujesz je w sposób zrozumiały – dodał.Czytaj także: Maduro za wolną rękę w Ukrainie. Rosja chciała zawrzeć układ z USANajgłośniejszym klientem Pollacka do tej pory był Julian Assange. 54-letni dziś Australijczyk założył w 2006 r. serwis Wikileaks dla sygnalistów z całego świata. Za jego pośrednictwem na świtało dziennie wyszło wiele skandalicznych spraw. Serwis współpracował z wieloma renomowanymi redakcjami podczas ujawniania najróżniejszych szwindli.Assange posiedział, ale nie w USAAle największa bomba medialna wybuchła w listopadzie 2010 r. Assange opublikował na Wikileaks ściśle tajne dane z działań armii amerykańskiej w Iraku i Afganistanie oraz przedstawił dużą partię depesz dyplomatycznych.Chodziło o ćwierć miliona danych od byłej amerykańskiej żołnierki Chelsea Manning. Znalazły się w tym np. zdjęcia z bombardowań w Bagdadzie mogące przedstawiać zbrodnie wojenne. Mówiąc najprościej, ten ogromny pakiet informacji nie był najlepszą reklamą dla wojska USA. Assange znalazł się więc z miejsca na celowniku Amerykanów, którzy chcieli go sprowadzić do siebie.Czytaj także: Rekordowy budżet obronny USA? „Wojsko marzeń”Jednocześnie wobec Assange’a Szwecja toczyła osobne postępowanie w związku z podejrzeniem o gwałt. Pojawiały się głosy, że historię tę sprowokowały amerykańskie służby w celu skompromitowania aktywisty, co miało doprowadzić do jego deportacji do Stanów Zjednoczonych.Australijczyk, za którym Szwedzi wystawili międzynarodowy nakaz zaaresztowania, w obawie przed takim scenariuszem wyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam złamał warunki kaucji, znalazł azyl w ambasadzie Ekwadoru, by później po siedmiu latach azyl stracić i trafić do brytyjskiego aresztu w 2019 r. Łącznie w warunkach pozbawienia wolności takich czy innych Assange przebywał 12 lat.Niezwykła ugodaAmerykanie jednak nigdy nie przestali ścigać człowieka, który ujawnił ich tajemnice. Ale do kraju ostatecznie ściągnąć im się go nie udało. Wielka w tym zasługa właśnie Barry’ego Pollacka. To on doprowadził bowiem do ugody pomiędzy rządem USA i Assange’em w 2024 r. Umowa była niezwykła. Z 17 zarzutów złamania ustawy o szpiegostwie, twórca Wikileaks przyznał się na wyspie Saipan (terytorium zależnym USA) do jednego i mógł w czerwcu tamtego roku wrócić do Australii.Pollack uzgadniał całe przedsięwzięcie z przedstawicielami trzech różnych rządów na trzech kontynentach. Trzeba to jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że udało mu się sprawić, że finałowa rozprawa Assange’a, po kilkunastu latach unikania ekstradycji do USA, odbyła się w miejscu, z którego było mu najbliżej do domu.Czytaj także: Trump wycofał USA z 66 organizacji międzynarodowych– Na mocy tej ugody zgodziliśmy się w zasadzie co do tego, że się nie zgadzamy. Pan Assange przyznał, że wiedział, że otrzymał informacje zastrzeżone, że są one warte opublikowania i że je opublikował. Innymi słowy, przyznał się do tego, co „New York Times” czy „Washington Post” robią dosłownie każdego dnia – wspominał Pollack, zaznaczając, że żaden sąd nie był jednak w stanie rozstrzygnąć, czy działania rządu naruszyły pierwszą poprawkę amerykańskiej konstytucji, dotyczącą wolności słowa.Jak sam zaznaczył, nigdy wcześniej nie miał do czynienia z tego typu postępowaniem.