Świat wciąż na krawędzi

Ha-Joon Chang (fot.PAP/EPA/JEON HEON-KYUN)

– Jest zbyt wcześnie, by mówić, że światowa gospodarka wyzdrowiała. Wydaje się mało prawdopodobne, by z powrotem popadła w recesję w sensie spadku produkcji, ale może doświadczyć długotrwałego okresu spowolnionego wzrostu i wysokiego bezrobocia – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Ha-Joon Chang, czołowy koreański ekonomista, profesor Narodowego Uniwersytetu w Seulu i wykładowca ekonomii rozwoju na Uniwersytecie Cambridge.

Co Pan sądzi o obecnej sytuacji światowej gospodarki? Czy uważa Pan, że grozi jej recesja?

Niektórzy twierdzą, że o ile strefa euro się nagle nie załamie (co jest mało prawdopodobne), można będzie stwierdzić, że światowa gospodarka wreszcie wychodzi z kryzysu zapoczątkowanego w 2008 roku – giełdy idą w górę; bezrobocie, przynajmniej w USA, spada; chińska i japońska gospodarka utrzymują szybki wzrost. Ale już to przerabialiśmy. Wiosną 2010 roku słyszeliśmy chór głosów, że kryzys się skończył. Prawda jest taka, że światowa gospodarka wciąż balansuje na krawędzi. Kryzys strefy euro, który – za wyjątkiem Grecji – stanowi, ostatecznie rzecz biorąc, raczej rezultat załamania się prywatnego sektora niż nadmiernych wydatków państwa, jest najbardziej widoczny, ale istnieją gospodarki nienależące do strefy euro – takie m.in. jak brytyjska, polska, węgierska, łotewska i islandzka – które wciąż cierpią na skutek konsekwencji kryzysu finansowego z 2008 roku. Uzdrowienie gospodarki amerykańskiej również nie jest jeszcze pewne.

Jeśli chodzi o Indie i Chiny, musimy przede wszystkim dostrzegać ich znaczenie we właściwej perspektywie. Nawet z 1,3 miliarda ludzi i po trzech dekadach super wzrostu chińska gospodarka wciąż stanowi jedynie około 9 proc. światowej gospodarki, a gospodarka indyjska mniej niż 2,5 proc. A zatem nawet jeśli kraje te będą nadal osiągać szybki wzrost ekonomiczny, los światowej gospodarki będzie określany głównie przez to, co dziać się będzie w Europie i USA.

Co więcej, nie ma żadnej gwarancji, że Chiny i Indie nadal będą rozwijać się w obecnym tempie. W Indiach ogromnie wzrosły nierówności dochodów, ale ich elity dotąd odmawiały uznania tego zjawiska za problem. Jednakże ta kwestia staje się tak poważna, że obecnie we wschodnich Indiach obserwujemy wyraźne odrodzenie naksalitów – niegdyś podupadłej partyzantki maoistowskiej. Jeśli te i inne niepokoje społeczne nabiorą na sile, będą mogły zaszkodzić stojącym przed tym krajem perspektywom wzrostu. Chińskie elity wydają się bardziej świadome negatywnych skutków wzrastających nierówności, ale nie zrobiły dość, by nad nimi zapanować – kraj ten, o czym cudzoziemcy nie mają najmniejszego pojęcia, doświadcza co roku dziesiątków tysięcy zamieszek, strajków i innego typu wybuchów konfliktów społecznych.

Narasta również niepokój odnośnie realności wielu spośród projektów infrastrukturalnych zapoczątkowanych dzięki rozbudowanemu „pakietowi stymulacyjnemu” wprowadzonemu po doświadczeniach 2008 roku. Są też oznaki, iż narasta bańka finansowa, ponieważ chiński rząd coraz bardziej traci kontrolę nad systemem finansowym. Daleko idąca zależność Chin od eksportu oznacza także, że spadek popytu w Europie i USA – największych chińskich rynkach eksportowych – będzie prowadzić do znaczącego spowolnienia gospodarczego wzrostu.

Ogólnie rzecz biorąc, jest zbyt wcześnie, by mówić, że światowa gospodarka wyzdrowiała. Wydaje się mało prawdopodobne, by z powrotem popadła w recesję w sensie spadku produkcji, ale może doświadczyć długotrwałego okresu spowolnionego wzrostu i wysokiego bezrobocia.

