Jest w szpitalu w Szwajcarii. Wśród rannych w pożarze w Crans-Montanie jest obywatel Polski – poinformowała szwajcarska policja na konferencji prasowej. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór poinformował PAP, że resort ma wstępne potwierdzenie o jednym rannym Polaku i oczekuje na kolejne szczegóły. Komendant lokalnej policji Frederic Gisler przekazał, że wśród rannych w pożarze w Crans-Montanie jest obywatel Polski.– Polak, który został ranny w pożarze w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana, jest hospitalizowany w Szwajcarii i znajduje się pod opieką rodziny – poinformował rzecznik MSZ Maciej Wewiór.– Jeśli będzie konieczność jakiegokolwiek wsparcia ze strony naszej placówki, oczywiście jesteśmy gotowi do pełnej pomocy konsularnej – zadeklarował rzecznik resortu.Na razie MSZ nie podaje szczegółów na temat rannego Polaka, w tym jego stanu. Liczba rannych i zabitych nie jest ostatecznaFrederic Gisler powiedział na konferencji prasowej, że rannych jest 119 osób, a ponad sto z nich udało się ostatecznie zidentyfikować. W przypadku sześciu pozostałych osób identyfikacja nadal trwa. Do tej pory potwierdzono 47 ofiar śmiertelnych – podał dziennikarz TVP Info Rafał Miżejewski, który jest na miejscu tragedii.Spośród formalnie zidentyfikowanych rannych 71 osób to obywatele Szwajcarii. Jest też 14 Francuzów, 11 Włochów, czterech Serbów oraz Bośniak, Belg, Luksemburczyk, Polak i Portugalczyk.Prokuratorka Beatrice Pilloud, prowadząca śledztwo w sprawie pożaru, podkreśliła, że wszystkie podane do tej pory liczby dotyczące zmarłych i rannych nie są ostateczne.Czytaj też: „Całą noc słychać było krzyki”. Wstrząsające relacje świadków pożaruNa konferencji prasowej w mieście Sion, w pobliżu Crans-Montany, szef władz kantonu Valais Mathias Reynard zapowiedział, że ok. 50 osób rannych będzie leczonych poza granicami Szwajcarii. – Około 50 rannych zostało przetransportowanych lub zostanie przetransportowanych do specjalistycznych ośrodków leczenia oparzeń w krajach, które zaoferowały pomoc – powiedział.Przesłuchano właścicieli baruNajnowsze informacje przekazała też prowadząca śledztwo w sprawie pożaru prokuratorka kantonalna Beatrice Pilloud. Poinformowała, że przesłuchano już dwójkę właścicieli baru – francuską parę, która kupiła lokal w 2015 roku.– Rozważane są wszystkie możliwości, żadna nie jest pomijana. Wszystko wskazuje jednak na to, że pożar wybuchł od ogni bengalskich, przymocowanych do butelek z szampanem i trzymanych zbyt blisko sufitu. Od tego momentu wszystko zaczęło się palić, nastąpił bardzo gwałtowny i rozległy pożar – powiedziała.Kolejny etap śledztwa Pilloud zapowiedziała, że kolejny etap śledztwa obejmie takie aspekty, jak ocena, czy bar spełniał przepisy bezpieczeństwa pożarowego, wcześniejsze remonty lokalu, dostępność odpowiednich systemów gaśniczych oraz ustalenie, czy drzwi wyjściowe spełniały normy.Pilloud przekazała, że nikomu nie postawiono na razie zarzutów w tej sprawie. – Śledztwo będzie nadal koncentrować się na pracach prowadzonych w barze, zezwoleniach na prowadzenie lokalu, środkach bezpieczeństwa, liczbie osób obecnych na miejscu oraz drogach ewakuacyjnych – wyjaśniła.Czytaj też: Pożar pochłonął ponad 160 ofiar. Śledztwo ujawnia powiązania z triadamiŚrodki wdrożone po tragediiSzef kantonalnych służb ratunkowych Fredy-Michel Roten omówił środki wdrożone w czwartek po tragedii. – Ranni zostali poddani wstępnej ocenie w zależności od (...) ich stanu. Następnie zostali przewiezieni do szpitali – przekazał. Dodał, że „część pacjentów zaintubowano i wprowadzono w stan śpiączki farmakologicznej”.Do akcji ratunkowej zmobilizowano 40 karetek pogotowia, 13 śmigłowców i dwa ciężkie pojazdy ratunkowe. Od czwartku na miejscu pracuje 150 ratowników, lekarzy i psychologów medycyny ratunkowej.Polska zaoferowała wsparcieWcześniej w piątek premier Donald Tusk poinformował, że Polska jest gotowa do udzielenia specjalistycznej opieki medycznej poszkodowanym w pożarze. Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka powiedziała, że zaoferowano m.in. miejsca w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.– Polska zaoferowała 14 miejsc dla poszkodowanych w pożarze w szpitalu w Siemianowicach Śląskich. To cztery miejsca na OIOM-ie i 10 dla pacjentów lżej poszkodowanych – powiedziała Gałecka. W pomoc zaangażowany jest też Państwowy Instytut Medyczny MSWiA.Szwajcaria odmówiła ze względu na dużą odległość i barierę językową.Czytaj też: Zabawa na sankach zakończona tragedią. Nie żyje młody mężczyzna