Podsumowanie tygodnia. Z przymrużeniem oka, nieco ironicznie, ale momentami także całkiem poważnie. Subiektywny Tydzień Zawioły. Subiektywny, bo selekcjonowany przez autora i opisywany jego piórem. Dziś o przełomie roku z różnych perspektyw. – Tematem numer jeden w mediach w okresie międzyświątecznym była pogoda. I to nie jest ta sytuacja, w której sąsiedzi nie mają o czym ze sobą rozmawiać, więc sięgają po ratunek do pogody. Wszak o niej zawsze można coś powiedzieć, najłatwiej ponarzekać. Tym razem jednak warunki atmosferyczne dostarczyły wielu dodatkowych wątków, bo zima weszła do Polski cała na biało. Bezlitośnie przykryła grubą warstwą śniegu dużą część naszego kraju i zaatakowała zamieciami i zawiejami. Trasa S7 stanęła, podróżujący nią ludzie utknęli, w innych regionach kraju wiało, przymarzało i sypało. Prawdziwy armagedon. Kiedy byłem małym chłopcem (brzmi jak piosenka Breakoutu) cieszyłem się z takich zim bezgranicznie. Brodzenie w śniegu było codziennością, droga do szkoły w zaspach, do tego sanki, narty na pobliskiej górce – niczego więcej do szczęścia nie brakowało. Dziś jest inaczej. Dziś śnieg jest anomalią pogodową i już się do tego przyzwyczailiśmy tak bardzo, że kiedy się pojawia, narzekamy. Czytaj też: Sobota pod znakiem oblodzeń. Wprowadzono alert IMGWI w tym wszystkim zapominamy, że śnieg jest w naszym klimacie potrzebny. Jest wodą dla przyrody, jest osłoną gleby i roślinności przed głębokim zamarzaniem. I oczywiście nie muszą to być takie uderzenia jak to z końca roku, jednak utrzymujący się przez dłuższy czas mróz i śnieg powinny nas cieszyć tak, jak latem deszcz. Przecież wytrzymamy dwa tygodnie niedogodności. Zwłaszcza gdy bawić nas będą paski pewnej prawicowej stacji telewizyjnej: „ZIMA ZASKOCZYŁA TUSKA” albo „ZIMA SPARALIŻOWAŁA TUSKA”. * – Mam dwie dobre wiadomości. Pierwsza: kończy się świąteczny czas przełomu roku. Druga: to oznacza koniec różnorakich podsumowań wędrujących po mediach społecznościowych. Jest jeszcze jedna dobra wiadomość – powrót codzienności, ale ona często jest szara, więc mam wątpliwości czy należy uznać tę wiadomość za ze wszech miar dobrą. Zdania są z pewnością podzielone. Ludzkość potrzebuje momentów, dat, by chcieć na przykład zmienić swoje życie, postanowić coś, mieć nową nadzieję i pozbyć się z głowy negatywnych myśli. Koniec roku, początek nowego, bardzo w tym pomaga, mimo że to tylko data. Psychologicznie działa perfekcyjnie, dużo lepiej niż rocznica urodzin, która uświadamia, że się starzejemy. A'propos... to że skończył się 2025 roku, oznacza, że minęło pierwsze ćwierćwiecze XXI wieku. Jak państwo się z tym czują?Niestety świat jest w niezwykle trudnym momencie. Już dawno nie było tyle niepokoju o przyszłość. * – Ten niepokój na naszym kontynencie związany jest oczywiście z agresją Rosji na Ukrainę, której końca nie widać. Wszystkie komentarze i opinie twierdzące, że jesteśmy blisko pokoju, można uznać za tzw. „wishful thinking”, czyli pobożne życzenia. Europa i Prezydent Ukrainy mogą ustalić fantastyczny plan pokojowy, ale dopóki nie zaaprobuje go Władimir Putin, będzie on tylko planem na papierze. Tym bardziej że Donald Trump nadal nie sprawa wrażenia przywódcy pomocnego i wiarygodnego. Wprawdzie chyba już wie, że Putin wodzi go za nos, ale nadal zdarza mu się rosyjskiemu przywódcy uwierzyć. Na przykład w rzekomy ukraiński atak na rezydencję Putina. Prezydent USA, zanim sprawę przeanalizował, zdążył już skrytykować działanie Ukraińców i podzielić się refleksją, że mu się to nie podoba. A wystarczyło powiedzieć: „poczekajmy na dowody”. Te bowiem nie pojawiły się na żadnych etapie dyskusji, co w dzisiejszym świecie mogło budzić podejrzenia. Tyle że Trump żyje w swoim wyimaginowanym świecie. Podczas konferencji prasowej, na której wystąpił wraz z Wołodymyrem Zełeńskim, potrafił powiedzieć, że Rosja życzy Ukrainie sukcesu i może jej w tym pomóc. To dobitny dowód na oderwanie od rzeczywistości. Czytaj też: Uderzenie na Wenezuelę. Te obiekty zaatakowała armia USA*– Przełom roku to także