Anna Maziuk w rozmowie z portalem TVP.Info. Wilki to jedne z największych drapieżników w Polsce, a jednocześnie zwierzęta kluczowe, jeżeli chodzi o utrzymanie równowagi w środowisku naturalnym. Wiele osób uważa, że powinny być tępione ze względu na szkody, jakie wyrządzają zwierzętom hodowlanym. – Odstrzały jedynie zwiększają liczbę szkód powodowanych przez wilki w hodowli, nie odwrotnie. One są zresztą sprzymierzeńcami rolników – wskazała w rozmowie z portalem TVP.Info Anna Maziuk, autorka książki „Instynkt. O wilkach w polskich lasach”. Wyjaśniła też, dlaczego winę za ataki tych drapieżników ponosimy my sami. Łukasz Zaranek (portal TVP.Info): Wilki coraz częściej są widziane w pobliżu ludzkich osad. Ostatnio podwarszawskie Nadleśnictwo Chojnów poinformowało, że zauważonych zostało sześć wilków, czyli najpewniej rodzina. Czy należy się bać?Anna Maziuk: Sam fakt pojawienia się gdzieś wilków nie powinien być powodem do niepokoju. Wilki występują na terenie całego kraju, więc nie powinno nas zaskakiwać, że będziemy je od czasu do czasu widywać.Gdzie można natrafić na wilki?Wilki żyją w grupach rodzinnych, każda rodzina ma swoje stałe, naprawdę duże terytorium, ale rzadko jest to wyłącznie las, bo takich miejsc, które nie byłyby pocięte polami i miejscowościami, już po prostu nie ma. Kluczowe jest, żeby na danym terenie występowały ich ofiary, a te dziś także często przenoszą się na przykład w okolice upraw, dlatego w tych samych miejscach możemy spotkać i wilki. Same lasy chojnowskie to na tyle duży kompleks – ponad 10 tysięcy hektarów – wprawdzie poprzecinany drogami, otoczony miejscowościami, że teoretycznie mogłaby w nim występować jedna wilcza rodzina, choć prawdopodobnie jej terytorium wychodziłoby poza jego granice. Wiem, że badającej wilki Andżelice Haidt na fotopułapki w tamtej okolicy nagrały się dwa osobniki. Czy od tej wiosny towarzyszą im młode? To na razie niepotwierdzone. Podobno mniej korzystają tam z dróg leśnych niż wilki żyjące na mniej zaludnionych terenach, co może wynikać z chęci unikania ludzi. Są ostrożne. Dobrze, że komunikat leśników, którzy opublikowali informację o pojawieniu się drapieżników, był spokojny i merytoryczny. Przy czym, oparty był na zgłoszeniach z zewnątrz, nie obserwacjach samych leśników, dlatego rozwiesili teraz fotopułapki, aby potwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z wilkami. Trzeba pamiętać, że wiele takich zgłoszeń dotyczy watah psów szwendających się po lesie, które ludzie biorą za wilki.Władze Kampinoskiego Parku Narodowego, leżącego na północny-zachód od Warszawy, poinformowały, że w puszczy żyją dwie rodziny wilków, około 20 osobników. Wilków w okolicach stolicy nie brakuje.W Puszczy Kampinoskiej wilki występują od lat i radzą tam sobie bardzo dobrze. Mieszkańcy nie doświadczają z tego powodu nieprzyjemności. Wynika to przede wszystkim ze zrozumienia, że skoro w pobliżu są drapieżniki, muszą dobrze opiekować się psami – wyprowadzać je na smyczy, nie puszczać luzem do lasu.Psy bez smyczy to „wilczy” problem?Tak, to w sąsiedztwie z wilkami kluczowe – zabezpieczanie zwierząt, zarówno towarzyszących, jak i gospodarskich. Jeżeli chodzi o psy, wilki traktują je jak konkurencję – do pożywienia, do terytorium. Często zdarza się, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, że psy są wypuszczane luzem do lasu, na przykład w nocy. Sama często spotykam wałęsające się psy i nie są to miłe spotkania. Powtarzam, że jeśli jakiegoś zwierzęcia w lesie się obawiam, to nie jest to wilk, a takie wałęsające się „Burki”. One nie boją się człowieka, nigdy nie wiadomo, jak się zachowają. Wystarczy jeden, dwa psy, które są puszczane luzem do lasu. Inne wilki respektują granice terytoriów danej wilczej rodziny, ale psy – nie. Załatwiają się tam, podbierają wilcze ofiary, więc wilki odnajdują je potem po zapachu. Jeśli psy