Wszystko wyjaśni się w marcu. Słodko-gorzki był to rok dla piłkarskiej reprezentacji Polski. „Gorzki”, bo kibice zmuszeni byli przez ponad pół roku znosić Michała Probierza w roli selekcjonera. „Słodki”, bo Cezary Kulesza poszedł po rozum do głowy, zwolnił go i zatrudnił człowieka, który od wielu lat zdawał się być wręcz stworzony do tej roli. W 2026 rok wchodzimy z Janem Urbanem u steru i… wielkim marzeniem o mundialu. Na papierze nie wyglądało to tragicznie. Michał Probierz powinien stracić pracę po słabych mistrzostwach Europy, na których Polska nie wyszła nawet z grupy, ale z jakiegoś powodu postanowiono dać mu drugą szansę. W 2024, po zakończeniu turnieju, rozegraliśmy jeszcze sześć meczów: cztery przegraliśmy, jeden zremisowaliśmy, jeden – ze Szkocją – udało się wygrać (3:2). Porażki brzmią źle, ale oberwać z Chorwacją czy Portugalia to przecież nie wstyd. Gorzej, że graliśmy zwyczajnie słabo. Bardzo słabo.Nie trzeba było eksperckiej wiedzy, by zorientować się, że kadrę z Zielińskim czy Lewandowskim stać na więcej niż bezsensowne kopanie w tę i z powrotem. Kibice naciskali na prezesa PZPN, Cezarego Kuleszę, by pozbył się Probierza jeszcze przed rozpoczęciem eliminacji do mistrzostw świata, ale ten – z sobie tylko znanych przyczyn – kurczowo trzymał się swojego trenerskiego pupila. Obaj znali się jeszcze z Jagiellonii Białystok, gdy klub sięgał po wicemistrzostwo Polski. Ten sentyment miał działać na korzyść selekcjonera, od którego stopniowo odwracali się nie tylko kibice, ale i kolejni piłkarze. Czytaj też: Więcej niż niesmak. Dla tej kadry nie ma już żadnej nadzieiDwa marcowe mecze, z Litwą (1:0) i Maltą (2:0), utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że jest źle. Że projekt nie ma sensu. Gdy w czerwcu przegraliśmy sensacyjnie (?) z Finlandią w Helsinkach, wydawało się oczywiste, że Probierz podda się sam. Że wyjdzie na konferencję, „odda się do dyspozycji prezesa” i spróbuje znaleźć godne wyjście z sytuacji. Zwłaszcza, że kadrą targał również potężny kryzys wizerunkowy: kilka chwil wcześniej selekcjoner odebrał opaskę Robertowi Lewandowskiemu, na co ten odpowiedział… rezygnacją z gry w biało-czerwonych barwach. Dopóki odpowiada za nią Probierz, rzecz jasna.Zrobiło się gorąco. Na tyle gorąco, że Kulesza selekcjonera pogonić musiał. W grę wchodziły nie tylko nieprzychylne nagłówki w gazetach czy utyskiwanie kibiców – z tym sobie już przecież radził – ale milionowe kontrakty z najważniejszymi partnerami kadry. I tu przechodzimy do etapu „słodkiego”.Jan Urban został zaprezentowany w lipcu i już od pierwszych chwil dał się poznać jako człowiek serdeczny, otwarty, gotowy sprawić, by reprezentację Polski (znów) dało się lubić. A że przy okazji zaczął od sensacyjnego remisu z Holandią w Rotterdamie (1:1) i efektownej wygranej z Finlandią (3:1) w Chorzowie, stało się jasne, że wkraczamy w nowy etap. Lepszy etap. „Probierzowa” porażka z Finlandią właściwie wykluczała nas z walki o zwycięstwo w grupie i bezpośredni awans na mundial. Na nic więc były dwa remisy z faworyzowanymi Holendrami – najważniejsze, że dzięki zmianie selekcjonera udało się uratować marcowe baraże. Cel na 2026 rok jest jasny: zagrać na mistrzostwach świata. Do USA, Kanady i Meksyku przyjedzie aż 48 zespołów i wszyscy nad Wisłą