Mam gromadę znajomych świętych

2

Wanda Półtawska, najbliższa przyjaciółka Jana Pawła II, w czasie wojny torturowana i poddawana eksperymentom. Doktor psychiatrii, wykładowca i działaczka organizacji obrony życia. 2 listopada kończy 90 lat. W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem opowiada o przyjaźni z papieżem, o obozie koncentracyjnym i o tym, jak pozbyła się lęku przed śmiercią.

Dzisiaj Warszawa, jutro Piaseczno, każdego dnia inne miasto Pani plan dnia jest szczelnie wypełniony. Skąd w Pani w tym wieku tyle energii, kiedy wielu młodych ludzi czuje się wypalonych już w wieku 30-40 lat?

Młodzi ludzie są zmęczeni życiem, bo ich naprawdę nie obchodzi co robią. Człowiek, który robi coś, co nie ma sensu, czego nie lubi i nie chce, męczy się. Natomiast kiedy robi to, czego pragnie, co jest jego celem, ma to, co Ojciec Święty nazywał entuzjazmem do pracy. I ja robię tylko to, co mi się podoba, nic innego.

Kiedyś miałam wiele spraw na głowie – dzieci, wnuki, pacjenci, wykłady – tysiąc rzeczy do zrobienia. Wtedy Ojciec Święty powiedział: będę się modlił, żebyś mogła to, czego nie możesz. I pomogło. Czy zna Pan inną 90-letnią kobietę, która potrafi jechać osiem godzin, spać cztery, wykładać osiem i kolejne osiem wracać do domu? Po jednym z wykładów podszedł do mnie profesor i zapytał – jak pani to robi?

Muszę dodać, że ja od zawsze pracowałam tak intensywnie. Może rzeczywiście od wydania „Beskidzkich rekolekcji” pracuję więcej, bo - tak jak powiedział Karol - ludzie wyciągają po mnie ręce.

Ma Pani ogromny dar przyciągania młodych ludzi. Jaka jest dzisiejsza młodzież, czy gdyby była taka potrzeba, to ci młodzi ludzie poświęcili by się tak, jak wy kiedyś?

Młodzi ludzie przychodzą do mnie, bo nie ma już autorytetów, a ja jestem dla nich ostatnim. Uważam, że młodzież jest najlepszą częścią narodu. Nie może być taka sama, jak kiedyś, bo są inne warunki. Młodość zawsze jest wiotka, tylko trzeba ją czymś podeprzeć. Ja zawsze miałam oparcie w rodzinie, szkole, kościele, wszystko sprzyjało prostemu dorastaniu. Dziś oni nic nie wiedzą – sprzeczne teorie, sprzeczne postawy, zakłamany świat. Oni są biedni, współczuję im.

Młodzież jest zawsze o wiele lepsza od rodziców i nauczycieli. Jeżeli młodzież jest taka, jaka jest, to dlatego, że mają tylko to, co im dają dorośli. Ja w tej chwili staram się bardziej wychować rodziców, bo dzieci przejmują wszystko od nich. Jak w rodzicach jest zero, to co mają do przekazania? Dzieci wtedy czerpią z tego, co niesie świat, a dom powinien chronić przed światem.

Kiedyś powiedziała Pani młodym ludziom, że ma dla nich Plan Boży: niech tworzą małżeństwa, wychowują dzieci i idą do nieba. Bardzo prosty, ale bardzo trudny do zrealizowania.

A kto powiedział, że będzie łatwo? Pan Jezus mówi: kto chce za mną iść, niech weźmie krzyż. Młodzi ludzie są naiwni, myślą, że we dwoje będzie łatwo. To jest teren mojego działania, mówienie tego, co Ojciec Święty mówił – piękna miłość i dążenie do świętej rodziny.

Znała Pani Karola Wojtyłę przez ponad pół wieku. Wiele osób zastanawia się, jaki był Pani wpływ na Ojca Świętego, na jego nauczanie, na Kościół?

Dostałam natchnienie, żeby pojechać do Krakowa, a Karol dostał natchnienie, żeby się mną zaopiekować. Nie da się określić kto na kogo miał większy wpływ. To jest to, co on nazwał komunią personalną – porozumienie duchowe, nazywane przyjaźnią, a przyjaźń to wymiana. Myśleliśmy tak samo, więc gdy rozpoczynał kazanie, mogłam się spodziewać jak będzie ono brzmiało.