– W przypadku Juliana masz do czynienia z osobą, która nie była obywatelem Stanów Zjednoczonych i opublikowała informacje poza Stanami Zjednoczonymi, a także nie postawiła nigdy nogi w Stanach Zjednoczonych w związku z ani jednym domniemanym zarzutem. Informacje te zostały mu przekazane przez kogoś, kto był w Iraku. Mimo to Stany Zjednoczone najwyraźniej uznały, że mogą to ścigać jako przestępstwo w Stanach Zjednoczonych – zwrócił uwagę waszyngtoński prawnik, który w przeszłości był również asystentem w prokuraturze krajowej okręgu New Jersey.Były agent kontra CIANie była to pierwsza sprawa, gdy adwokat ten odpierał zarzuty złamania amerykańskiej ustawy o szpiegostwie. W 2015 r. jego praca przyczyniła się do znaczącego obniżenia wyroku dla byłego agenta CIA Jeffreya Sterlinga, którego oskarżono o przekazanie zastrzeżonych informacji dziennikarzowi „New York Timesa” Jimowi Risenowi, nawiasem mówiąc, dwukrotnemu zwycięzcy Nagrody Pulitzera.Koniec końców do publikacji w dzienniku nie doszło, ale po latach materiał ten znalazł się w książce Risena o historii CIA. Dotyczył tajnego programu, przy którym Sterling pracował. Agencja doszła do wniosku, że to były pracownik musiał udostępnić dane i w związku z tym wytoczono mu proces. Prokurator domagał się od 19 do 25 lat pozbawienia wolności dla Sterlinga. Pollack złagodził wyrok do 3,5 roku więzienia, zastrzegając, że „sprawa była całkowicie poszlakowa”.Czytaj także: Trumpowi marzy się jej przejęcie. Do kogo należy Grenlandia?– Pan Sterling miał bardzo napięte relacje z CIA. Po odejściu z firmy, pozwał agencję za dyskryminację rasową. Zatem, zdaniem rządu, miał on motyw do ujawnienia informacji, ponieważ był zły na CIA. Z drugiej strony, agencja miała motyw, by zrzucić winę na Sterlinga, a nie na kogokolwiek innego, bo miała napięte relacje ze Sterlingiem. Ostatecznie został skazany. Myślę, że sędzia uważała pana Sterlinga za osobę przekazującą informacje, ale nie wierzyła, że szkody spowodowane tym wyciekiem były w jakikolwiek sposób zbliżone do tych, jak je przedstawiał rząd. I myślę, że właśnie dlatego ostatecznie wydała wyrok, który stanowił niewielki ułamek tego, co przewidywały federalne wytyczne – mówił po latach Pollack.W jego CV są również sprawy prowadzone pro bono, dotyczące wydobycia z więzień bezpodstawnie skazanych, także w ramach słynnego Projektu Niewinność. W jednym z tego typu przypadków Pollack uwolnił z więzienia Martina Tankleffa niesprawiedliwie skazanego za zabójstwo rodziców, gdy miał 17 lat.Jedno z niewielu uniewinnień w aferze EnronuKolejnym głośnym postępowaniem, zakończonym po myśli Pollacka, było całkowite uwolnienie od zarzutów księgowego Michaela W. Krautza z niegdysiejszego amerykańskiego giganta energetycznego Enron. Upadek tej firmy odbił się szerokim echem na świecie. Samo FBI mówiło, że to najbardziej skomplikowana sprawa w historii związana z przestępstwem gospodarczym. 22 osoby skazano w procesie, a Krautz był jednym z kilku, które uniewinniono.Doświadczony adwokat wyznaje w swojej pracy zasadę, że nie powinno się podejmować decyzji za klienta i nakłaniać do konkretnego rozwiązania.Czytaj także: „Trump was zabije”. Amerykańska groźba wobec Iranu– Skłaniam się do tego, że to życie klienta i to klient będzie żyć z konsekwencjami tych decyzji, więc to on powinien je podejmować. Dla mnie naprawdę chodzi o zbudowanie zaufania. Nie będę owijać w bawełnę, nie powiem ci tego, co chcesz usłyszeć. Powiem ci szczerą prawdę, ale zrobię to w taki sposób, że to ty będziesz mieć kontrolę. To ty będziesz uzbrojony w informacje potrzebne do podjęcia właściwej dla siebie decyzji – podkreślił.Wywróżył sobie Nicolasa Maduro jako klientaCo ciekawe, w jakimś sensie Pollack wywróżył swojego następnego klienta w przytaczanym tutaj wywiadzie z kwietnia 2025 r. Pytano go wówczas również o to, jak druga kadencja Donalda Trumpa może wpłynąć na krajobraz wymiaru sprawiedliwości.