Co sądzi Pan o reformach, które są wprowadzane w Grecji?

Czy wierzy Pan, że strategia greckiego rządu okaże się słuszna? „Reformy”, które wprowadzane są w Grecji – polegające głównie na zmniejszaniu rządowych długów poprzez cięcie wydatków socjalnych i prywatyzowanie państwowych przedsiębiorstw – są z dwóch powodów problematyczne. Po pierwsze, obecna strategia reformowania nie sprawdza się jako środek walki z kryzysem związanym z państwowym długiem. Pomimo olbrzymich ograniczeń rządowych wydatków, zadłużenie greckiego rządu niewiele spada, ponieważ wielkie i gwałtowne cięcia wywołały recesję, która zmniejszyła wpływy z podatków i tym sposobem w dużej mierze anulowała efekty redukcji wydatków.

Historia wielokrotnie wykazała, że najlepszym sposobem radzenia sobie z publicznym zadłużeniem na dużą skalę jest generowanie wzrostu, a nie cięcie wydatków. Wzrost daje większe wpływy z podatków i jednocześnie automatycznie zmniejsza takie składniki rządowych wydatków jak zasiłki dla bezrobotnych i dla osób o niskich dochodach.

Po drugie, nawet gdyby radykalne cięcie wydatków mogło rozwiązać problem zadłużenia państwa, sposób, w jaki są wprowadzane, jest zupełnie nie do przyjęcia. Cięcia, co zrozumiałe, spotykają się z masowymi społecznymi protestami, ponieważ społeczeństwo ma słuszne poczucie, że „społeczny kontrakt” państwa jest pośpiesznie spisywany na nowo bez demokratycznej debaty.

Ponieważ opór ten byłby nie do zniesienia dla jakiegokolwiek rządu mającego demokratyczną sankcję, Grecja została zmuszona do ustanowienia „technokratycznego” gabinetu, który nie opiera się na poparciu społecznym. Ostatnio niemiecki minister finansów posunął się o krok dalej i zasugerował, że Grecja powinna odłożyć zbliżające się wybory na później, zakładając, że Grecy mogliby dokonać „niewłaściwego” wyboru i wyłonić rząd przeciwny „reformom” zalecanym przez kraje strefy euro. Grecja jest zatem teraz zmuszona do wybierania pomiędzy demokracją a zadowalaniem rynku finansowego. Nie sądzę, by ta strategia sprawdziła się na dłuższą metę.

Jak postrzega Pan przyszłość Unii Europejskiej? Jakie rozwiązanie zaproponowałby Pan w sytuacji, w której kraje strefy euro jeden po drugim padają ofiarą kryzysu?

źródło:

Historia wielokrotnie wykazała, że najlepszym sposobem radzenia sobie z publicznym zadłużeniem na dużą skalę jest generowanie wzrostu, a nie cięcie wydatków

Unia Europejska, jako strefa wolnego handlu i luźny związek polityczny powinna być w pełni zdolna do funkcjonowania. Sądzę jednak, że zjawiska zachodzące w strefie euro sprawiły, że przyszłość całej Unii stanęła pod znakiem zapytania. Problem ze strefą euro polega na tym, że narzuciła ona bardzo zróżnicowanej gospodarce jedną walutę bez wprowadzenia niezbędnych instytucji wspierających. Nie ma spójnie działającego banku centralnego – EBC działa jak bank centralny, ale tylko wtedy, gdy chce albo jest do tego zmuszany. Istnieje jedynie minimalna konsolidacja fiskalna. I nie ma prawdziwej mobilności na rynku pracy w tym sensie, że chociaż nie istnieją prawne bariery w przemieszczaniu się pracowników, ludzie nie mogą swobodnie wędrować z kraju do kraju z powodu barier językowych i kulturowych – gdyby mieszkańcy UE mogli się przemieszczać równie swobodnie jak mieszkańcy USA z jednego stanu do drugiego, zobaczylibyśmy falę ludzi opuszczających Grecję i przenoszących się do Niemiec, Holandii czy Finlandii.