Ale też zaskakiwał mnie. Ojciec Święty nauczył mnie rzeczy, której sama nigdy bym nie odkryła. Powiedział: o nic Pana Boga nie proś, bo On wie lepiej, czego ci potrzeba; ty tylko Pana Boga chwal i dziękuj Mu za wszystko. Ale nie tylko to, wiele rzeczy mnie zadziwiało.

Pewna kobieta napisała do mnie list z prośbą o pośrednictwo do Ojca Pio, aby jej mąż się nawrócił. Przekazałam ten list Ojcu Świętemu, a on odpowiedział, że Bóg nie może spełnić prośby tej kobiety. Dlaczego? Bo szanuje wolną wolę tego mężczyzny.

Z pewnością miałam wpływ na Karola Wojtyłę, jako kobieta. Nie miał siostry, ani mamy, która wcześnie zmarła. Był zafascynowany kobiecością. Ale to nie ja uwrażliwiłam go na problemy i sytuację kobiet. Uwrażliwiło go straszliwe prawo aborcji. W 1956 roku na zawsze zaangażowaliśmy się w ratowanie dzieci nienarodzonych. Ojciec Święty był wstrząśnięty, przerażony tym, co te kobiety robią. Nie mógł zrozumieć, że zabijają swoje maleńkie dzieci. Strasznie cierpiał z tego powodu i do końca robił wszystko, aby ratować młode dziewczyny, kobiety i ich dzieci.

Czy modli się Pani przez wstawiennictwo papieża, z którym tak wiele lat się Pani przyjaźniła?

Ja nie potrzebuję się modlić, ja z nim rozmawiam. Modlitwa to kontakt, rozmowa. Rozmawiałam z nim o wszystkim, jeszcze gdy był księdzem, i w dalszym ciągu mam świadomość obcowania ze światem ludzi, którzy są już w niebie. Znałam osobiście Ojca Pio, Matkę Teresę, rozmawiałam z księdzem Kurzeją, który był moim przyjacielem. Ja mam całą gromadę świętych znajomych.

źródło:

Znałam osobiście Ojca Pio, Matkę Teresę, rozmawiałam z księdzem Kurzeją, który był moim przyjacielem. Ja mam całą gromadę świętych znajomych.

Napisała Pani książkę o wspomnieniach z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. To doświadczenie zmieniło całe Pani życie, ale czy też czegoś Panią nauczył?

Niezupełnie zmienił wszystko. Mnie ta sytuacja nie zaskoczyła, dlatego że ja nie byłam aresztowana na ulicy. Ja składając przysięgę na sztandar harcerski, że jestem gotowa umrzeć za ojczyznę, wiedziałam, że mogą mnie zatrzymać, zabić. Aresztowanie nie było dla mnie szokiem, to była konsekwencja mojego wolnego wyboru. Najtrudniejszym momentem było zderzenie z faktem, że ludzie torturują innych ludzi. Byłam zaskoczona ludzkimi czynami, bo nigdy nie znałam złych ludzi. Na moich rękach, jako harcerki, w szpitalu ginęli młodzi chłopcy. Miałam świadomość końca życia, a potwierdził ją wyrok śmierci dla mojego transportu w obozie.

Co mi to dało? Przede wszystkim świadomość przygodności życia. To jest to, o czym Jan Paweł mówił do młodzieży w Paryżu – pamiętajcie, żyjcie tylko tą drogą do nieba, niczym więcej. Ten czas pokazał mi cały wymiar ludzkiego życia, które nie kończy się śmiercią, bo człowiek jest przeznaczony dla wieczności. Wcześniej wiedziałam, że jest niebo i piekło, ale jako młoda dziewczyna nie myślałam o tym, to było odległe. Natomiast w obozie stało się aktualne na dziś. Ja miała umrzeć dziś. Zachować świadomość, że dziś możesz umrzeć – to zmienia życie, bo teraz wybierasz, nie robisz byle czego. Ja zweryfikowałam wartość chwili i wartość możliwości.

A skąd w tamtym okresie czerpała Pani siłę?

Człowiek nigdy nie ma siły z siebie, ona pochodzi z ducha. Załamanie po takich przeżyciach jest normalną reakcją, ale to tylko reakcja emocjonalna. Naprawdę, gdy człowiek wie, że umrze, to jego celem nie jest to życie, tylko życie wieczne. W moim pojęciu myśl o śmierci jest myślą twórczą, nadaje sens życiu. To mi właśnie dał Ravensbrück – wspaniałą świadomość, że trzeba jutro umrzeć.