przebywają niepilnowane na przykład na nieogrodzonej posesji, mogą zostać zagryzione.Jak można chronić zwierzęta domowe i gospodarskie?Nawet dwumetrowy płot nie pomoże, jeżeli nie jest wkopany w ziemię, co najmniej na pół metra. W przeciwnym razie wilki mogą się pod niego podkopać. Zwykły płotek raczej odpowiednio nie chroni, ale jest to jakiekolwiek zabezpieczenie, jeśli psy są na terenie zamkniętej posesji, bo wówczas właściciel ma szansę zareagować i przepłoszyć drapieżniki. Jeśli natomiast pies będzie w kojcu, pod który można się podkopać czy na łańcuchu, co niestety również ciągle się zdarza, jest w zasadzie skazany na śmierć. I niestety, w konsekwencji, podobnie mogą skończyć wówczas także psy sąsiadów.Ludzie spacerujący po lesie, na przykład z psem na smyczy, są zagrożeni? Co zrobić podczas spotkania z wilkiem?Nie, wilki nie atakują ludzi, nie należymy do repertuaru ich ofiar, odwrotnie – boją się nas. Co innego młode wilki, które mogą być ciekawskie, mogą się nam przyglądać. U dorosłych może się to zdarzyć, jeśli od razu nie zidentyfikowały nas jako człowieka, na przykład ze względu na dużą odległość, gdyż mają słaby wzrok, i niesprzyjający kierunek wiatru. Dzikie wilki nie zagrażają ludziom, ale ich psom – owszem.Ostatnio naukowcy poinformowali, że wilki bardziej boją się ludzkiego głosu niż szczekania psów, wystarczy krzyknąć i można się bezpiecznie wycofać?Pamiętajmy, że to jest dzikie zwierzę, nigdy nie należy podchodzić, zmniejszać dystansu. Jeżeli towarzyszy nam pies, nie spuszczajmy go ze smyczy. Jeśli jest mały, możemy nawet wziąć go na ręce, chodzi o to, żeby był blisko. Możemy coś głośno powiedzieć, ewentualnie krzyknąć, podnieść ręce do góry, dać wyraźny sygnał, że psu towarzyszy człowiek. Gdyby wilki nadal się zbliżały, można na przykład uderzyć kijem o ziemię. Bez zgody Generalnej lub Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska nie mamy jednak prawa ich płoszyć na przykład przy użyciu petard hukowych, ze względu na to, że objęte są ścisłą ochroną gatunkową.Od człowieka odejdą?Zwykle tak. Niepokoić mogą sytuacje, gdy powtarzalnie podchodzą na bardzo małą odległość do zabudowań. Wówczas należy to zgłosić do RDOŚ, bo być może doszło do sytuacji, że jakiś wilk został wybrany z nory, oswojony, a potem ponownie wypuszczony do lasu. On rzeczywiście może mieć mniejszy lęk przed człowiekiem i szukać u niego pożywienia, dlatego że wcześniej był przez ludzi karmiony.A nie jest tak, że wilki idą na łatwiznę i polują na zwierzęta gospodarskie, bo są w wyznaczonym terenie i nie mają gdzie uciec?To inny temat. Jeśli w obrębie terytorium takiej wilczej rodziny występują niepilnowane i niezabezpieczone w żaden sposób zwierzęta gospodarskie, istnieje spora szansa, że wilki je zaatakują, raz, drugi. Szybko przekonają się, że te zwierzęta faktycznie bardzo łatwo można upolować przy małym wysiłku. Wówczas będą to zachowanie powtarzać, tak długo, jak będzie to możliwe. Bo większość zwierząt gospodarskich ani nie ma gdzie ani nie potrafi na tyle szybko uciec. Chyba że są to całe stada krów czy koni, one potrafią się bronić.Pojawiają się głosy domagające odstrzału. To dobry pomysł?Odstrzał nie jest dobrym pomysłem pod żadnym względem. Zwykle dochodzi wówczas do rozbicia wilczej rodziny, a to tylko generuje więcej kłopotów. Jak pokazują badania z bardzo różnych części świata, choćby ze Słowacji czy Estonii – odstrzały jedynie zwiększają liczbę szkód powodowanych przez wilki w hodowli, nie odwrotnie.Dlaczego?Młode wilki z rozbitych grup rodzinnych rozpierzchają się, zaczynają polować na własną łapę, mniej umiejętnie, na najbardziej dostępne ofiary – psy, owce, cielaki. Trzeba pamiętać, że wilki uczą się polować dopiero około pierwszego roku życia, wcześniej rodzice dostarczają im pożywienie. Z kolei dorosłego wilka bardzo trudno odróżnić od młodego, zwłaszcza, kiedy się go