„Ma pan prawo do autoryzacji, wszystko co pan powie, może zostać użyte przeciwko panu, proszę więc ważyć słowa”

Podsekretarz stanu w MKiDN Paweł Lewandowski: Wedle znowelizowanego prawa jedynym obowiązkiem dziennikarza jest rzetelność(fot. arch.PAP/Marcin Obara)

Zgodnie z nowelizacją ustawy o prawie prasowym z 1984 r., dziennikarz ma obowiązek informowania swojego rozmówcy o możliwości autoryzacji. Nowa ustawa obowiązujące przepisy nieco zmienia. Likwiduje także przymus pisania „zgodnie z linią redakcji”. – Jedynym obowiązkiem dziennikarza jest rzetelność – zaznacza Paweł Lewandowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w wywiadzie udzielonym portalowi tvp.info.

„GF”: próbowali zwerbować dziennikarza. SKW: działamy zgodnie z prawem

Służba Kontrwywiadu Wojskowego działa zgodnie z prawem – zapewniła Służba w piątek po publikacjach „Gazety Finansowej”, dotyczących werbowania jej...

zobacz więcej

Dziennikarz ma obowiązek informowania swojego interlokutora o możliwości autoryzacji. Część dziennikarzy twierdzi, że to ograniczenie.

W tej chwili jest tak, że dziennikarz nie może opublikować tekstu bez autoryzacji. Jeżeli ja zastrzegę sobie prawo do autoryzacji, a tej autoryzacji nie udzielę, to nigdy nie będzie mogła pani opublikować moich wypowiedzi. Wiem, że dziennikarzom nie podoba się, że mają obowiązek informowania o możliwości autoryzacji. Dawniej nie było takiego obowiązku, ale coś za coś. Daliśmy wam pewność, że materiał, który zrobicie będzie opublikowany, to musicie pouczyć ludzi, że mają prawo go autoryzować. Ja nie widzę tu żadnego problemu. Mówimy: szanowny panie, ma pan prawo do autoryzacji, wszystko co pan powie, może zostać użyte przeciwko panu, proszę ważyć słowa.



Obecnie jeśli dziennikarz złamie ustawę w tym zakresie jest karany na podstawie kodeksu karnego. Nie za ostro?


Ten przepis jest bardzo restrykcyjny i to się w tej chwili zmienia. W projektowanej ustawie brak autoryzacji jest traktowany jak wykroczenie, a nie przestępstwo, czyli jak jazda na gapę lub złe parkowanie. Co więcej, zgodnie z nowelizacją ustawy, nie można już blokować publikacji przez opóźnienia, bądź brak autoryzacji. Maksymalny czas autoryzacji tekstów do dzienników to 6 godzin i 24 godziny dla tygodników.



A co z portalami?


Zgodnie z wyrokami sądów portale internetowe, które posiadają cechy opisane w ustawie Prawo Prasowe są traktowane jak dzienniki. Portale działają szybciej niż gazety, więc zakładam, że jak się udziela wywiadu portalowi, to wie się, że to tak działa.

Do tej pory, ze względu na problemy z autoryzacją, wiele tekstów trafiało do szuflady.

Dziennikarz i jego interlokutor mogą umówić się na inny czas na autoryzację, przy czym rozmówca nie może nie podać żadnego możliwego terminu, bo dziennikarz ma obowiązek opublikować tekst. To jest jego praca.

Wyrok po 11 latach. 12 tysięcy euro zadośćuczynienia dla dziennikarzy

Polska naruszyła 10. artykuł Europejskiej Konwencji Praw Człowieka chroniący „wolność słowa” – stwierdził Trybunał w Strasburgu. Orzekł, że...

zobacz więcej

A co ze zmianami nanoszonymi przez autoryzującego, które zmieniają sens wypowiedzi? Tak autoryzowane wywiady często mają niewiele wspólnego z przeprowadzoną wcześniej rozmową.

Faktycznie do tej pory często zdarzało się tak, że interlokutorzy zupełnie zmieniali sens tego co powiedzieli. Dzisiaj bardzo mocno uściśliliśmy przepisy i jest dokładnie napisane co jest autoryzacją, a co nie. Od momentu wejścia w życie nowelizacji, autoryzacja polegać ma wyłącznie na tym, aby potwierdzić, że interlokutor wypowiedział słowa, które są umieszczone w tekście. Oczywiście jest tu pole do stylistycznych poprawek, natomiast generalnie idea przepisu jest taka, żeby nie było możliwości manipulowania sensem swoich wypowiedzi. To prawo ma dawać dziennikarzowi pewność, że wywiad, który przeprowadził zostanie, raz – opublikowany, dwa – w zakresie treści zachowa swój pierwotny kształt.



Nowe przepisy zlikwidują groźbę niekończących się sądowych batalii?


To jest poważny problem, bo faktycznie tym bataliom nie ma końca. Zależy mi na tym, żeby nie było tylu procesów, ile jest dziś. Ustawa liberalizuje przepisy prawa prasowego i przede wszystkim uściśla je tak, aby nie było zbyt dużego pola do interpretacji sądowej.

W lipcu br. dziennikarz Gazety Wyborczej Marcin Kącki wygrał z Polską w Strasburgu. Kącki pisał o seksaferze. W swojej publikacji zacytował ekspertkę z partii Andrzeja Leppera. Europejski Trybunał Praw Człowieka zadecydował, że polski sąd uznając dziennikarza za winnego, naruszył art. 10 europejskiej konwencji praw człowieka. Czy dziennikarze dalej będą odpowiadali za słowa wypowiadane przez swoich rozmówców?

