TYLKO U NAS

Najgłupsze konkursy świata

aktualizacja: 11:24 wyślijdrukuj
fot
Niezdrowa rywalizacja ku uciesze widzów może być fatalna w skutkach. Organizowane w Finlandii mistrzostwa w przebywaniu w saunie skończyły się tragicznie. Jeden z dwóch finalistów - Fin przeżył konkurs. Rosjanin zmarł. (fot. arch. PAP/EPA/MAURI RATILAINEN)

W Niemczech młody mężczyzna został sparaliżowany na skutek wypadku, który na żywo oglądały miliony widzów. Ryzykował życie biorąc udział w telewizyjnym show. Na oczach innej widowni ugotował się w saunie Rosjanin, a pewna Amerykanka umarła w trakcie radiowego konkursu po wypiciu zbyt dużej ilości wody. To nie lista przypadkowych nieszczęśliwych wypadków, ale fatalny skutek – mówiąc delikatnie – nieprzemyślanych „nietypowych" konkursów.

Tragedia na wizji

Do groźnego wypadku doszło w sobotę 4 grudnia w trakcie popularnego programu niemieckiej telewizji publicznej ZDF „Wetten dass...?", czyli „Załóż się!”. Uczestnik nadawanego na żywo show jest po skomplikowanej operacji kręgosłupa i został już wybudzony ze śpiączki farmakologicznej. Program, który oglądało tego dnia ponad 8 mln widzów, został przerwany.

Pomysł na telewizyjną produkcję był prosty: jego uczestnicy deklarują, że są w stanie wykonać zadanie z pozoru niewykonalne, a prowadzący zakłada się z zaproszoną do programu gwiazdą o to, czy to jest możliwe do zrealizowania przedsięwzięcie.

Do wypadku na antenie niemieckiej telewizji doszło, gdy 23-letni Samuel Koch używając przymocowanych do nóg amortyzatorów teleskopowych próbował cztery razy przeskoczyć przez jadące w jego kierunku samochody. Przez pierwszy przeskoczył, drugą próbę przerwał, nad trzecim autem bez trudu udało mu się „przelecieć". Niestety, przy czwartym skoku nad Audi, które należało do jego ojca, niewłaściwie wylądował. Upadł na ziemię i już się nie podniósł. Na miejsce natychmiast wezwano lekarzy. Widownia zamarła z przerażenia, jury było w szoku.

Koch doznał skomplikowanych urazów kręgosłupa szyjnego, przeszedł operację i musiał być wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Jest sparaliżowany.

Niemiecka telewizja ZDF zdecydowała jednak, że będzie kontynuować nadawanie programu. No cóż..., trudno zrobić inaczej, skoro ma się tak mocną reklamę…
Ugotował się w saunie

Tragicznie zakończyły się także tegoroczne światowe mistrzostwa w przebywaniu w saunie organizowane w Finlandii. Mistrzostwa odbyły się w fińskim mieście Heinola w sierpniu – po raz dwunasty i... ostatni.

Rosjanin Władimir Ładyżenski i drugi z finalistów, Fin Timo Kaukonen zasłabli i zostali przewiezieni do szpitala, gdzie amator bicia rekordów w saunie z Rosji zmarł.

Na czym polegały te fatalne w skutkach „nietypowe" zawody? Otóż trzeba było jak najdłużej wytrzymać w saunie, gdzie panuje temperatura 110 st. C.

Organizatorzy zażegnywali się, że wszystkie zasady bezpieczeństwa w czasie konkursu były przestrzegane – zawodnicy mieli zaświadczenia lekarskie, a na miejscu był odpowiedni personel medyczny. Tragiczny fakt pozostaje jednak faktem – jeden z uczestników konkursu nie żyje, drugi z oparzeniami 70 proc. ciała został hospitalizowany. Co ich doprowadziło do igrania ze zdrowiem i – jak się okazało – z życiem? Oczywiście chęć wygranej, ambicja, ale ostatecznie – nazywając rzeczy po imieniu – zwykła bezgraniczna głupota. Bo co można powiedzieć o mężczyznach, którzy mimo zbliżającego się zagrożenia za żadne skarby nie chcieli opuścić sauny?

Obaj przez cały czas przez okno byli obserwowani przez sędziów i personel medyczny. Co jakiś czas pukano do nich w szybę, a krewcy panowie sygnalizowali wzniesionym do góry kciukiem, że wszystko jest w porządku. Po sześciu minutach sędziowie zauważyli, że jeden z uczestników zaczyna mieć drgawki. Gdy otworzyli drzwi, zarówno Fin jak i Rosjanin upadli na podłogę. Uparcie odmawiali jednak wyjścia z sauny i trzeba było użyć siły, by ich stamtąd wyprowadzić.

