Sąd nie miał wątpliwości. Sądowy wyrok dla Stanisława Gawłowskiego zapadł latem, ale na jego uzasadnienie trzeba było czekać miesiącami. Teraz dokument wreszcie ujrzał światło dzienne i – jak opisuje WP – rzuca nowe światło na jedną z najgłośniejszych spraw korupcyjnych z udziałem polityka Platformy Obywatelskiej. Stanisław Gawłowski został nieprawomocnie skazany na pięć lat więzienia i dziesięcioletni zakaz pełnienia funkcji publicznych. Sędzia Grzegorz Kasicki już w dniu ogłoszenia wyroku apelował, by z ocenami poczekać właśnie na uzasadnienie.Jednym z najmocniejszych fragmentów dokumentu jest jednoznaczne odrzucenie tezy o „pisowskiej prokuraturze”. Sąd przypomina, że kluczowe czynności śledcze prowadzono w czasach, gdy prokuratura działała pod rządami PO, a nie PiS. Wskazano konkretne nazwiska ministrów sprawiedliwości i prokuratora generalnego, podkreślając, że „narracja o politycznym spreparowaniu sprawy nie wytrzymuje konfrontacji z kalendarzem wydarzeń”. Zdaniem sądu takie zarzuty miały przede wszystkim charakter medialny.Czytaj również: Senator Gawłowski skazany na pięć lat bezwzględnego więzieniaUzasadnienie szczegółowo opisuje też genezę śledztwa, które początkowo w ogóle nie dotyczyło Gawłowskiego. Sprawa zaczęła się od nieprawidłowości przy przetargach melioracyjnych i inwestycjach przeciwpowodziowych. Dopiero zeznania jednego z przedsiębiorców w 2014 roku skierowały uwagę śledczych na możliwe korzyści majątkowe przekazywane politykowi.Apartamenty w Chorwacji i „kanapki wyborcze”Kluczowym wątkiem w uzasadnieniu sądowym były rozliczenia korupcyjne między Stanisławem Gawłowskim a dwoma przedsiębiorcami z regionu zachodniopomorskiego. Jeden z nich, B.K., w 2011 roku przekazał politykowi 100 tys. zł w gotówce na jednym z parkingów, by wesprzeć jego kampanię wyborczą. Innym razem, kiedy nie miał środków na spłatę pożyczki, rozliczył się apartamentem w Chorwacji wartym 48 tys. euro. „Lokal miał stanowić rozliczenie pożyczki, a różnica w wartości – jak ustalił sąd – miała zostać 'odrobiona w przyszłości' przez Gawłowskiego, m.in. poprzez dalszą pomoc polityka w sprawach firmy” – wskazuje WP.Drugi, K.B. z Darłowa, przez kilka lat dostarczał politykowi gotówkę w transzach od 170 do 190 tys. zł, tzw. „kanapki wyborcze”, w zamian za wpływ na wyniki przetargów przeciwpowodziowych i przychylność urzędników. Sąd uznał te relacje za wiarygodne i powiązał je z faktycznym korzystaniem Gawłowskiego z przywilejów, takich jak używanie skuterów wodnych, stołowanie się w lokalach przedsiębiorcy czy oczekiwanie wybudowania domu „tanim kosztem”.Zobacz również: Berlin tonął w ciemnościach, a on grał w tenisa. Chcą dymisji burmistrzaW uzasadnieniu sądu pojawia się niemal reporterska sekwencja zdarzeń: gotówka przekazana na parkingu przy trasie Szczecin–Koszalin, apartament w Chorwacji wart 48 tys. euro oddany w ramach rozliczeń za wcześniejszą pożyczkę oraz reklamówka z 200 tys. zł wręczona podczas spotkania w nadmorskim barze. Sąd podkreśla, że nie były to luźne opowieści świadków, lecz historie spójne z dokumentami, wypłatami gotówki i innymi zeznaniami.Odrzucone tezy GawłowskiegoOdrzucono także argument, że postępowanie było „atakiem na rodzinę” polityka. Jak podkreślono, zarzuty wobec osób z jego otoczenia wynikały z konkretnych ustaleń i dotyczyły ukrywania korzyści, a nie chęci wywierania presji. Sędzia zaznaczył, że takie tezy przekraczają granice dopuszczalnej obrony i mają charakter publicystyczny, a nie prawny. W ocenie sądu nie licują one z powagą procesu.Sam Gawłowski nie uznaje tych argumentów i zapowiada walkę w apelacji. Twierdzi, że wyrok oparto na pomówieniach i „doświadczeniu życiowym” sędziego, a nie na twardych dowodach.Czytaj także: Afera korupcyjna w Ukrainie. Podejrzani w sprawie usłyszeli zarzuty