Rośnie liczba ofiiar. Udzielenie pomocy 115 poszkodowanym w pożarze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana oraz identyfikacja śmiertelnych ofiar – to priorytety dla szwajcarskich służb. Podczas zabawy sylwestrowej w barze w kurorcie narciarskim zginęło 40 osób. Prezydent Szwajcarii mówi o jednej w największych tragedii w historii kraju. Od 2 stycznia przez pięć dni flagi są tam opuszczone do połowy.Sylwestrową zabawę ogień przerwał o 1.30. Akcja ratunkowa trwała trzy godziny. Dobę po tragedii hipotez dotyczących tego, co stało się w barze La Constellacion jest kilka. Przyczyny pożaru ustala prokuratura, która podkreśla, że na razie nikt nie jest podejrzany.Z wypowiedzi uratowanych uczestników zabawy i filmów ze środka baru wynika, że grupa świętujących osób trzymała wysoko nad głowami butelki po szampanie z włożonymi do nich zimnymi ogniami. Iskry przeskoczyły na podbitkę niskiego sufitu w barze i niedługo później uczestnicy zabawy kurtkami próbowali ugasić zapalony materiał. W tym miejscu wideo się urywa. Specjaliści pożarnictwa mówią, że potem mogło dojść do zjawiska rozgorzenia. Polega ono na tym, że ogień, który pojawia się w jednym miejscu, bardzo szybko obejmuje wszystkie łatwopalne materiały w pomieszczeniu.Tragiczny pożar w sylwestrową noc w SzwajcariiSzpitale w dziewięciu szwajcarskich miastach pracują na najwyższych obrotach. Możliwe, że część rannych trafi do Włoch. Południowy sąsiad Szwajcarii zgłosił gotowość medycznej pomocy. „W nadchodzących dniach, priorytetem będzie ustalenie tożsamości osób, które zginęły. Chcemy jak najszybciej ich ciała wydać rodzinom. To zajmie kilka dni” – zapowiedział szef policji kantonu Valais, Frédéric Gisler.Kurort Crans-Montana w Alpach szwajcarskich to popularny cel zimowych wyjazdów. Wypoczywają tam często osobistości ze świata biznesu, kultury i rozrywki. Bardzo popularny był także bar, w którym w sylwestrową noc doszło do tragedii.Czytaj także: Sylwester pod znakiem zamieszek i pożarów. Spłonął zabytkowy kościół