W mojej ocenie nawet w obecnym stanie prawnym jest dyskusyjne skazanie tego dziennikarza. Przecież to logiczne, że dziennikarz nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi swojego rozmówcy. Ale nowe przepisy, chociaż nie były pisane z taką intencją, dodatkowo zabezpieczają dziennikarza, gdyż osoba z którą prowadzony jest wywiad musi potwierdzić, że to jej słowa, a dziennikarz powinien je dosłownie zacytować i to jest jego obowiązkiem. Nadto w przepisach jest bezpośrednio napisane, że za przytoczenie dosłownie cytowanej wypowiedzi nie można karać, nawet jeśli nie była autoryzowana. Dziennikarz ma prawo opublikować tekst dosłownie, ale to na nim spoczywa wówczas obowiązek udowodnienia, że dane słowa faktycznie zostały wypowiedziane.

Wiceminister kultury: Sroka przyznała się w rozmowie ze mną, że zniszczyła list

Wiceminister kultury Paweł Lewandowski, uważa, że Rada Programowa PISF świadomie zataiła informacje o liście szkalującym dobre imię instytucji oraz...

zobacz więcej

Nagranie wystarczy?

Zdecydowanie. Trzeba tylko pamiętać, że przed włączeniem dyktafonu mamy obowiązek spytać rozmówcę o zgodę. Dzisiaj z resztą też jest taki obowiązek. To prawo zostało stworzone w taki sposób, żeby dziennikarz mógł publikować to, co rzeczywiście zostało powiedziane.

A jak pan sobie wyobraża sondy uliczne w sytuacji, w której muszę informować przechodniów, że przysługuje im prawo do autoryzacji? To może ich zniechęcić do publicznego wypowiadania się.

To jest ciekawe. Nie przypominam sobie, by ktoś wcześniej podnosił temat sondy ulicznej, chociaż bardzo szeroko konsultowaliśmy nowelizację ustawy w środowisku dziennikarskim, od SDP po Agorę. Wydaje mi się, że jeśli ktoś się zdecydował udzielić odpowiedzi w takiej sondzie, to jest domniemanie zgody na wykorzystanie jej. Problemu autoryzacji tu nie widzę, dlatego że tutaj mamy absolutnie dosłowne cytowanie, tzn. pokazujemy dokładnie to co ten człowiek mówi.

Człowiek, który zlikwiduje w Polsce autoryzację, będzie noszony przez wszystkie redakcje na rękach do końca swych dni. Nie da się, panie ministrze, radykalniej, tj. zrezygnować z autoryzacji w ogóle?

Ja jestem generalnie przeciwnikiem autoryzacji. Natomiast w Polsce nie ma kultury braku autoryzacji, w związku z tym poluzowanie trochę przepisów dla dziennikarza i zaciśnięcie ich dla rozmówców, to jest pewien etap. Mam nadzieję, że w pewnym momencie wytworzy się taka kultura i u dziennikarzy i u ich rozmówców, że autoryzacja nie będzie konieczna.

Zniknęły z polskiego prawa prasowego zapisy o Rzeczpospolitej Ludowej, czy tkwimy w 1984 roku?

Akcja „goń z pomnika bolszewika” (śmiech). Zlikwidowaliśmy wszystkie archaizmy prawnicze, jakie tam występowały. Wygoniliśmy Rzeczpospolitą Ludową. Oprócz tego zostały ucywilizowane warunki, jakie musi spełnić redaktor naczelny. Wcześniej były tam wpisane interesy polityczne i gospodarcze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, zaś obecnie dotyczą odpowiedzialności karnej za działanie przeciwko Polsce. Chodzi np. o zdradę. Taki człowiek nie może przez 10 lat pełnić funkcji redaktora naczelnego.

Dalej mamy obowiązek pisać teksty „zgodne z linią redakcji”, czy znowelizowana ustawa gwarantuje koniec takich praktyk?


Ten przepis został usunięty. Art. 10 ustęp 2 i 3. Wedle znowelizowanego prawa jedynym obowiązkiem dziennikarza jest rzetelność. Nie jest zobowiązany pisać tekstów zgodnie z linią redakcji. Jeżeli ktoś napisze rzetelny tekst, niezgodny z linią redakcji, nie może zostać dyscyplinarnie wyrzucony. Ten przepis działa przeciwko tzw. „zleceniom”. Czyli w sytuacji, kiedy dziennikarz dostaje polecenie, by napisać tekst opisujący źle jakąś osobę publiczną, np. aktora czy polityka, ale przygotowując rzetelnie materiał okazuje się, że o danej osobie tak się napisać nie da, nie może zostać posądzony o niewykonanie polecenia, albo działanie niezgodne z linią.

Sprawdziliśmy jak planowane zmiany działają w praktyce. Po około czterech godzinach od przesłania tekstu wywiadu, ten wrócił już autoryzowany. A to oznacza, że minister Paweł Lewandowski „wyrobił się” w sześciogodzinnym terminie zawartym w znowelizowanej ustawie o prawie prasowym, która jeszcze nie weszła w życie, a nad którą pracuje obecnie Senat.

źródło:
Zobacz więcej