Wiceminister finansów z czasów PO-PSL zatrzymany

Jacek Kapica, wiceminister finansów w rządach Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, został zatrzymany na polecenie białostockiej prokuratury – dowiedziały się „Wiadomości” TVP. Sprawa dotyczy afery hazardowej, w której Skarb Państwa miał stracić 21 mld zł.

Prokuratura Krajowa wznowiła śledztwo w sprawie afery hazardowej

– Afera hazardowa to kolejna afera, która stała się jednym z symboli rządów Platformy Obywatelskiej. Obejmowała swoim zasięgiem najważniejszych...

zobacz więcej

Byłego wiceministra zatrzymali funkcjonariusze białostockiego oddziału CBA. Do zatrzymania doszło kilka minut po godzinie 7.00 w Warszawie. Jak poinformował Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA, w mieszkaniu polityka trwa przeszukanie.

Kapica był wiceministrem finansów i szefem Służby Celnej w latach 2008-15. Po wybuchu afery hazardowej został przez Donalda Tuska uczyniony twarzą walki z patologiami w tej branży. Według białostockiego prokuratora Grzegorza Masłowskiego było wręcz przeciwnie. Zarzuca on Kapicy zaniedbania, które pozwoliły wzbogacić sie branży „jednorękich bandytów” aż o 21 mld zł. To suma podatków, które nie wpłynęły do budżetu państwa.

Jackowi Kapicy grozi 10 lat więzienia.

„PO zamiotła aferę hazardową pod dywan”

– Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w sprawie afery hazardowej było jakieś drugie dno, jakieś ustawione rzeczy. Może powinna nawet powstać nowa...

zobacz więcej

Kulisy prac nad nowelizacją

Afera hazardowa wybuchła 1 października 2009 r., kiedy Cezary Gmyz (dziennikarz TVP) wraz z innymi dziennikarzami „Rzeczpospolitej” ujawnili kulisy prac nad nowelizacją ustawy hazardowej i podejrzane kontakty biznesmenów z branży gier z politykami Platformy Obywatelskiej. Sprawa miała początek za rządów SLD, w roku 2003, kiedy zezwolono na instalowanie tzw. automatów o niskich wygranych poza kasynami. Właściwie można je było ustawić w każdym miejscu, które było oddalone o więcej niż 100 metrów od szkoły i kościoła. Warunek był jeden. Można było na nich obstawiać jedynie sumy o równowartości 7 eurocentów, ale wygrana nie mogła przekroczyć równowartości 15 euro.

Płaciło się przy tym od każdej maszyny jedynie zryczałtowany, stosunkowo niski podatek. Warunkiem była legalizacja takiego automatu, popularnie zwanego „jednorękim bandytą”, przez tzw. jednostki badawcze, czyli w praktyce państwowe politechniki.

Problem polegał na tym, że jednostki badawcze były zainteresowane legalizacją jak największej liczby „jednorękich bandytów”, bo przedsiębiorcy z branży hazardowej płacili określoną sumę od każdego zalegalizowanego automatu. W tej sytuacji jednostki badawcze legalizowały kolejnych „jednorękich bandytów”.

Podstawą wydania dokumentu były specyfikacje dostarczane przez branżę hazardową, czyli samych zainteresowanych. Jednak maszyny tylko z nazwy były automatami o niskich wygranych. Wszystkie bowiem zaopatrzono w górny licznik, tzw. bank, który pozwalał na kumulacje. W rezultacie sumy, jakie można było obstawiać i wygrywać, były nawet kilkudziesięciokrotnie wyższe niż normy ustawowe.

W praktyce oznaczało to, że automaty takie powinny się znajdować jedynie w kasynach i powinny być opodatkowane znacznie wyżej. Pełną świadomość sytuacji miały jednostki badawcze. Zwracały uwagę na możliwość kumulacji w dokumentach, które legalizowały „jednorękich bandytów”.

teraz odtwarzane
Wiceminister finansów z czasów PO-PSL zatrzymany

Był twarzą walki z hazardem

Prokurator badający tę sprawę w 2014 r. doszedł do wniosku, że odpowiedzialność za tę sytuację ponosi nie kto inny, tylko Jacek Kapica, przez Donalda Tuska uczyniony twarzą walki z nielegalnym hazardem. Sformułował wobec niego zarzuty umyślnego niedopełniania obowiązków. Ze zgromadzonego materiału dowodowego jednoznacznie wynikało, że miał świadomość, że badania są nierzetelne, a mimo tego nie podjął działań, które powstrzymały idące w miliardy straty skarbu państwa.

Chodzi przede wszystkim zaniechanie wszczęcia stosowanych kontroli oraz wstrzymanie procesu rejestracji automatów, które pozwalały na kumulacje wygranych. Takie automaty zgodnie z prawem mogły stać jedynie w kasynach i być opodatkowane znacznie wyższymi podatkami.

Tymczasem zaniechania Kapicy sprawiły, że automaty wstawiano, gdzie się dało. Polska została dosłownie zalana „jednorękimi bandytami”. Szacuje się, że było ich ok. 56 tys. Były dosłownie wszędzie: w kioskach, na stacjach benzynowych, restauracjach, a nawet toaletach publicznych. Jedynym wymogiem było odległość 100 metrów od szkół i kościołów.

Postępowanie podjęte na nowo

15 lipca 2014 r. Masłowski sformułował ostateczne zarzuty i wezwał Kapicę na przesłuchanie w charakterze podejrzanego. Ten udał się na urlop. Kiedy wypoczywał, jego przełożeni podjęli decyzję o otwarciu szafy z aktami. Miesiąc później ówczesny przełożony Masłowskiego uchylił bez żadnego uzasadniania zarzuty wobec Kapicy. Masłowskiemu śledztwo odebrano, a następnie je umorzono.

Po zmianie władzy w prokuraturze nowy prokurator krajowy Bogdan Święczkowski przeanalizował akta sprawy i doszedł do wniosku, że Masłowski miał rację i nakazał mu podjęcie na nowo postępowania. Według naszych informacji zarzuty, jakie obecnie zamierza postawić Jackowi Kapicy prokurator Masłowski, w większości pokrywają się z tymi, które sformułował w roku 2014.

źródło:
Zobacz więcej