Poza tym w obozie ratowało nas po prostu poczucie humoru. Jak stworzyli krematorium, to zastanawialiśmy się jakiego koloru będzie dym. A to żółty, bo ktoś jest zazdrosny, albo czerwony, bo ciągle się złości. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe.

Był taki moment, że powiedziano, że dziewczyny mogą być uwolnione, jeżeli zgodzą się pójść do domu publicznego dla żołnierzy. My całą grupą poszłyśmy do komendanta i powiedziałyśmy, że nie pozwalamy, że tak nie wolno. My jesteśmy więźniarki polityczne, nie żadne prostytutki. Nikt więcej nie ośmielił się nam złożyć takiej propozycji.

Pani życie miało wiele zakrętów i wspaniałych zakończeń. Tyle razy dostała Pani nowe życie. Czy to nie jest pewne piętno, że to kolejne życie trzeba wykorzystać maksymalnie dobrze?

Moje życie jest ciągle to samo. Natomiast jest problem zakrętów związanych ze zdrowiem, ciałem, życiem. Życie moje trwało cały czas i gdy umrę też będę żyła, bo ja jestem duchem, a nie tylko ciałem. Wszystkie te zakręty to normalny nurt życia, pytanie tylko skąd się biorą. Są sytuacje, których człowiek, nie może znieść, bo sam je sobie stworzył. Ale jeśli człowiek ma poczucie, że jest coś, nad czym nie panował, że to nie jest jego wina, to jest zupełnie inaczej. Ja nie pytam czemu mnie aresztowali, bo to był skutek moich działań. Ale ludzie pytają dlaczego zachorowali. Pytanie nie powinno być „dlaczego”, ale „co z tym zrobić?” Jesteś w takiej sytuacji, nie ma innej, tu odnajdź swoje miejsce człowieku.

1
.

Choroba to nie jest zło, bo zło jest moralne. Choroba to trud i cierpienie. Oczywiście nie wszyscy to rozumieją. Jestem lekarzem, mam duży kontakt z chorymi. Są ludzie, którzy są chorzy, wspaniale tę chorobę znoszą, dalej pracują, promienieją.

Wybieram życie – tak można określić Pani postawę życiową. Bardzo stanowczo sprzeciwia się Pani metodzie in vitro, a wiele osób dzięki temu może mieć dziecko, którego tak bardzo pragnie. Co Pani mówi takim osobom?

To co, że pragniesz? Ludzie pragną wielu rzeczy, a nie jest powiedziane, że można mieć wszystko, czego się pragnie. Człowiek ma wiele pragnień, które są nieosiągalne. To nie ty jesteś decydujący, nie ty dajesz życie. Żaden człowiek nie daje życia, jest nim obdarowany. To jest akt twórczy Boga. Nic samo nie powstaje.

In vitro jest totalnym odrzuceniem Boga Stworzyciela. To jest ten grzech, który powstał w raju, gdy diabeł kusząc Ewę powiedział: będziecie jako bogowie, jeśli weźmiecie z tego drzewa. I to się właśnie teraz dzieje. Ja jestem zdziwiona, że katolicy dyskutują nad tym.

Skąd bierze się w Pani taka moc niezłomnej postawy? Przecież nawet niektórzy księża sugerują, że in vitro czy antykoncepcja powinny być dopuszczalne.

To nie ja mówię twardo. Ja tylko powtarzam to, co mówi Pan Bóg. A ja sprawdziłam w życiu, że tak jak radzi Bóg jest najlepiej. Skoro mamy koncepcję Boga, który jest mądrością, miłością, to słuchajmy mądrego, który nas kocha. Nowoczesność, która jest poniżeniem człowieka, dla mnie nie jest żadnym postępem.

Zmieniając temat – czy znajduje Pani jeszcze czas na góry? Co w nich jest takiego przyciągającego?

Pewnie, że znajduję czas. Góry są po prostu piękne. Moja miłość do gór zaczęła się, gdy miałam 7 lat.

A co Panią w życiu zachwyca?

Człowiek! Jestem zafascynowana ludźmi.

źródło:

Zachować świadomość, że dziś możesz umrzeć – to zmienia życie, bo teraz wybierasz, nie robisz byle czego.

Zobacz więcej