Misza na blaszanym dachu, zemsta na „ukraińskim CBA”

Dlaczego władza zdecydowała się na taką akcję? Chodzi o przykrycie operacji wymierzonej w niezależne biuro antykorupcyjne (fot. REUTERS/Serhii Nuzhnenko)

Saakaszwili na dachu budynku, zamieszki uliczne, odbicie Gruzina z rąk SBU, protest pod parlamentem, brutalny atak sił porządkowych na zwolenników Saakaszwilego - burzliwe sceny w centrum Kijowa obiegły cały świat. Niezależnie od słuszności stawianych Saakaszwilemu zarzutów i tego, czy podjęte środki były adekwatne, cała sprawa szkodzi Ukrainie, za to musi budzić satysfakcję w Moskwie. Wątpliwe, by zrodził się z tego kolejny Majdan, za to polityczne straty obozu rządzącego, zwłaszcza Poroszenki, już są faktem. Dlaczego władza zdecydowała się na taką akcję? Chodzi o przykrycie operacji wymierzonej w niezależne biuro antykorupcyjne. Tyle, że to poważnie zaszkodzi relacjom Kijowa z Zachodem.

Zwolennicy Saakaszwilego uwolnili go z rąk policji

Uwolniony przez swoich zwolenników z rąk policji były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili udał się na czele tłumu ludzi w stronę parlamentu...

zobacz więcej

Cała operacja SBU zatrzymania Micheila Saakaszwilego we wtorek 5 listopada momentami przypominała tragifarsę, w której obie strony prześcigały się w auto ośmieszaniu. Najpierw Saakaszwili uciekł na dach, z którego przemawiał do tłumu zwolenników i groził samobójstwem. Oczywiście dał się ściągnąć, ale nie udało się go daleko odwieźć – tłum siłą wyciągnął Gruzina z samochodu SBU. Potem był protest pod parlamentem i nocna szarża sił porządkowych na zaczątki kolejnego namiotowego miasteczka. Majdanu na miarę możliwości samozwańczego lidera opozycji, który nie ma nawet ukraińskiego paszportu, a w skali całej Ukrainy może liczyć na 1-2 proc. poparcia.

Gruzińska saga

A przecież ukraińska przygoda polityczna popularnego niegdyś wśród rodaków Miszy zaczynała się zupełnie inaczej. W 2013 r. Saakaszwili zakończył prezydenckie rządy w Gruzji i natychmiast wyjechał do USA. Pozostanie w kraju oznaczało dla niego więzienie – widział co dzieje się z jego politycznymi towarzyszami po przegranych wyborach parlamentarnych. Odpoczynek od wielkiej polityki nie trwał długo. Saakaszwili wrócił zza oceanu – na Ukrainę, na zaproszenie dawnego przyjaciela ze studiów, Petra Poroszenki, który właśnie wygrał wybory prezydenckie pod hasłem wielkich reform.

Ekipa Saakaszwilego – bo do Kijowa trafiło wtedy kilkadziesiąt osób opromienionych sukcesem reform w Gruzji – miała przyspieszyć proces zmian na Ukrainie. Sam Misza trafił jednak do Odessy, która miała stać się poletkiem doświadczalnym i przykładem szybkich skutecznych reform. W maju 2015 roku Gruzin otrzymał ukraiński paszport, a Poroszenko mianował go gubernatorem obwodu odeskiego. Szybko były prezydent Gruzji przekonał się, jak ciężko działać w skorumpowanym, zbiurokratyzowanym i zoligarchizowanym otoczeniu. A gdy zrozumiał, że w tej walce nie może liczyć na Poroszenkę, odszedł z hukiem. Niedługo później otwarcie przeszedł do opozycji, oskarżając prezydenta o popieranie klanów korupcyjnych.

Saakaszwili: mojemu życiu zagraża niebezpieczeństwo

Micheil Saakaszwili, który w niedzielę po wielu godzinach prób wjechał na terytorium Ukrainy, oświadczył w poniedziałek, że jego życiu zagraża...

zobacz więcej

Prezydent nie miał zamiaru długo tolerować ostrego krytyka pod bokiem: wykorzystując formalne błędy, w lipcu odebrano Saakaszwilemu paszport ukraiński (który dostał wcześniej, musząc jednak zrezygnować z gruzińskiego). Gruzin był w tym czasie poza granicami Ukrainy. Wydawało się, że problem z głowy. Tymczasem we wrześniu Saakaszwili siłą przedarł się przez granicę. Przy okazji kompromitując sprawność (?) państwowego aparatu na Ukrainie. Od tamtej pory niemal swobodnie działał. 3 grudnia zorganizował w Kijowie marsz na rzecz impeachmentu Poroszenki, w którym uczestniczyło kilka tysięcy osób. Dwa dni później uderzyła SBU. Oficjalnie w związku z podejrzeniami o współpracę polityka z organizacjami przestępczymi.