– Z pewnością wygląda na to, że egzekwowanie prawa – na przykład ustawa o zagranicznych praktykach korupcyjnych – zostanie znacząco ograniczona. Wygląda na to, że Departament Sprawiedliwości chce się skupić, jeśli nie wyłącznie, to przede wszystkim na międzynarodowych kartelach narkotykowych, przestępstwach z użyciem przemocy, a w mniejszym stopniu na przestępczości białych kołnierzyków – stwierdził.Zapowiada się rozległy spór prawnyMinął niecały rok od tych słów i Pollack stawił się nowojorskim sądzie jako obrońca wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro, któremu postawiono cztery zarzuty związane z przerzutem kokainy do Stanów Zjednoczonych. Jeśli sprawa Assange’a była wyjątkowa, to co powiedzieć tym razem?Czytaj także: Miliarder, senator i sfałszowany list, czyli jak Trump walczy o GrenlandięMaduro trafił w ubiegły poniedziałek przed amerykański sąd po tym, jak został schwytany wraz z żoną Cilią Flores w swoim kraju w wyniku zuchwałej i spektakularnej operacji armii USA i jednostki Delta Force. Do winy się nie przyznał, jego żona także.Pollack przyznał, że spodziewa się rozległego sporu prawnego w związku z tym, co określił jako „wojskowe porwanie” Maduro, sygnalizując, że obrona będzie argumentować, że operacja Amerykanów była bezprawna.– Stany Zjednoczone mają niezwykłe pojęcie o swojej jurysdykcji na całym świecie – zauważył Pollack w rozmowie Lawdragon, odnosząc się do sprawy Juliana Assange’a.Ale jak zwróciła uwagę agencja Reutera, amerykańskie sądy zazwyczaj odmawiały umorzenia postępowań w oparciu o zarzuty, że oskarżony został sprowadzony do USA niezgodnie z prawem.„Szaleństwo” Trumpa na wojnie z narkotykamiMaduro to kolejna głowa państwa oskarżona w Stanach Zjednoczonych o nadzorowanie przemytu kokainy do kraju. W czerwcu 2024 r. nowojorski sąd skazał na tej podstawie dwukrotnego prezydent Hondurasu w latach 2014-2022 Juana Orlando Hernandeza aż na 45 lat pozbawienia wolności.Czytaj także: Trump boi się impeachmentu i wzywa do mobilizacjiAle Hernandez, który przeszedł normalną procedurę ekstradycji, długo w więzieniu nie posiedział. Prezydent Donald Trump stwierdził bowiem, że Honduranina „potraktowano bardzo surowo i niesprawiedliwie”, więc go w grudniu 2025 r. uniewinnił. Proszący o anonimowość agent DEA, który pracował przy śledztwie dotyczącym Hernandeza, skwitował krótko w „NYT”, mówiąc, że jest to „szaleństwo”.– Tak nie działa prezydent, który chce uchronić Amerykę przed narkotykami – ocenił z kolei Dick Durbin, senator Demokratów zasiadający w senackiej komisji sprawiedliwości.Co ciekawe w amerykańskim więzieniu przebywa Tony Hernandez, brat byłego prezydenta Hondurasu. Ten z kolei usłyszał wyrok dożywocia w osobnym procesie o narkotyki w 2019 r. Juan Hernandez zarzekał się, jeszcze piastując stanowisko, że z działalnością brata nie miał nic wspólnego.