mają nadzieję, że znajdzie się wśród nich również Polska. Droga do Ameryki Północnej jest jednak, niestety, długa. W przenośni i dosłownie.Najpierw baraże…26 marca zagramy na PGE Narodowym z Albanią. Na mundialu piłkarze Sylvinho nigdy co prawda nie grali, ale dali się poznać z dobrej strony na Euro 2016 i 2024. Napsuli krwi Włochom czy Hiszpanii, a z Chorwacją nawet zremisowali. W eliminacyjnej grupie ustąpili tylko Anglikom, co nie jest przecież żadnym wstydem. Przytrafiły im się jednak remisy z Łotwą czy Serbią, więc to nie tak, że do stolicy Polski przyleci jakaś kiełkująca europejska potęga. Sam fakt, że w składzie mają głównie graczy z Serie A, świadczy jednak o tym, że spacerku też nie będzie.A nawet gdyby był – danie główne zaplanowano pięć dni później. Jeśli wygramy z Albanią, to 31 marca zagramy, niestety na wyjeździe, ze Szwecją (w Szwecji) lub Ukrainą (w… Hiszpanii). Szwedzi mają za sobą tragiczne eliminacje, okres do zapomnienia, niedawno ciężką kontuzję odniósł też ich najlepszy gracz – Alexander Isak, ale to drużyna z ogromnym potencjałem. Dość powiedzieć, że selekcjonerem Trzech Koron został w październiku Graham Potter: niedawno gorące trenerskie nazwisko, za którego Chelsea płaciło dziesiątki milionów funtów (!) Brighton. Potter ma za sobą gorszy okres, więc nie wybrzydzał, ale Anglik na tym stanowisku to nie przypadek: w składzie Szwedów dominują gracze z Premier League, na czele z Kulusevskim, Elangą czy Gyokeresem. Jest więc z czego, na nasze nieszczęście, „szyć”.Nie będziemy faworytami wyjazdowej potyczki ze Szwedami. Nie będziemy też faworytami starcia z Ukrainą, choć wydaje się, że to nieco łatwiejszy rywal. Tamtejsza piłka klubowa, z wiadomych względów, przeżywa słabszy okres, a i ci grający w zagranicznych ligach nie spisują się tak, jak jeszcze kilka lat temu. Legendarny Serhij Rebrow, który z kadrą pracuje od 2023 roku, trochę jak Probierz: na ostatnich mistrzostwach Europy nie wyszedł z grupy, ale dostał drugą szansę. W eliminacjach nie sprostał Francji, ale wyprzedził Azerbejdżan i Islandię, stąd jest jeszcze na stanowisku. Oby stracił je po rywalizacji z Polską.…a potem mundial?Przyjmijmy, że wszystko kończy się dobrze. Pokonujemy w Warszawie Albanię, pięć dni później eliminujemy Ukraińców i Szwedów – gramy na mistrzostwach świata. Terminarz jest już wylosowany. Wiemy więc, ze zagramy w grupie F. Wiemy, że ponownie spotkamy się z Holendrami, a do tego jeszcze Japonią i Tunezją. Areną pierwszego ewentualnego meczu Polski na MŚ 2026 będzie Estadio BBVA w meksykańskim Monterrey. Kibiców czeka zarwana nocka, bowiem pierwszy gwizdek spotkania rozbrzmi – według polskiego czasu – 15 czerwca o godzinie 4:00.Potem Oranje. W Teksasie. Pora meczu na NRG Stadium w Houston jest bardziej przystępna – 20 czerwca o 19:00. Na koniec – podobnie jak w 2018 roku – przedstawiciele Kraju Kwitnącej Wiśni. To spotkanie z naszej perspektywy również odbędzie się w nocy – 26 czerwca o 1:00 na AT&T Stadium w Dallas.Mundial rozpocznie się 11 czerwca meczem jednego ze współgospodarzy imprezy – Meksyku – z Republiką Południowej Afryki. Finał, czyli 104. spotkanie (!) na tym turnieju, odbędzie się 19 lipca na MetLife Stadium w New Jersey.Czytaj też: Ten, który ciągle się uśmiecha. Jak Urban wchodził do piłki