Gdyby bogatsze kraje strefy euro traktowały Grecję tak, jakby była ona ich własnym małym regionem czy dużym miastem i już na samym początku właściwie ją dofinansowały, kryzys w Grecji nie rozprzestrzeniłby się poza jej granice. Czy można sobie wyobrazić, by Niemcy dopuściły do tego, aby fiskalny kryzys, powiedzmy w Lipsku, rozprzestrzenił się do tego stopnia, aby wszystkie inne niemieckie miasta i regiony znalazły się pod presją ze strony rynku finansowego, a przyszłe istnienie samych Niemiec stało się wątpliwe? Tego jednakże nie uczyniono i obecnie mamy sytuację, kiedy wszystkie kraje strefy euro, za wyjątkiem kilku, jak Niemcy, Holandia czy Finlandia, są potencjalnie zagrożone przez rynek finansowy, a dalsza egzystencja strefy euro jest wątpliwa.

Jeśli grecki kryzys nie zostanie właściwie opanowany i rozprzestrzeni się do Hiszpanii, nie mówiąc o Włoszech i Francji, być może kraje strefy euro będą musiały odwołać się do ekstremalnych środków takich jak tymczasowy zakaz publikacji ratingów kredytowych i zezwolenie krajom na zbankrutowanie w uporządkowany sposób (mechanizm bankructwa krajów trzeba było wziąć pod uwagę już na samym początku).

Teraz, gdy strefa euro kruszy się pod wpływem napięć ekonomicznych, polityczna jedność, która miała stanowić fundament Unii Europejskiej, okazuje się dużo słabsza niż zakładano. Gdy ta jedność w ramach strefy euro zostanie podważona, nie będzie wiadomo czy sama Unia Europejska będzie zdolna przetrwać w dalszej perspektywie.

źródło:

Problem ze strefą euro polega na tym, że narzuciła ona bardzo zróżnicowanej gospodarce jedną walutę bez wprowadzenia niezbędnych instytucji wspierających

Co myśli Pan o obecnej sytuacji Stanów Zjednoczonych? Jaki jest stan amerykańskiej gospodarki?

Jak już wspominałem, są oznaki, że amerykańska gospodarka powoli dochodzi do siebie. Bezrobocie spada i nastąpiło całkiem znaczące ożywienie przemysłu wytwórczego. Amerykańskie firmy zredukowały swoje długi bardziej niż firmy w większości innych bogatych krajów, co umożliwi im agresywną ekspansję, gdy pojawią się dogodne warunki.

Jednakże wciąż jest za wcześnie by twierdzić, że w USA nastąpiło trwałe ożywienie. Oprócz możliwych zewnętrznych wstrząsów, takich jak załamanie się gospodarki strefy euro, które zdławiłoby w gospodarce amerykańskiej jej ożywienie oparte na eksporcie, istnieją też wewnętrzne czynniki, które sprawiają, że nie mam pewności co do przyszłości gospodarki USA. Rynek nieruchomości jest słaby, a w niektórych regionach spadają ceny domów. Wciąż dziesiątki milionów ludzi nie są zaliczani do bezrobotnych jedynie dlatego, że zrezygnowali z poszukiwania pracy albo pracują dorywczo raczej z konieczności niż z wyboru. Ze słabym rynkiem nieruchomości i rynkiem pracy jest mało prawdopodobne, by zaufanie konsumenckie szybko wzrosło.

Co więcej, w tym roku amerykański rząd federalny może być zmuszony, by na poważnie wprowadzić cięcia w wydatkach przepchnięte zeszłego lata w Kongresie przez Republikanów. Administracja Obamy będzie się temu maksymalnie przeciwstawiać, ponieważ poważne cięcia w rządowych wydatkach w roku wyborów zaszkodziłoby szansom prezydenta na reelekcję. Jeśliby jednak do tego doszło, ożywienie w USA może zostać przyhamowane, tak jak stało się to po zeszłorocznych cięciach w Wielkiej Brytanii. Amerykańska gospodarka znowu balansuje na krawędzi.

źródło:

Są oznaki, że amerykańska gospodarka powoli dochodzi do siebie. Bezrobocie spada i nastąpiło całkiem znaczące ożywienie przemysłu wytwórczego. Amerykańskie firmy zredukowały swoje długi bardziej niż firmy w większości innych bogatych krajów, co umożliwi im agresywną ekspansję, gdy pojawią się dogodne warunki

Zobacz więcej