Odwołują Ziemkiewiczowi spotkania autorskie na Wyspach. Pisarz ujawnia kulisy

Publicysta Rafał Ziemkiewicz (fot. arch.PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński )

Rafał Ziemkiewicz miał się pojawić na spotkaniach z czytelnikami w Bristolu i Cambridge w Wielkiej Brytanii. Jego spotkanie w Londynie już zostało odwołane po interwencji parlamentarzystów Partii Pracy. W rozmowie z portalem tvp.info dziennikarz ujawnia kulisy całej sprawy.

Facebook zablokował konto Rafała Ziemkiewicza za… „nagość”

Publicysta tygodnika „Do Rzeczy” i TVP Rafał Ziemkiewicz poinformował, że Facebook zablokował jego konto. „Powód? Wiadomo dlaczego” – stwierdził....

zobacz więcej

Portal internetowy „Guardiana” informuje, że deputowana brytyjskiej Partii Pracy domaga się, by nie wpuszczono pana na wyspy, gdzie w najbliższy weekend ma się odbyć pana spotkanie z czytelnikami. Obawia się pan tego?

Podobno inspiracja pochodziła od organizacji, która domagała się także zakazu wpuszczenia na teren Wielkiej Brytanii prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa, więc być może nie jest to poważna inicjatywa. Fakt, że włączyła się w to deputowana brytyjskiego parlamentu, która, jak domyślam się, nie zna słowa po polsku i nie ma zielonego pojęcia, kim jest Rafał Ziemkiewicz, jest na tyle oburzająca, że uważam, że nie można tego zostawić bez reakcji. Uważam to za obelgę wyrządzoną nie tylko mnie osobiście, ale za obelgę wobec Polaków i element budowania wrednego stereotypu, że Polacy to rasiści i szowiniści.

Napisałem, nie chwaląc się, kilkanaście bestsellerów. Niektóre książki sprzedają się w ponad stutysięcznym nakładzie. Jestem członkiem redakcji i stałym publicystą jednego z głównych konserwatywnych tygodników w Polsce, powiedzmy, że odpowiednika brytyjskiego „Spectatora”. Jeżeli takiego pisarza można nazwać „far right extremist” (skrajnie prawicowy ekstremista – przyp. red.) to znaczy, że połowa Polaków mieści się w pojęciu skrajnie prawicowych ekstremistów. Uważam, że tego nie można odpuścić i liczę, że polskie służby konsularne pomogą mi środkami prawnymi zmusić Panią Rupę Huq (brytyjską laburzystkę – przyp.red.) do należytych przeprosin, wobec mnie i organizacji, która mnie tam zaprosiła.

Ziemkiewicz o działaniach KE wobec Polski: to obłuda

Jeśli przyjrzymy się wszystkim zarzutom, które są stawiane Polsce, widać wyraźnie, że mamy do czynienia z obłudą. Nikt w UE nie krytykuje Austrii w...

zobacz więcej

W tekście „Guardiana” pojawiła się też informacja, że jedno z pana spotkań na wyspach zostało już odwołane.

Zostało odwołane, ponieważ policja zagroziła właścicielowi pubu, że cofnie mu licencję, jeżeli do tego spotkania dojdzie i to też jest bardzo spektakularny przykład, jak chorym krajem się stała Wielka Brytania. Spotkanie odbędzie się gdzie indziej, pewnie skończy się w polskim kościele czy w takich miejscach, gdzie władza politycznej poprawności nie sięga. Argument, którego użyła policja, był taki, że oni wprawdzie zrobili „research” i nie znaleźli żadnych dowodów na mój rasizm lub treści zakazanych przez prawo brytyjskie, ale sam fakt, że wpłynęły takie doniesienia, świadczy, że wywołuje kontrowersje i na wszelki wypadek należy takiego spotkania zakazać. Tylko w krajach totalitarnych można spotkać się z sytuacją, że policja zakazuje wypowiedzi, bo ta wypowiedź może się komuś nie spodobać i może być o to jakaś awantura. Nie mieści się to w standardach demokratycznego państwa.


Zauważył pan, że polityk, która domaga się, by nie wpuszczano pana na wyspy, nie zna języka polskiego i można założyć, że pana twórczości również. Jak pan myśli, skąd zatem inspiracja do takiego działania?

Nie chcę nikogo bezprawnie oskarżać, ale z doświadczenia wiem, że wszystkie najpodlejsze rzeczy, które są wypisywane w mediach zachodnich o Polsce, z reguły wychodzą też z Polski, z kręgów tzw. opozycji totalnej i z kręgów lewicy. Myślę, że tak było i tym razem. Kiedyś robiłem reportaże w USA, m. in. rozmawiałem z urzędnikiem zajmującym się migracją. Pytałem go, jak wytłumaczy fakt, że Polacy są wielokrotnie częściej niż inne nacje karani za pracę na czarno.

Odpowiedział, że wszyscy łamią to prawo w mniej więcej jednakowych proporcjach, ale jeżeli pracuje nielegalnie np. Meksykanin czy Portorykańczyk, jeden kryje drugiego. Jeżeli Polak dostanie pracę na czarno, to natychmiast dostajemy donosy od trzech innych Polaków, w związku z czym od razu musimy go za to ukarać i stąd te statystyki. Jest coś takiego, co Jarosław Kaczyński nazwał najgorszym sortem Polaków i w takich sprawach to właśnie doskonale widać.

Rozumiem, że zamierza pan domagać się sprawiedliwości i starać się oczyścić swoje dobre imię w tej sprawie?

Absolutnie tak. Trudno mi mówić o szczegółach, zanim skontaktuję się z prawnikami, ale absolutnie nie zamierzam odpuszczać.

źródło:
Zobacz więcej