Rosyjska karta, polityczne koszty

W czasie, gdy na ulicy odbijano Saakaszwilego z rąk SBU, ciężkie zarzuty pod adresem Gruzina przedstawiał na konferencji prasowej prokurator generalny Jurij Łucenko, zaufany człowiek prezydenta. Obóz władzy użył przeciwko Saakaszwilemu broni najcięższej: de facto oskarżył go o współpracę z Moskwą.

Łucenko oświadczył, że akcje antyrządowe organizowane przez b. prezydenta Gruzji były finansowane przez ludzi z otoczenia zbiegłego do Rosji Wiktora Janukowycza. - Udokumentowaliśmy fakt otrzymania przez Saakaszwilego od strony rosyjskiej około pół miliona dolarów - oświadczył prokurator generalny. Pieniądze miały iść od Serhija Kurczenki, który za rządów Janukowycza zrobił błyskotliwą karierę, stając się czołowym oligarchą, „skarbnikiem Familii” (tak nazywano klan Janukowycza). Ścigany jest przez ukraińskie władze międzynarodowym listem gończym.

Według prokuratury jeden ze współpracowników Saakaszwilego, szef kijowskich struktur Ruchu Nowych Sił (partii założonej przez Gruzina), Sewerion Dangadze, zatrzymany 4 grudnia, zwrócił się przez zaufaną osobę do Kurczenki z prośbą o finansowanie działalności Saakaszwilego. W zamian Saakaszwili miał pomóc w osłonie biznesowych interesów grupy Kurczenki na Ukrainie. Łucenko przedstawił przy okazji nagrania rozmów telefonicznych, które mają potwierdzać współpracę środowiska Saakaszwilego z otoczeniem Janukowycza.

Micheil Saakaszwili: Lech Kaczyński został bohaterem narodowym Gruzji

Były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili był gościem programu „Minęła dwudziesta”.

zobacz więcej

Z narracji Łucenki wynika, że nakaz aresztowania Saakaszwilego to jeden z etapów operacji władz ukraińskich wymierzonej w rosyjski spisek. Obóz prezydencki przekonuje, że Moskwa zamierza zrealizować na Ukrainie scenariusz „ruskiej zimy” – a stoi za tym FSB. Saakaszwili odbija piłeczkę - oskarżył 5 grudnia Poroszenkę, że to on, „działając na zlecenie” prezydenta Rosji Władimira Putina, chce wydać go gruzińskim władzom. Należy zaczekać na kolejne szczegóły ze strony śledczych – tak bardzo nierealistycznie brzmi oskarżenie Saakaszwilego – którego Putin od lat uważa za osobistego wroga i nie raz Rosjanie próbowali Gruzina zabić – o współpracę z Moskwą.

Na awanturze w Kijowie Rosja na pewno korzysta. Choćby przez to, że cierpi mocno wizerunek Ukrainy na Zachodzie. Polowanie na byłego sojusznika, na dodatek tak nieudolnie prowadzone, uderza w wizerunek Poroszenki, już i tak krytykowanego coraz mocniej za brak reform lub ich spowalnianie, zwłaszcza za brak postępów w walce z korupcją. Tym bardziej dziwi, że w ogóle zdecydowano się na takie kroki wobec Saakaszwilego, który nie jest politycznym zagrożeniem dla Poroszenki. Ma 1-2 proc. poparcia, do tego nie może startować w wyborach prezydenckich, nie może też w parlamentarnych. Do tego znów cały świat mógł obejrzeć pokaz niekompetencji SBU, prokuratury i policji. Dlaczego więc postawiono Saakaszwilemu tak ciężkie zarzuty, dlaczego postanowiono go zatrzymać, i dlaczego akurat teraz, skoro Gruzin przebywa nielegalnie na Ukrainie od blisko trzech miesięcy?

Wojna z „ukraińskim CBA”

Wygląda na to, że rozpętanie burzy wokół rozpoznawalnego na świecie Saakaszwilego to nic innego, jak operacja przykrycia uderzenia nie zreformowanych instytucji siłowych w utworzone po ostatniej rewolucji niezależne Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU). Podczas gdy wszyscy zajmują się Saakaszwilim, do Kijowa w trybie pilnym z wizyty w Waszyngtonie wezwano dyrektora NABU Artioma Sytnyka. Ma się stawić na zamkniętym dla mediów posiedzeniu parlamentu – może dojść do próby jego odwołania. To kolejne stadium wojny, jaką toczy prokuratura z NABU. Biuro na poważnie wzięło się za walkę z korupcję, sięgając najwyższych szczebli władzy.

