Są zrozpaczeni tym, co się stało. Nieumyślne spowodowanie śmierci i obrażeń ciała oraz pożaru – o takie przestępstwa oskarżeni zostali Jessica i Jacques Moretti, prowadzący bar Le Constellation, w którego pożarze zginęło co najmniej 40 osób a 119 zostało rannych. Policja kantonu Valais poinformowała, że śledczy zidentyfikowali szczątki czworga Szwajcarów: 21-letniej kobiety, 18-letniego mężczyzny, a także 16-letniej dziewczynki i 16-letniego chłopca. Szwajcarska policja poinformowała w sobotę o wszczęciu śledztwa przeciwko parze obywateli Francji – właścicielom baru Le Constellation, w którym doszło do pożaru w sylwestrową noc. Jessica i Jacques Moretti są podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbka na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań. Jacques Moretti powiedział portalowi 20Minutes, że on i jego żona są zrozpaczeni. „Nie możemy spać ani jeść” – stwierdził. Innym mediom mówił, że w lokalu były kontrole bezpieczeństwa. W pożarze Le Constellation, w luksusowym kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii, do którego doszło w Sylwestra 2025 roku, zginęło co najmniej 40 osób a 119 zostało rannych, w tym około 80 jest stanie krytycznym lub bardzo ciężkim. Większość ofiar ma od 16 do 26 lat. Policja kantonu Valais poinformowała, że śledczy zidentyfikowali szczątki czworga Szwajcarów: 21-letniej kobiety, 18-letniego mężczyzny, a także 16-letniej dziewczynki i 16-letniego chłopca. Zwłoki zostały wydane rodzinom. Czytaj także: Polak wśród rannych w pożarze w Crans-MontanieFilmowali pożar zamiast uciekać Z pierwszych ustaleń wynika, że bezpośrednią przyczyną pożaru, który ogarnął dwupoziomowy bar w noc sylwestrową, były iskry z zimnych ogni zamocowanych na butelkach szampana, wyglądających jak małe fajerwerki. Jak ustaliły media, sufit pomieszczenia wykończono pianką izolacyjną, użytą najprawdopodobniej do wygłuszenia sali. Nisko zawieszony sufit szybko zajął się ogniem. W mediach pojawiły się filmy z wnętrza lokalu, na których widać jak młodzi ludzie nagrywają płonący sufit, nie przestając się bawić i tańczyć. Lokal okazał się śmiertelną pułapką, w której młodzi ludzie spłonęli żywcem lub udusili się dymem. Ucieczka stamtąd była utrudniona z powodu wąskich schodów i przejścia – podały szwajcarskie media. Czytaj także: „Hangar bólu” w Crans-Montanie. Modlą się i czekają na informacjeZabójcza pułapka Przedmiotem dochodzenia będzie przede wszystkim to, czy materiał, z którego wykonany został sufit odpowiadał normom bezpieczeństwa i czy wolno było tam używać sztucznych ogni. Ponadto śledczy sprawdzą, czy stosowano tam wszystkie wymagane środki bezpieczeństwa. Młody Włoch Gianni Campolo, który z ojcem Paolo przybył z pomocą do baru, by ratować ludzi, powiedział agencji Ansa w sobotę, że obaj szukali wyjścia ewakuacyjnego, ale znaleźli tylko służbowe drzwi. Nie miały one, jak dodał, mechanizmu bezpieczeństwa. – To były oszklone drzwi, przywarło do nich kilkanaście osób, które chciały wyjść, ale nie mogły, bo drzwi były zamknięte – wyjaśnił 19-latek. Mężczyznom, którzy przybiegli do baru z ich domu położonego tuż obok, udało się potem wraz z innymi osobami sforsować te drzwi. W ten sposób uratowali około dwudziestu uwięzionych ludzi. – Szukaliśmy innych drzwi, były tylko te główne wejściowe. Gdyby było inne otwarte wyjście, byłoby mniej ofiar – stwierdził Gianni Campolo. Czytaj także: „Całą noc słychać było krzyki”. Wstrząsające relacje świadków pożaru