Prace potrwają do 8 stycznia. Pożar w stacji transformatorowej spowodował poważną przerwę w dostawie prądu w pięciu dzielnicach Berlina. Sprawą zajął się wydział kryminalny policji. Funkcjonariusze podejrzewają, że nie był to przypadek. Badają list, w którym sprawcy przyznają się do podpalenia urządzeń. Problemy energetyczne w Berlinie zaczęły się o 6 rano w sobotę (3 stycznia). Brak zasilania dotyczył południowo-zachodniej części Berlina. Bez prądu zostało 50 tysięcy domów i ponad dwa tysiące firm znajdujących się w dzielnicach Nikolassee, Wannsee, Zehlendorf, Lichterfelde i (częściowo) Steglitz.Naprawa uszkodzonych kabli zajmie bardzo dużo czasu – ostrzega Stromnetz Berlin (lokalny dostawca energii). „Stromnetz Berlin pracuje obecnie nad stworzeniem tymczasowego rozwiązania. Spodziewamy się pełnego przywrócenia zasilania dla wszystkich klientów do czwartku po południu (8 stycznia 2026 r.)” – informuje.„Konieczne są teraz rozległe prace ziemne i przeciąganie kabli. Utrudnia to zimowa pogoda. Ponadto, nadal trwają oględziny miejsca pożaru” – czytamy w oświadczeniu Stromnetz Berlin.Policja bada incydent Pożar wybuchł w punkcie energetycznym umiejscowionym na moście nad kanałem Teltow. Policja podejrzewa celowe działanie. Jak poinformowała w sobotnie popołudnie, berlińskie służby otrzymały list, którego sprawcy przyznają się do podpalenia urządzeń. „Nasi funkcjonariusze weryfikują obecnie autentyczność tego pisma” – napisała policja na portalu X.Funkcjonariusze uważają, że sprawcy musieli posiadać poufne informacje, aby spowodować tak rozległe szkody.Podobny incydent miał miejsce we wrześniu ubiegłego roku. Wówczas także 50 tysięcy gospodarstw domowych zostało pozbawionych prądu. Przyczyną było podpalenie słupa energetycznego, a sprawców nigdy nie złapano.Zobacz także: Setki aut uszkodzonych pianką montażową. Śledczy badają rosyjski trop