Fin był głęboko rozczarowany, że organizatorzy przerwali finał. Niestety nigdy nie dowiemy się co na ten temat miał do powiedzenia Rosjanin...
Gdy przerwano konkurs i otworzono drzwi, Fin i Rosjanin upadli na podłogę. Uparcie odmawiali jednak wyjścia z sauny i trzeba było użyć siły, by ich stamtąd wyprowadzić.
Jennifer Strange nie miała pojęcia, że konkurs może zakończyć w ten sposób (fot. thelegalbroadcastnetwork.squarespace.com)
Wypiła 7,5 litra wody i zmarła!

Czy woda może zabić? Najwyraźniej tak i wcale nie chodzi tu o utonięcie. 28-letnia Jennifer Strange, matka trójki dzieci, zmarła w październiku 2009 r. w wyniku zatrucia wodą po tym jak wzięła udział w konkursie polegającym na wypiciu jak największej ilości wody bez korzystania z toalety lub wymiotowania.

Amerykańska lokalna stacja radiowa KDND-FM z Sacramento w Kalifornii, która organizowała ten konkurs, jeszcze przed jego rozpoczęciem otrzymała wiele telefonów od osób, które słyszały o przypadkach zatrucia wodą. Mimo to nie odwołano konkursu i co gorsza nie zdecydowano się na zatrudnienie lekarza na czas jego trwania.

Ofiara tej dramatycznej potyczki, 28 – letnia mieszkanka Kalifornii zgłosiła się do stacji, bo chciała dla swoich dzieci wygrać... konsolę do gier Nintendo Wii.

W walce o elektroniczny gadżet, jej uczestnicy musieli wypijać w 15-minutowych odstępach, najpierw po ćwierć litra wody. Gdy doszli do dwóch litrów wypitego płynu, porcja zwiększyła się do pół litra. Zasady były proste – odpadał ten, kto wstał do toalety lub zwymiotował.

W czasie konkursu radiowi DJ-e żartowali sobie z uczestników. – Czy ktoś już tam umiera? – pytał prezenter. – Jeszcze nie, ale ktoś jest już gotowy – odpowiadał inny.

W konkursie wzięło udział 20 osób, z których w końcu zostały dwie. Najlepsi mieli na swoim koncie po 7,5 litra wody.

Jennifer Strange musiała jednak zrezygnować z walki o nagrodę – bolała ją głowa, miała mdłości i pojawiły się problemy z błędnikiem. Poinformowała o swoim stanie organizatorów, a ci polecili jej... poczekać na korytarzu aż jej przejdzie. Nie wezwali nawet lekarza. Jennifer pojechała do domu cały czas wymiotując. Umarła, bo jej organizm nie był przygotowany na przyjęcie takiej ilości wody - zabiło ją zachwianie równowagi elektrolitycznej.

Rodzina Jennifer Strange zaskarżyła rozgłośnię, a stacja KDND-FM zwolniła dziesięciu swoich pracowników odpowiedzialnych za realizację programu. W 2010 roku sąd uznał radiostację odpowiedzialną za śmierć Jennifer. Jej rodzina otrzymała odszkodowanie w wysokości 16,5 mln dolarów.
Wódki picie skraca życie

Mogłoby wydawać się, że ludzie z reguły zdają sobie sprawę z tego, że „alkohol szkodzi zdrowiu”. Niestety, okazuje się, że nie wszyscy...

W listopadzie 2008 r. w Wołgodońsku na południu Rosji zorganizowano konkurs dla prawdziwych mężczyzn, którym z uwagi na jego tragiczny przebieg, bardzo szybko zainteresowały się media. Na czym polegał?

Otóż właściciel miejscowego sklepu monopolowego zorganizował tam specyficzne alkoholowe zawody. Zasady były proste – wygra ten, kto w najkrótszym czasie wypije najwięcej wódki. Zwycięzca pochłonął półtora litra w 30 minut. Został odniesiony do domu wraz z główną wygraną – skrzynką czystej wódki. Ostatecznie konkurs zakończył się jednak dramatycznie – zwycięzca zmarł, a reszta uczestników wylądowała w szpitalu. Prokurator wydał nakaz aresztowania właściciela sklepu pod zarzutem nieumyślnego spowodowania śmierci.

Jeszcze tragiczniej zakończyły się podobne zawody zorganizowane w sierpniu tego roku w Mozambiku w Afryce. Tam podobny konkurs doprowadził do śmierci pięciu osób.

