Niecodzienna sytuacja. Mężczyzna zadzwonił na numer alarmowy przekazując, że jest duszony przez własnego węża, który owinął się wokół jego szyi i którego nie jest w stanie samodzielnie zdjąć. Z głosu telefonującego było słychać, że ma poważne problemy z oddychaniem. Siedem minut później na miejscu byli strażacy. W tym czasie hodowca, na którego szyi zaciskał się dwumetrowy pyton birmański, tracił już przytomność. Strażakom, przy użyciu znacznej siły, udało się uwolnić mężczyznę i odłożyć zwierzę do terrarium.Wężowi nic się nie stało, natomiast jego właściciel wymagał pomocy medycznej.Rzecznik straży pożarnej regionu karlowarskiego, gdzie doszło do zdarzenia, podkreślił, że choć interwencje związane ze zwierzętami zdarzają się często, to przypadek węża zaciskającego się na szyi człowieka nie ma precedensu.Czytaj także: Zderzenie pociągu ze stadem słoni. Siedem zwierząt nie żyjeNie była to jednak pierwsza wizyta strażaków w domu hodowcy. W zeszłym roku ten sam pyton o imieniu Marry zaklinował się i potrzebował fachowej pomocy.