widzi przez chwilę i kiedy nie jest w towarzystwie całej grupy. Inna sprawa, że jeśli nawet zabilibyśmy całą wilczą rodzinę z danego terytorium, to ta pusta przestrzeń, tak zwany zlew, zostanie zajęta przez kolejną rodzinę, więc nawet tak drastyczne posunięcie nie rozwiązuje problemu. Gdybyśmy mieli opierać się na tej metodzie, musielibyśmy wybić wszystkie wilki, inaczej zawsze będą pojawiać się kolejne.Eliminacja wilków to katastrofa dla środowiska.Oczywiście. I zaprzeczenie działaniom ochronnym, które podejmujemy od blisko trzydziestu lat. Jeśli nie wyeliminujemy źródeł problemu, czyli między innymi nie zabezpieczymy potencjalnych źródeł pożywienia dla wilków, czyli na przykład zwierząt gospodarskich, to te drapieżniki zawsze będą miały powód, żeby przychodzić.Jakie rozwiązanie jest najskuteczniejsze?Zastosowanie metod ochronny inwentarza takich jak psy pasterskie, nadzór ludzki, pastuchy elektryczne. Naprawdę mamy dziś sporo rozwiązań, które są skuteczne i eliminują lub znacząco zmniejszają szkody. O pomoc czy poradę hodowcy mogą zgłaszać się do Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, które często pozyskują fundusze na przykład na pastuchy czy siatki.Czy jest możliwa jakaś bezpieczna, bezkonfliktowa koegzystencja wilków i ludzi?Oczywiście, że tak, ale wymaga to od nas modyfikacji dotychczasowych zachowań, szczególnie w sytuacji, gdy wilki dopiero zaczynają się pojawiać na danym terenie. Prawdopodobnie mieszkańcy odwykli tam od ich sąsiedztwa, w związku z tym nie mają już przyzwyczajeń, żeby pilnować wspomnianych psów czy innych zwierząt. Jeżeli jednak zależy nam na tym, żeby dzika przyroda miała się dobrze, to wymaga to od nas wzięcia odpowiedzialności i włożenia odrobiny wysiłku w zabezpieczenie towarzyszących nam zwierząt.Straszenie wilkami to najwyraźniej złe rozwiązanie.Nic konstruktywnego z niego nie wynika. Ważna jest edukacja i rzetelne informowanie. Dobrze by było, żebyśmy zaakceptowali, że wilki po prostu żyją blisko nas, że się do tej bliskości przystosowały i żebyśmy przywykli do tego, że czasem będziemy je widywać, tak jak widujemy sarny czy lisy. Ważne jest, żebyśmy pamiętali o zachowaniu granic i to dotyczy także innych dzikich zwierząt, bo na przykład, jeśli dokarmiamy pod oknami bloków jelenie, co ma miejsce na przykład w Ustrzykach Dolnych, to za nimi z czasem przyjdą i wilki. Więc zanim zrobimy raban wokół tracących lęk przed człowiekiem wilków, zastanówmy się, co takiego robimy, co może je przywabiać. Poza tym straszy się wilkami bezpodstawnie, choć śmiertelnych zdarzeń z ich udziałem co najmniej od II wojny światowej nie mamy wcale. A udokumentowane pokąsania, faktycznie dokonane przez wilki na przestrzeni ostatnich lat mieliśmy dwa. W obu przypadkach chodziło o młode wilki, które miały wcześniej kontakt z człowiekiem. Natomiast z opublikowanego ostatnio raportu biegłej sądowej Izabeli Kadłuckiej wynika, że psy dziennie gryzą nawet sto osób, w tym głównie dzieci! Rocznie to kilka do kilkunastu osób, które w wyniku tych obrażeń umierają.Ochrona wilków, jak regulatorów środowiska naturalnego, powinna być kluczowa?Wilki bardzo wspierają dobre funkcjonowanie całych ekosystemów. Pomagają utrzymać w zdrowiu zwierzęta kopytne i ograniczać ich liczebność. Dzięki temu lepiej rosną lasy, bo przeganiane często jelenie nie zdążają zgryzać aż tylu młodych drzewek. Wilki są też sprzymierzeńcami rolników! Polują na dziki, sarny czy jelenie, które niszczą uprawy, i to za darmo!, więc bezkosztowo dla nas. Warto spojrzeć na ich obecność w okolicy także od strony tych korzyści. A strach i straszenie zamienić na potwierdzone informacje i zaciekawienie.***Anna Maziuk (ur. 1986) – reporterka, propagatorka wiedzy o przyrodzie, absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka książek „Instynkt. O wilkach w polskich lasach” oraz „Niedźwiedź szuka domu”.