Jak do tego doszło? Mechanizm był bardzo podobny do zawodów z Wołgodońska. Jeden z browarów z północy kraju w ramach promocji swoich trunków zorganizował zawody w piciu brandy. Wygrywał ten, kto najszybciej opróżni pięć butelek tego alkoholu. Niestety efekt był skrajnie dramatyczny – wszyscy uczestnicy konkursu zmarli. Umierali w kolejnych etapach konkursu, którego – co najbardziej szokujące – nikt nie zdecydował się przerwać.

Przykład w 3D idzie... z telewizji

Zawisają na drutach wysokiego napięcia, przemieszczają się między dachami wysokich budynków, lub zawinięci w dywan zrzucani są przez kumpli z dużej wysokości – w takich konkurencjach sprawdzają się nastoletni polscy chłopcy. Skąd to o tym wiadomo? Bo swoje wyczyny filmują i wrzucają do internetu.

Modę na rywalizację opartą na eksperymentach z własnym ciałem, która dotarła także do Polski wykreowały niestety media. Zawdzięczamy ją bowiem w dużej mierze amerykańskim Jackassom – ekipie kaskaderów i miłośników „sportów” ekstremalnych, którzy nagrywają swoje niebezpieczne dla zdrowia i dla życia zmagania dla stacji MTV. Jackassi strzelają np. do siebie z paralizatorów lub wiatrówek, urządzają wyścigi po autostradzie w wózkach sklepowych bądź skaczą na nartach prosto w drzewa.

Mimo, że już od pierwszego odcinka serialu w MTV pojawiło się ostrzeżenie, że wyczyny prezentowane na ekranie są dokonywane przez profesjonalistów i nie należy ich powielać, to popisy grupy stały się wśród młodzieży kultowe i znalazły swoich naśladowców. Teraz promocja ryzykownych zabaw weszła na nowy poziom – można je zobaczyć bowiem w kinie w trójwymiarze w filmie wyświetlanym także w Polsce zatytułowanym „Jackass - 3D".

Co możemy zobaczyć w filmie? Na przykład to, jak byk bierze jednego z Jackassów – Knoxville'a na rogi i jak zamknięty w przenośnej toalecie Steve-O zostaje wystrzelony w powietrze. Cóż więcej powiedzieć?.. Nic ponad to, że światowi giganci kina dostarczyli młodzieży nowych inspiracji do „zabawnych" konkurencji. I to w 3D!
Jeden z browarów w Mozambiku zorganizował zawody w piciu brandy. W każdym etapie ktoś umierał, ale konkursu nie przerwano. Nie przeżył żaden z jego uczestników
Julio Aparicio ucierpiał podczas corridy w maju tego roku (fot. PAP/EPA/GUSTAVO CUEVAS)
Ryzykowna tradycja pożywką dla mediów

Ryzykowne zmagania ku uciesze żądnej emocji gawiedzi, rozgrywane na oczach tłumów, które za sprawą rozwoju mediów zamieniły się w ostatnich dekadach w miliony telewidzów i internautów, mają jednak zaskakująco długą tradycję.

Według źródeł historycznych, pierwsza corrida, która niewątpliwie była (i jest nadal) mocno ryzykownym publicznym pokazem umiejętności torreadora, odbyła się na cześć Alfonsa VIII już w 1133 roku. Taki show na oczach widzów to tradycja głęboko zakorzeniona w kulturze Europy – przekonują jej zwolennicy, podczas gdy przeciwnicy uważają ją za maltretowanie zwierząt, ale i zbędne ryzyko, które niektórzy torreadorzy przypłacają okaleczeniem, a nawet śmiercią.

W corridzie biorą jednak udział specjalnie przeszkoleni do tego profesjonaliści. Inaczej jest ze słynną gonitwą byków, która co roku odbywa się w hiszpańskiej Pampelunie (doroczne gonitwy z bykami są w Pampelunie organizowane w ramach uroczystości ku czci świętego Fermina, a początki święta na cześć patrona miasta sięgają jeszcze XIV wieku). Podczas każdej encierros przynajmniej kilka osób zostaje rannych, a zdarzają się jeszcze tragiczniejsze finały.

Od 1911 roku, gdy rozpoczęto prowadzenie statystyk, w biegach z bykami poniosło śmierć 15 osób. W ubiegłym roku w starciu z bykiem zginął 27-letni Hiszpan.

Podczas każdej gonitwy byków do Pampeluny przyjeżdżają reporterzy i fotografowie, by pokazać całemu światu, jak ekscytująca może być to zabawa...

Trudno się dziwić, że media czerpią garściami z tych historycznych wzorców. Nic tak nie podbija bowiem oglądalności, jak wyśrubowane do granic możliwości ludzkie emocje i napięcie widzów. Gorzej, gdy brak wyobraźni organizatorów takich zmagań, lub po prostu ludzka głupota, doprowadza do dramatycznego i niezamierzonego finału...

Wybrane dla Ciebie