orędzia. W Polsce przemawiało dwóch polityków będących w sporze, który dzieli także społeczeństwo. Prezydent Karol Nawrocki w Sylwestra, czyli jeszcze w starym, Premier Donald Tusk już w nowym. Ktoś, kto byłby złośliwcem, powiedziałby, że to oddaje nastawienie obu panów do Polski. Pierwszy o przeszłości, drugi o przyszłości. Ale że nie jestem złośliwy, to doceniam w orędziu prezydenta pochwały dla rządu za wzmocnienie polskiej gospodarki tak solidne, że Polska znalazła się w grupie G20, największych gospodarek na świecie. Bo przecież nie jest to zasługa Nawrockiego, który pełni swoją funkcję od niespełna pół roku. Prezydent mówił także, że wybierając go na urząd prezydenta, Polacy powiedzieli, że domagają się zmiany kierunku, że nie są zadowoleni z tego, co dzieje się w kraju. Polemizowałbym. Ale też przypomniałbym, że kiedy w 2023 roku Polacy wybrali inną większość parlamentarną, prezydent Duda nie posłuchał tego głosu i powierzył utworzenie rządu Mateuszowi Morawieckiemu. Na dwa tygodnie, co było jasne jak słońce. Donald Tusk w swoim orędziu zapowiedział wielkie rzeczy w 2026 roku. Słuchając kolejnych punktów tego planu, pochylałem się coraz głębiej od ich ciężaru. Trudno uwierzyć, że to wszystko się uda, bo pomocy poza Koalicją Obywatelską premier nie ma zbyt dużej. * – Sposobów na spędzanie Sylwestra jest bez liku. Wszystkie one są podobne do siebie, bo przecież chodzi o zabawę i radość z nadejścia nowego, cokolwiek ze sobą przyniesie. Ale najgłośniejsze i najbardziej spektakularne są imprezy organizowane przez poszczególne telewizje. Największą w tym roku była ta w Katowicach, przed katowickim Spodkiem, z udziałem przede wszystkim Stinga. Nie chcę wnikać w powody, dla których taki artysta zdecydował się na występ na tego typu imprezie. Może to sympatia do polskich fanów, bo przecież lubi do nas przyjeżdżać – był na dwóch koncertach jesienią, zaplanowany jest także koncert w przyszłym roku. Faktem jest natomiast, że pokazał wszystkim, jak prezentuje się prawdziwy muzyk. Nie potrzebuje na scenie dodatkowych atrakcji, udziwnionego stroju, wyzywających póz czy grupy tanecznej (nawet tak świetnej, jak ta z katowickiej imprezy). Sting po prostu zagrał z zespołem i zaśpiewał. Na tym tle zdecydowana większość artystów zaprezentowała się przaśnie. Tak, wiem, to był Sylwester – inne wymagania. I może to właśnie Sting nie dopasował się do charakteru koncertu. I z pewnością nie wszyscy podzielają moje zdanie. Na przykład paskowi wspomnianej wyżej prawicowej telewizji, którzy uraczyli swoich widzów takim oto tekstem: „GDY STING FAŁSZOWAŁ W KATOWICACH NA KONCERCIE NIELEGALNEJ TVP W LIKWIDACJI, RADEK LISZEWSKI PORYWAŁ TŁUMY W CHEŁMIE DO WSPÓLNEGO TAŃCA I ŚPIEWU”. Musiałem sprawdzić kto to jest Radek Liszewski. Okazało się, że to zespół Weekend wykonujący muzykę disco polo. * – W nowy rok wchodzimy ze zmianami w kodeksie pracy, ale też z nowymi wytycznymi dotyczącymi zasad języka polskiego. Ma być łatwiej i ma być mniej dylematów ortograficznych, bo poziom znacząco się obniżył. Mówiła o tym w poranku TVP Info Agnieszka Kopacz, nauczyciel 2025 roku, ucząca języka polskiego. Pokolenie posługujące się językiem głównie w komunikatorach i to skrótami, nie używa polskich liter, nie buduje zdań, na ortografię nie zwraca uwagi, nie czyta książek, czyli nie zaznajamia się z poprawną polszczyzną. Zmniejsza się grupa rodaków dbających nie tyle o piękno, co o jakość języka. To niedbalstwo porównywalne z niesprzątanym od kilku tygodni pokojem nastolatka. Polszczyzną nie mówią politycy, którzy powinni być wzorem (wiem, to idealistyczne i nierealne podejście), a w mediach poprawną polszczyznę słychać coraz rzadziej. Od mylenia końcówek "ą" z "om", przez przypadkowe akcentowanie (nawet Adaś Miauczyński w „Dniu Świra” nie wpoił widzom tych zasad), po używanie sformułowań „wracać z powrotem” czy „dalej kontynuować”. Być może niedługo pojawią się nowe zasady przyzwalające na taki język. A może zniknie także dylemat „ó” czy „u” albo „rz” czy „ż”. Ciąg dalszy nastąpi za tydzień…