Niestety, zdarzyło się naprawdę. Dyrektorkę domu pogrzebowego w Leeds i jej przerażające praktyki zdemaskowała jedna z matek. Kobieta zastała u niej swoje martwe dziecko w nosidełku przed telewizorem. Syn Zoe Ward zmarł w 2021 r. z powodu uszkodzenia mózgu. Miał raptem trzy tygodnie. Zrozpaczona matka natrafiła w mediach społecznościowych na firmę przeprowadzającą pogrzeby dzieci.Ubranka, odciski dłoni i zdjęciaFlorrie's Army zapewniała nie tylko ceremonię, ale ubranka, odciski dłoni i zdjęcia. Ward ucieszyła się, że jej mały Bleu będzie pod profesjonalną opieką. Jednak kiedy odwiedziła go w domu pogrzebowym, nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Jej zmarły syn zamiast leżeć w specjalnie chłodzonym łóżeczku, „siedział” w nosidełku w salonie i „oglądał” kreskówki.Wedle relacji zszokowanej matki, prowadząca dom pogrzebowy dla dzieci Amie Upton miała powiedzieć jej wówczas: „Wejdź, oglądamy Pidżamersów”.Czytaj także: Turecka policja poszukuje pływaka. Rosjanin chciał przepłynąć BosforNa sofie leżało kolejne martwe dziecko– W kącie stoi drapak dla kota, słyszę szczekanie psa, a na sofie leży kolejne [martwe] dziecko. To nie był miły widok – wspomina Zoe Ward.Kobieta zadzwoniła wówczas do swojej matki, krzycząc do telefonu, że musi zabrać stamtąd ciało swojego synka. Informacje o tym, co się stało, przekazała śledczym.O swoim doświadczeniu z Amie Upton opowiedziała także anonimowo inna para rodziców. Myśleli, że ich zmarła córka do czasu pogrzebu pozostanie w domu pogrzebowym w Headingley. Tydzień później dowiedzieli się, że ciałko jest w oddalonej o 8 km firmie Florrie's Army. Matka przekazała policji, że jej zdaniem nie było ono utrzymywane w odpowiedniej temperaturze, bo w zakładzie „naprawdę śmierdziało, jakby w środku nie było chłodzone”.Babcia dziewczynki skomentowała warunki przechowywania ciała wnuczki: „To było po prostu szaleństwo. Gdybym komuś opowiedziała tę historię… pomyśleliby, że to horror”.Przechowywanie ciał. Luki w przepisachW efekcie policyjnego dochodzenia, dyrektorce dziecięcego zakładu pogrzebowego zakazano współpracy ze szpitalami w Leeds. 38-letnia Amie Upton otrzymała także zakaz wstępu na oddziały położnicze i do kostnic w mieście.Sama Upton zapewniła, że jej organizacja wspierająca osoby po stracie dziecka i świadczącą usługi pogrzebowe, otrzymała tylko dwie skargi. Zarząd szpitala w Leeds poinformował z kolei, że w ciągu ostatnich lat powiadomiono go o „kilku poważnych obawach” dotyczących działalności Florrie's.Czytaj także: Strzelanina w katolickiej szkole. Są ofiary śmiertelneUpton swoją firmę nazwała Florrie's Army na cześć własnego dziecka, które urodziło się martwe w 2017 r.W Anglii i Walii nie ma obecnie przepisów regulujących działalność domów pogrzebowych ani sposobu obchodzenia się z ciałami i ich przechowywania.