Jego działalność kosztowała życie 10 osób. Nie żyje Aldrich H. Ames – funkcjonariusz CIA uznawany za najbardziej szkodliwego zdrajcę w historii agencji. Ames zmarł w więzieniu federalnym w Maryland w wieku 84 lat. Działalność szpiega na rzecz ZSRR, a później Rosji, doprowadziła do dekonspiracji niemal wszystkich agentów CIA i służb sojuszniczych działających w Związku Sowieckim oraz krajach Układu Warszawskiego. Według władz USA szpiegostwo funkcjonariusza doprowadziło do śmierci co najmniej 10 osób oraz zniszczenia setek operacji wywiadowczych. Ames wielokrotnie powtarzał, że do zdrady pchnęła go chęć zysku. – Problemy finansowe, nagłe i ciągłe – wyznał podczas przesłuchań.Od 1985 roku szpieg przekazywał Moskwie nazwiska agentów, szczegóły operacji oraz „ogromną liczbę informacji o polityce zagranicznej, obronnej i bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych”. W zamian otrzymał ponad milion dolarów w gotówce, a obiecano mu co najmniej kolejne dwa miliony oraz nieruchomość w Rosji. Już przy pierwszym kontakcie z ambasadą sowiecką w Waszyngtonie zainkasował 50 tys. dolarów za ujawnienie tożsamości dwóch agentów.Zmarł Aldrich H. Ames, który był uznawany za największego zdrajcę w historii CIA. „50 tys. dolarów na start” Według „The Washington Post” Ames tłumaczył się nie tylko samą chęcią zysku. W rozmowie z dziennikarzami gazety, kilka tygodni po aresztowaniu, funkcjonariusz mówił, że jego działania to również efekt specyficznej mentalności, ukształtowanej na długo przed rozpoczęciem współpracy z Sowietami. Kariera Aldricha H. Amesa w wywiadzie i kontrwywiadzie trwała łącznie 31 lat. Pod przykrywką urzędnika Departamentu Stanu w rzeczywistości pracował dla CIA. Jak donosiły media, mężczyzna był wyraźnie dumny z wagi informacji, które oferował Moskwie.– Osobom w byłym Związku Sowieckim i innych miejscach, które mogły ucierpieć w wyniku moich działań, wyrażam najgłębsze współczucie, a nawet empatię – oświadczył cynicznie.Szpieg nie wykazywał skruchy. Minimalizował szkody, do których doprowadziłTwierdził, że podwójne życie wymusiło na nim rozdzielenie myślenia na dwie odrębne sfery.– Mam skłonność do wkładania takich spraw do oddzielnych pudełek, odizolowania uczuć i myśli. Czułem, że sprzedając tych ludzi, wystawiam na podobny los samego siebie – odparł, pytany o to, jak mógł zdradzić kraj i narazić współpracowników na śmierć. „The Washington Post” podkreślił, że Ames do końca minimalizował znaczenie wyrządzonych szkód. – Te wojny szpiegów to poboczny spektakl, który nie miał realnego wpływu na nasze kluczowe interesy bezpieczeństwa – ocenił.W momencie rozpoczynania szpiegowskiego procederu Ames był w trakcie rozwodu z pierwszą żoną, Nancy Segebarth (również pracowniczką CIA), i związał się z Marią del Rosario Casas, która później została jego żoną. Podczas ogłoszenia wyroku w 1994 roku Rosario nie kryła emocji, płacząc na sali sądowej.Ames został skazany na dożywocie bez możliwości ubiegania się o zwolnienie warunkowe. Rosario, oskarżona o współudział, usłyszała wyrok pięciu lat więzienia. Po czterech latach wyszła na wolność i wróciła do syna w Kolumbii.CZYTAJ TEŻ: Jak Amerykanie zawieruszyli dwa kilo plutonu w Himalajach