Stanął osobiście przed sądem. Sąd orzekł, że nie żyje

Sąd odrzucił wniosek o unieważnienie aktu zgonu (fot. yt/digi24)

Rumuński kucharz wyjechał do pracy w Turcji. Gdy wygasła ważność jego dokumentów, władze tureckie wydaliły go z kraju. Wrócił więc do ojczyzny. Tam powiedziano mu, że nie żyje i że decyzja ta jest ostateczna.

Janusz Gerc - martwy wg ZUS

zobacz więcej

- Nazywam się Constantin Reliu, podobno umarłem, ale żyję – oświadczył 63-letni kucharz, który w środę stawił się przed sądem w Vaslui na wschodzie Rumunii. Mimo to sąd podtrzymał decyzję wydaną przed dwoma laty o uznaniu mężczyzny za zmarłego, stwierdzając przy tym, że jest ostateczna.

Jak wyjaśniła dziennikarzom rzeczniczka sądu, Reliu złożył wniosek o unieważnienie aktu zgonu „za późno”. Według dziennika Adevărul kucharz ma jeszcze jedną szansę: rewizję nadzwyczajną. Czy to się uda?

Ponieważ kucharz nie żyje, nie może znaleźć pracy. Nie ma więc funduszy na adwokata. Na środowej rozprawie miał go reprezentować pełnomocnik z urzędu, ale nawet nie pojawił się na sali sądowej.

Zaczęło się od nieporozumień rodzinnych

Constantin Reliu wyjechał do pracy w Turcji w 1992 roku. Początkowo odwiedzał rodzinę, ale w 1999 r. w wyniku nieporozumienia między nim a małżonką postanowił zerwać kontakt. Ponieważ trzy tygodnie po jego ostatnim pobycie w kraju w Turcji miało miejsce tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, żona Reliu uznała, że Constantin zginął. Ostatecznie w 2013 r. złożyła wniosek o uznanie męża za zmarłego.

Co ciekawe, władzom rumuńskim udało się ustalić, że w 2001 r. Reliu wciąż pracował jako kucharz w jednym z hoteli, musiał więc przeżyć trzęsienie ziemi. Ponieważ jednak po tej dacie ślad po Reliu się urywał, w maju 2016 r. sąd w Barladzie wydał decyzję o uznaniu Constantina Reliu za zmarłego, z datą śmierci 31 grudnia 2003 r.

Reliu pracował dalej, aż w styczniu br. został zatrzymany z powodu posługiwania się nieważnymi dokumentami. Deportowano go do Turcji. Liczył na to, że w kraju wyrobi sobie nowy paszport, tymczasem na granicy został zatrzymany przez rumuńskich pograniczników. Podawał się za Constantina Reliu, a Constantin Reliu nie żył od ponad 14 lat.

- Przesłuchiwali mnie ponad sześć godzin, zanim zorientowali się, że nie żartuję – żali się kucharz. A żona? Wyjechała do Włoch. O niej też Reliu nic nie wie. – Nie jestem pewien, czy jestem rozwiedziony, czy nie. Nie jestem pewien, czy ona wyszła za kogoś innego, czy nie. Nikt mi tego nie mówi – powiedział.

źródło:
Zobacz więcej