Pod koniec października zatrzymało 29-letniego syna potężnego szefa MSW Arsena Awakowa, Ołeksandra. Grozi mu 12 lat więzienia za „defraudacje, marnotrawienie lub zdobywanie majątku poprzez nadużycie władzy”. Do czasu procesu ma nosić elektroniczną bransoletkę i musiał zdać paszport. W tej sprawie zatrzymano też wiceministra spraw wewnętrznych Serhija Czebotary. NABU zajęło się też Narodową Agencją Zapobiegania Korupcji (NAZK), inną państwową antykorupcyjną instytucją. NAZK jest krytykowana za to, że bardzo ślamazarnie sprawdza elektroniczne oświadczenia majątkowe urzędników. NABU wszczęło dochodzenie w związku z podejrzeniem przyjmowania przez pracowników NAZK łapówek za przymykanie oczu na nadużycia w oświadczeniach. W przeciwieństwie do NABU, NAZK jest całkowicie kontrolowana przez rząd. Krytycy prezydenta twierdzą, że wykorzystuje on NAZK do atakowania oponentów politycznych.

Władze Ukrainy zatrzymały brata Micheila Saakaszwilego. Chcą go deportować

Władze Ukrainy w sobotę zatrzymały i przygotowują do deportacji brata byłego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego. Według tamtejszego MSW,...

zobacz więcej

30 października NABU wszczęło z kolei postępowanie karne ws. podejrzenia nielegalnego wzbogacenia się prokuratora generalnego Jurija Łucenki. Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo… W kwietniu br. NABU rozpoczęło operację ws. domniemanej korupcji w Państwowej Służbie Migracyjnej Ukrainy. Agent NABU przeniknął do grupy złożonej z byłych i obecnych pracowników tej instytucji. Grupa ta brała łapówki w zamian za ukraińskie obywatelstwo dla cudzoziemców, za pozwolenie na pobyt na Ukrainie. Brali też łapówki od obywateli Ukrainy za przyspieszenie procesu wyrobienia paszportów biometrycznych. Agent udawał przedstawiciela zagranicznej spółki zainteresowanej zatrudnieniem obcokrajowców. Nawiązał kontakt z wiceszefową służby migracyjnej Diną Pimachową, która - według NABU - była jedną z liderek grupy. 29 listopada, podczas przekazywania jej 30 000 dolarów łapówki agenta nieoczekiwanie zatrzymała SBU pod nadzorem prokuratury. Łucenko ostro zaatakował NABU, nazywając jej funkcjonariuszy zaangażowanych w operację w służbie migracyjnej „nielegalną grupą”, która wykorzystuje nielegalne metody prowokacji. Według niego, mimo że nie mają oni dostępu do tajemnicy państwowej, dostarczano im się materiały SBU, co jest przestępstwem.

Dyrektor NABU kontratakował. Poinformował, że podczas rewizji prowadzonych przez prokuraturę i SBU w dwóch zakonspirowanych lokalach NABU, a także w mieszkaniach pracowników Biura i ich krewnych, dopuszczono się kradzieży mienia. NABU opublikowało też nagranie wideo z operacji rozpracowania zorganizowanej grupy przestępczej w służbie migracyjnej, którą zerwały Prokuratura Generalna i SBU. Z kolei 5 grudnia zastępca prokuratora generalnego Jurij Stoliarczuk poinformował o zarzutach wobec kolejnych dwóch pracowników NABU.

Dyrektor Sytnyk oświadczył, że to nie konflikt między organami ochrony porządku, a wojna z reformą antykorupcyjną. Podkreślił, że operację ws. korupcji w służbie migracyjnej prowadzono we współpracy z FBI. Wygląda na to, że NABU może dziś liczyć – oprócz Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) – jedynie na wsparcie Zachodu. Także 5 grudnia wyszedł komunikat z Brukseli. UE wyraźnie stanęła po stronie NABU, winą za konflikt obciążając prokuraturę generalną. „Ujawnienie informacji o rozpracowywaniu przypadków korupcji przez Prokuraturę Generalną wyraźnie osłabia możliwości NABU prowadzenia efektywnych dochodzeń, a także podważa wiarę ludzi w możliwość skutecznego przeciwdziałania korupcji” – można przeczytać w komunikacie służby wspierającej szefową unijnej dyplomacji Mogherini.

Zaś 6 grudnia – a więc tuż przed możliwym odwołaniem Sytnyka - Departament Stanu USA wydał komunikat podsumowujący współpracę z Ukrainą w walce z korupcją. Oprócz liczb jest w nim też przypomnienie, że NABU powstało i działa przy wydatnej pomocy odpowiednich służb Stanów Zjednoczonych. Już wcześniej Departament Stanu krytykował działania prokuratury przeciwko NABU, a głos w tej sprawie zabrał nawet sam Rex Tillerson.

źródło:
Zobacz więcej