Dziesiątki tysięcy psów znikają w Polsce bez wieści

Zdaniem organizacji prozwierzęcych, w schroniskach giną dziesiątki tysięcy psów rocznie (Fot. Wikipedia)

Co roku nawet sto tysięcy psów trafia do miejsc, w których trudno ustalić ich los – szacuje Biuro Ochrony Zwierząt Fundacji ARGOS, która monitoruje sytuację w polskich schroniskach. Dziesiątki tysięcy z nich zostaje zabitych, zagryzionych, umiera z głodu lub wyczerpania. Za rzekomą opiekę nad zwierzętami płacą samorządy.

W Polsce istnieje około 140 oficjalnie zarejestrowanych schronisk dla zwierząt. Obok nich funkcjonują schroniska niezarejestrowane. Najczęściej nazywają się przytuliskami, przechowalniami zwierząt i czasowymi domami opieki. Nie podlegają nadzorowi służb weterynaryjnych, a ich działalność nie jest monitorowana przez gminy.

– Z danych Inspekcji Weterynaryjnej wynika, że do zarejestrowanych schronisk trafia od 70 do 100 tys. psów rocznie. Można ostrożnie szacować, że kolejne 70 tys. zwierząt trafia do niezarejestrowanych przytulisk, schronisk albo po prostu do firm, które wywożą je w niewiadomym kierunku – alarmuje Tadeusz Wypych z Biura Ochrony Zwierząt.

Brak nadzoru nad takimi podmiotami często skutkuje patologiami. Przed rokiem portal tvp.info opisał sprawę weterynarza z Obornik Śląskich. Prowadził hotel dla zwierząt i trudnił się wyłapywaniem bezdomnych psów i kotów. Gdy przedstawiciele Stowarzyszenia Help Animals postanowili sprawdzić, co dzieje się z uratowanymi przez niego zwierzętami, lekarz przedstawił umowy adopcyjne. Okazało się jednak, że są sfałszowane. – Nie mamy wątpliwości, że uśmiercał zwierzęta. W sumie życie mogło stracić nawet kilkadziesiąt albo kilkaset psów – relacjonował Dariusz Wilbik, prezes stowarzyszenia.

Zdaniem Biura Ochrony Zwierząt, podobnych przypadków jest w Polsce więcej. – Przykłady można wyliczać bez końca – przyznaje Tadeusz Wypych. – Trzech przedsiębiorców z województwa mazowieckiego dokonało w latach 2005-2008 nielegalnej likwidacji ponad trzech tysięcy psów. Samorządy zapłaciły za to 1,6 miliona złotych. W niewyjaśnionych okolicznościach setki psów znikały też w Wieluniu w woj. łódzkim oraz w Błoniu pod Warszawą. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej – podkreśla.

Ile zwierząt znika rocznie z niezarejestrowanych schronisk albo jest wywożonych do nieustalonych miejsc? Biuro Ochrony Zwierząt tłumaczy, że liczba jest trudna do oszacowania. – Na pewno idzie ona w dziesiątki tysięcy rocznie – mówi Tadeusz Wypych.

Osoby zajmujące się działalnością tego typu najczęściej tłumaczą różnice w liczbie psów wysokim wskaźnikiem adopcji. – Przykładem może być działające obecnie w woj. lubelskim Łukowskie Towarzystwo Przyjaciół Zwierząt. Odławia kilkaset zwierząt rocznie, nie posiadając nawet schroniska. Przedstawia wskaźniki adopcji, których osiągniecie jest nierealne – wyjaśnia Katarzyna Śliwa-Łobacz, działaczka prozwierzęca z fundacji Mondo Cane.

Jednak zdaniem organizacji pozarządowych, patologie mają miejsce także schroniskach zarejestrowanych. Schronisko w Chrcynnie niedaleko Nasielska traci 48 proc. przyjętych psów, głównie z powodu wzajemnego zagryzania się. Z kolei schronisko w Wojtyszkach pod Sieradzem w latach 2005-2010 przyjęło 5,7 tys. zwierząt. Obecnie przebywa tam ich o połowę mniej. Zdaniem obrońców praw zwierząt, w schronisku tworzą się sfory, które rozszarpują nowo przyjęte zwierzęta.

Za dzień pobytu jednego psa w schronisku samorządy płacą przeciętnie 7 złotych. Oznacza to, że rocznie za opiekę nad psami, których los jest trudny do ustalenia, polskie państwo płaci miliony złotych. Dlaczego samorządy nie interesują się losem zwierzaków? – Zależy im tylko na tym, by jak najmniejszym kosztem pozbyć się problemu. Na usługę opieki na zwierzętami rozpisują z reguły przetargi, w których najważniejszym kryterium jest cena. Wygrywają oferty, które zakładają nierealne stawki za opiekę nad zwierzętami – tłumaczy Katarzyna Śliwa-Łobacz.

Z problemu zdaje sobie sprawę Główny Inspektorat Weterynarii. Przed miesiącem portal tvp.info poinformował, że GIW pracuje nad zmianami w prawie, które mają sprecyzować powierzchnię przysługującą w schronisku każdemu psu lub kotu. Właściciele placówek będą musieli też fotografować zwierzęta i wszczepiać im elektroniczne czipy, ułatwiające identyfikację. Ma to umożliwić zbadanie dalszych losów zwierzęcia.

Wiktor Ferfecki

źródło:

– Samorządom zależy tylko na tym, by jak najmniejszym kosztem pozbyć się problemu – tłumaczy Katarzyna Śliwa-Łobacz

Zobacz więcej